criminalist blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 3.2005

    Owszem. Sama się prosiłam. I zastanawiam się, czy ta godzina szczęscia warta była następnych kilkunastych godzin w agonii.

    Co ja poradze, że myśle sercem a nie rozumem? To chyba naturalne u kobiet. Co z tego, że wiele oczekiwać nie mogę, przecież to chyba normalne u facetów.
    Kurna, co ja piszę?!

    Zastanawiam się, jak bardzo mężczyźni są świadomi naszych…fascynacji? Czy widzą to i po prostu ignorują czy jednak wolą się nimi brutalnie pobawić, jak bezwładnymi kukiełkami i kazać nam czekać, czekać, czekać…

    Mówi się, że nie należy pokazywać facetowi swojego zainteresowania nim, bo to wykorzysta. No ale jak ma dojść do czegokolwiek, skoro się wszystko w sobie dusi? Dawkowanie? Pff, to jak trzymanie na smyczy przy nodze psa, który koniecznie musi się odlać. Bezcelowe i bezsensowne. Bo w końcu w którymś momencie pies i tak oszcza nam buta.

    To było jakiś czas temu, może minął miesiąć.
    Wtedy przyszła nadzieja na to, że Lara Croft ujrzy światło dzienne, że wydostanie się z zapadłego grobowca.
    Dziś Lara żyje, ale nadal z przerażeniem, smutkiem, pełna bólu patrzy na to miejsce, które dane jej było odwiedzić. Wspomina pierwszą euforię na widok tych wspaniałych malowideł na ścianie, odgadywanie znaczenia każdego z nich, kolejne kroki w doł, kolejne komnaty, kolejne zagadki…Pamięta też pierwsze problemy, pułapki, ślepe zaułki…z których oczywiście zawsze wychodziła, z mniejszym lub większym uszczerbkiem na zdrowiu. Ale to, co działo się potem, ta walka między pragnieniem a rozumem, między ciekawościa a strachem przed tym, co będzie, jeśli zejdzie się jeszcze niżej. No i zły wybór dźwigni, nie ta zapadnia, jednen wielki huk, a potem już ciemność…
    I nagle pojawia się Ktoś, kto jest, możnaby rzec, turystą…Znajduje Larę, a ona dzieki Jego osobie uświadamia sobie, że nigdy nie wolno zapomnieć kim się jest, że strach i ciekawość są potrzebne, ale że istnieją pewne granice, których przekroczenie oznaczać bedzię duże cierpienie, a to cierpienie napoczęte trzeba będzie od siebie odpędzić, odesłać tam, skąd przyszło, ucieć, by nie zatracić swojej osobowości.
    Potem pragnie się Jego spojrzenia, Jego głosu, Jego dotyku, Jego ramion, Jego ust…
    I tego ciepła, kiedy rozkłada się fotel żeby wygodnie się rozłożyć, kiedy On zapina pasy i mówi „śpij sobie”…

    To było jakiś miesiąc temu. Lara Croft żyje. I pamięta.

    ***
    Znów złamałam sobie serce.
    Znów płaczę przez mężczyznę.

    Gadam sobie na gg z takim jednym, sympatycznym.

    On: Ja olewam studia, ide do woja, chcę odpocząć

    Ja: Od czego?

    On: Codziennie rano na nogi o 5,codziennie godzina jazdy autobusem do szkoły, szkoła, znów w godzinę do domu, całe życie na podróżach mi źleci. I jeszcze te mundurki nosić musimy.

    Ja: (tu wymieniam co ja w życiu robiłam)…i ty mi mówisz, że jesteś zmęczony życiem?

    On: to zadam ci jedno pytanie: co masz z życia?

    Ja: (tu wymieniam walory psychiczne jak i fizyczne, znów do wyboru do koloru)…

    On: no widzisz, a ja mam za to imprezy codziennie, nie tylko w weekend

    Kolejne NO COMMENTS

    Bo trudno nazywać przeziębieniem coś, co trzyma cię już ze 2 tygodnie.

    Dziś wylądowałam na pokazie Capoeira w Kafe Jerzy. Mniam mniam + świtna biba. Ale północ nadeszła, a w piątek ćwiczenia na 8:30.

    Musze mamie napisać pracę, a tak mi się nie chce…:/

    Bo nie ma do mnie kto przyjść, przytulić, zrobić herbatkę, podać syrop, przynieść husteczki, poogrzewać…

    …i z wczorajszego imprezowania nici wyszły. Z domu wyszłam w nastroju bardzo dobrym, na spotkanie o smaku bananowego szejka (na kawe mrożoną ochoty nie miałam), potem szybko na Zdroje odkopać kogoś z kurzu ;) a następnie do MezzoForte gdzie zaczęły mi się zamykać oczy i..wróciłam do domu przed północą. No i jestem chora. Ból gardła, katar, kaszel i ból rodzącej się dolnej prawej ósemki.

    ***

    Od człowieka, który mnie wczoraj wydział po raz pierwszy na oczy, dziś na tlenie „usłyszałam”:
    - „twoje zdjęcia to chyba nieprawdziwe są albo przerabiane, to nie ty na nich jestes, w rzeczywistości wyglądasz inaczej”
    -”musisz bardziej kontrolowac bajere”
    -”podupadłaś ostatnio, może jak pochodzisz na siłownie będzie lepiej?”

    No comments.

    Wczoraj wylądowałam sama w kinie na „Zatańcz ze mną” (za bilet nie płaciłam – „poleciał z mojej karty Multimaniaka, gdyż uzbierałam 100pkt za poprzednie wizyty w Multikinie :)). Strzał w dziesiątkę, jeśli chodzi o wybór filmu na samotny seans. Dobrzy aktorzy (Lopez jednak za bardzo „lalkowała się” i „alienowała” przez pół filmu ale zrekompensowała to tańcem i swoim brzuchem ;)), świetna muzyka, dobre motywy (dawno się tak nie śmiałam) no i fantastyczna choreografia (szczególnie…tanga? Chyba tak – motyw jak Lopez tańczy z Gere’em przy zgaszonym świetle na wieczór przed turniejem). Na koniec filmu dostałam niespodziewanego smsa…:) RRRety…miło, że niektórzy jednak nie zapomnieli (czy też „nie odstawili” mnie).
    Potem było MezzoForte tak gdzieś do 2:30 (dłużej nie dało, mimo iż resztka tancerzy pozostała na parkiecie – mój żołądek wczoraj od wejścia do Mezzo zaczął mnie ściskać, a PanadolXtra mało pomógł) i kupa dobrej zabawy (sporo znajomyuch + nowi znajomi + pełne refleksji rozmowy – no co, da się).

    Znowu!

    1 komentarz

    Po raz kolejny wpadłam w relacje z Niebieskookim. Początkowo wydawało się że…ale nie! Jestem świadoma tego, że to była kolejna próba wypełnienia pustki, ale teraz za późno,żeby pewnie sprawy (słowa…) do odkręcenia łatwe nie będą.
    Jeśli siądę i powiem mu, że nie liczy się tylko to, że między nami jest ok, że liczy się również to, jakie on ma podejście do wielu spraw, że w wielu kwestiach nie widze w nim partnera na przyszłość (sorry, nie jestem 13tka czekającą na pierwszy raz…) i że niestety, ale nie chce tego ciągnąć na zasadzie „miłego koleżenstwa które zaspakaja potrzeby bliskośi” – to on albo mnie wyśmieje albo powie, że co ja gadam i głupia jestem.
    Prawda też taka, że tłumaczyć się z niczego nie muszę, ale wtedy on nie da mi spokoju i będzie nękał – bo przecież musze mu powiedzieć o co chodzi (kto wie, czy tego tu nie przeczyta, heh…).

    Wczoraj dostałam smsa od niego, próbna matura z polskiego, ten mnie prosi o pomoc. Napisałam, że nie. Że liczyc może wtedy, jak sam będzie się przykładał, że będzie mu zależeć. Bo pierdolić to on mi może, że mu zależy. Gdyby zależało, za nauke brałby się wcześniej.
    Przyjechal do mnie.Bo dzień bab…i nie tylko bo. No i atmosfera zrobiła się cięższa, bo wjechałam na temat opisany przed maturą (może nie przeszłam do tematu „sorry, ale nie widzę cię w roli męża” ale…). Wyszedł zdegustowany.

    Dziś znów sms. Próbna gegra. Sorry…nie odpisałam. Nawet jeśli miałabym chęć, to:

    a) matura ma 5 zagadnień, wybiera się 3
    b) w każdym zagadnieniu jest po 5-6-7 zadań + masa załączników
    c) pomoc jest awykonalna – musiałabym zobaczyć załączniki (wykresy, mapki, bla bla bla), bo treść jeszcze się napisze w sms’ach…

    Ale coż, nawet jeśli, to jak wspomniałam…Nie pomagam temu, kto sam nie wykazuje odpowiedniej postawy w stosunku do sprawy. I nie interesują mnie ŻADNE wytłumacznia. Od początku roku szkolnego minęło już wystarczająco dużo czasu…

    ***
    Ale wieczór „kobiecy” minął mi ZNACZNIE milej…
    Lara Croft na szpileczkach w sukience…? Hmm…

    Cóż,pustki tu. A to dlatego, że siły na klepanie nie mam (eheheeh dobry żart :> ).

    A na poważnie – sesja zaliczona, musze jeszcze jeden wpis do indeksu załatwić.
    Od piątku mamy treningi z Prof. Porquinho, wiec zakwasy mam boskie. Wczoraj imprezowaliśmy w The Blue Crow, wieć jeszcze bardziej się dobiłam. Oczywiście miało zacząć się w innym lokalu, ale jak wyskoczyła nam cena 15zł za wjazd to połowa przyjezdnych (na treningi przyjechała sekcja poznańska) zrobiła „w tył zwrot”. W trakcie przechadzki po mieście odbywałam darmową praktykę przewodnika wycieczek, i to po niemiecku (no ktoś musi opowiedzieć Murzynowi gdzie jesteśmy ;)).
    A tak…a tak to w sumie nic…troche się wygłupiam z tym swoim życiem prywatnym…ale to moje, więc moge ;)


    • RSS