criminalist blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 4.2005

    Nowy szablon związany jest z „S@motnością w Sieci” Wiśniewskiego (stacja Berlin Lichtenberg).

    Moje przemyślenia związane są z „Prosto z mostu” (autora dopisze później ;)).

    Dlaczego boimi się związków, w których wszystko jest tak, jak być powinno? Dlaczego uciekamy od tych związków, w których wnętrzności nie podskakują do gardła, ale istnieje poczucie bezpieczeństwa, zaufanie, przyjaźn i oczywiście pociąg seksualny?
    Dlaczego uważamy, że nie zasługujemy na taki układ? Dlaczego od razu piszemy czarne scenariusze?

    Małżeństwo przetrwa bez „zakochania”, ale bez przyjaźni nie. Bo jak wytrzymać z kimś, kogo się nie znosi?
    Tak samo jest z każdym związkiem.

    Nie myśle o małżeństwie, bez przesady! Myślę o tym, że nie histeryzuje, gdy nie widze się z D. (co ma miejsce sporadycznie). Jest mi jakoś przykro, ale nie mam depresyjnego doła. Nie uzależniam się od niego. Zawsze, kiedy jest coś nie tak w mojej głowie, mówię sobie na głos, że przecież wszystko jest ok. Bo jest ok! Dziś było ok! Jutro będzie ok! Nie ma innego wyjścia :)
    On mnie nie robi w konia, ja jego też nie, nie mamy po co. Wiem, że nie mam konkurencji pod postacią jego kolesi czy coś w tym stylu. Wiem, że jest cholernie odpowiedzialny (pomimo „mojego” charakteru). I nigdy nie pozwala mi się obrażać. I śmieje się, kiedy wysiądziemy z autobusu a ja wskocze do niego z powrotem, bo coś mi się pomerda i wysiąde na następnym. Nie krzyczy, nie zgrywa się, nie stara się mnie zdominować. Bo po jaką cholere?

    My love, my love is a mountainside so firm
    So firm it can calm the tide
    My love for you is a mountainside
    It stands so firm it can calm the tide
    That’s why my love, my love is
    A mountainside

    My love, my love is an ocean’s roar
    So strong, so strong that I can’t let you go
    My love for you is an ocean’s roar
    It’s grown so strong that I can’t let you go
    That’s why my love, my love is
    An ocean’s roar

    My love is longer than forever
    And endless as the march of time
    ‚Till ninety-nine years after never
    In my heart you’ll still be mine
    Because my love
    My love is a deep blue sea
    So deep, so deep that I’ll never be free
    My love for you is a deep blue sea
    It’s grown so strong that I’ll never be free
    That’s why my love, my love is
    A deep blue sea

    Czuję się, jakby coś mi spadło na głowę. Tak właśnie wygląda PMS? Zapomniałąm już dawno, bo przecież non stop od prawie roku brałam tabletki antykoncepcyjne…

    Jestem przymulona i nic mi się nie chce, o uczelni niewspominając. Ale co do niej to wieści są całkiem całkiem, np. z tego czwartku na 11 maja przełożono nam poprawkę ekonomii, której kompletnie nie czaje…tak samo jak statystyki. Grrr…

    Poza tym w oczekiwaniu mam koło z wykładów z Promocji Zdrowia, koło zaliczeniowe z muzealnictwa i mapę świata do zaliczenia na Geografii Społeczno-Ekonomicznej. Wdzięczne przedmioty…

    Mam najsłodszego faceta. Nie potrafie napisać nic więcej. Nie potrafie powiedzieć Mu nic, gdy głaszcząc mnie po pośladku wydaje odgłoś jak Wiewiór z Epoki Lodowcowej głąszczący żołędzia. Po prostu patrzę na niego maślanymi oczami i zaczynam się śmiać. I może tak robić do bólu.

    Słucham Diany Krall. Ta pani jest bardzo magiczna. Jazz tak samo.

    Na basenie było do dupy. Mam tak żałosny czas, że szkoda gadać. I na dobicie spędziłam bitą godzinę u Taty D. czekając na D. oczywiście, bo musiał coś pozałatwiać. Wkurzyłam się i wyszłam (było już przed 23). Jakby nie można mi było powiedzieć przez telefon jak dzwoniłam, że będzie się latać tu i tam. Sorry, nie będę czekać całą wieczność, nawet jeśli się tego po mnie spodziewa.

    Piekło.

    1 komentarz

    Zrobiłam format. Okazało się, że nie tej partycji, bo pod DOS’em jakoś mi nie widziało partycji NTFSa…coż. Normalne.

    Więc spod Windowsa odpaliłam instalke systemu, wyczyściło mi poprzedni katalog systemowy, bez konieczności formatowania (dobrze, że ten dysk, który niby formatowałam jako systemowy miał „na sobie” tylko instalki które mogę pociągnąć z Sieci). Wszystko pięknie i ładnie, tworze profile rodziców, przerzucam wcześniej zapisane na innej partycji pliki mamy na jej pulpit, do outlooka wrzucam jej pocztę i książkę adresową, wychodzę z domu.

    (Tutaj pominę fakt kolejnej awantury spowodowanej tym, że wychodzę wieczorem oraz to, że matka nagrała się D. na pocztę głosową…eh, szkoda gadać, niczego nowego nie napiszę)

    Odpaliłam kompa po powrocie. W Outlooku mamy nie było nic. Czystka. Tak samo z pulpitem. Przywracanie systemu nie przywróciło tych rzeczy. Nie wiem co się stało.
    Z tego tytułu miałam na chacie piekło. Matka zaczęła się na mnie drzeć, rzucać rzeczami, dostałam nawet kopniaka. Nie wytrzymałam, wpadłam w histerię. Wszystko przez to, że z komputera w nieznany mi sposób zniknęły jej rzeczy.

    Terapia

    2 komentarzy

    Byłam dziś na zajęciach. Długo się tam nie pojawiałam.

    Tak, widzę różnicę. I też zależy mi na tym, żeby przypadkiem nie rozwalić kolejnego związku w sposób niekontrolowany. Ale wiem, że tym razem mi to nie grozi. To co miałam skopać już skopałam w poprzednim związku. A że wystarczająco bolało, nie chcę znów się przewracać.

    Jak zrobić na własnym facecie wrażenie? Do cholery, D. nie wzrusza praktycznie nic. Albo jak wzrusza to nie pokazuje tego. Czuje się niedoceniania :P Mimo iż wiem, że doceniania jestem. Ale nie wiedziałam, że to takie naturalne posiadać kobietę która uprawia jakiś sport poza malowaniem paznokci i potrafi sama złożyć komputer…

    A może to tak ma być? Może o to chodzi – każde z nas ma jakieś umiejętności i to po prostu jest naturalne.

    …czyli skompiradło nr 1. Robi awantury o to, że książek do języków nie mam, ale sama kasy nie da.

    Ostatniego czasu ambitnie zajmuje się kontrolowaniem tego, co robię, gdzie i z kim jestem. Zostawie jakąś rzecz w pokoju i słyszę, że byłam tu i tu, że tu nie byłam i ją okłamuje. Dostaje smsy, telefony i stos gróźb. Jestem traktowana jak więzień. Jak jej własność.

    Kiedyś terapeuta przeczytał mi wiersz adresowany do rodziców, uświadamiający im, że mają obowiązek nas wychować, ale i zakaz wypominania nam tego bądź traktowania jako swoją własność. Ilu rodziców się do tego stosuje?

    Brak.

    1 komentarz

    Dziś ze względu na mój trening i brak czasu ze strony D. nie spotkaliśmy się. I nachodzą mnie refleksje.

    Pamiętam jak trafiał mnie szlag, kiedy Niebieskooki nie miał dla mnie czasu. Pamiętam jak dzwoniłam co chwile. Pamiętam jak nie mogłam wytrzymać. I wiem, że to było chore. No ale, pomijając fakt dużej potrzeby bliskości sami dobrze wiemy, że moja agresja rosła wtedy, gdy on częściej wybierał kumpli. Albo też uciekał ode mnie, bo nie mogliśmy sobie poradzić.

    Jestem wdzięczna życiu, że tak mnie kopnęło w tyłek. Dzieki temu doświadczeniu, jakim był mój poprzedni związek, np. nie wcina mnie od środka kiedy wiem, że nie spotkam się z D. (pomińmy fakt, że od 2ch tygodni nie widzieliśmy się tylko dziś i w zeszłą sobote).

    Kwesita „nie porównuje się 2ch osób” – wiem, to ma znaczenie. Tu nie chodzi o porównanie. Tu chodzi o mój stan psychiczny, o moje podejście, o świadomość, że nikt nie jest moją własnością. To dopiero 2 tygodnie. Nie ma co krakać. Ale jako wielka fanka horoskopów wierzę, że dwa strzelce pasują do siebie jak ulał. Z resztą, pierniczyć horoskopy. To widać, do cholery, że jest i będzie nam ze sobą dobrze. Ale do mojej kondycji psychicznej wracając…
    Nie ukrywam, że mam czarne myśli. Miałam i dziś. Zastanawiałam się, co D. sobie o mnie myśli po moim „poimprezowym odlocie”. W zasadzie to On nawet chyba o tym nie myślał :) I tak naprawdę nie ma to żadnego znaczenia. Po co rozczulać się nad czymś co było.

    Rety, i kto to mówi?
    Heh, prawda jest taka, że jeśli jest się z odpowiednią osobą, to, co się działo złego, nie przyćmi tego, co dobre w tej chwili. Z Niebieskookim nie byłoby tak jak jest z D. Wiem to na 100%. Bo to zupełnie inny osobnik. Przede wszystkim – za takie zachowanie, jakim czasem błysnę w towarzystwie D., Niebieskooki zjebałby mnie z miejsca (w ramach zasady „nie zrób złego wrażenia na moich znajomych” która kiedyś mnie uraczył na imprezie urodzinowej naszego kumpla).
    W życiu zawsze szuka się lepszych rozwiązań. I tak samo szuka się lepszych ludzi.

    Ja znalazłam i lepsze rozwiązanie i lepszego człowieka.

    Apogeum.

    1 komentarz

    Impreza wieczorna. Na działkach. Z Nim i jego znajomymi. Zajefajna. Alkoholik. Kiełbaski. Pieczony chlebek (mmmmm! :)). House, acid, drumy (poznałam Zombiego he he he) i minimale. Palce lizac! Do czasu…

    Taksówka. Rozmowa. Nie, nie jedziemy dziś do Trezora, bo nasz stan nie jest pomyślny.

    Potem obudziła mnie Jego dzwoniąca komórka.
    Nie wiem kiedy dojechaliśmy do Niego.
    Nie wiem jak wyszłam z taksówki.
    Nie wiem jak doszłam do pokoju.
    Nie wiem jak się rozebrałam.
    Nie wiem kiedy się położyłam.
    Wiem, że o 5:00 na Jego i moją komórkę dobijała się moja chora, opętana matka.
    Bo miałam być w domu o 4:00, a ona nie śpie od 3:00, że ma egzamin (dziś, w sobote) i że przeze mnie go nie zda.

    Zrobiłam ambitny wywiad, pozałamywałam się, bo film mi się urwał. D. zapewniał mnie, że wszystko zrobiłam sama, że nie rozrabiałam i zanim się zorientował, spałam jak zabita. Do tej magicznej 5:00 rano, kiedy do moja kochana mamusia…No właśnie.

    O 6:00 chata. I awantura. Nie ważne, że zaspałam. Nie ważne ze budzik był ustawiony (był! na 3:15). Ważne jest to, że ona przeze mnie zawali egzamin, że przeze mnie jest chora…KURWA MAĆ!!!

    Nie mam patentu, nie wiem jak kobiecie przetlumaczyc, żeby raczyła się ode mnie ODPIERDOLIĆ bo inaczej tego nie określe.

    Przez jebane półtora tygodnia spała jak zabita. Nagle się obudziła, że ja wychodzę na imprezy. Nie wiem już, jak z nią rozmawiać. Zaśpie, przyjade o 6:00 i już jestem perfidną kłamczuchą. Etc etc…

    Menopauza jest straszna, dlatego nadal obstawiam poddanie się hibernacji w wieku 25 lat.

    …aby wszystko układało się tylko dlatego, że się z kimś jest?

    Uwielbiam na Niego patrzeć. Uwielbiam Jego oczy. I Jego lekko rozwarte usta. Te w szczególności, gdy patrzę na Niego z profilu.

    I strasznie lubię się z Nim witać długimi i mocnymi pocałunkami. Lubię jak gładzi moją twarz. Uwielbiam jak nazywa mnie mróweczką…Dziwne, przecież moja waga wynosi 67 kg. No ale przy jego 90…;) BTW, właśnie wrócił z szosy (trening)…

    Cóż więcej pisać? Wszystko dziwnym, naprawde dziwnym trafem niesamowicie mi się układa. I śmieję się z tego sama do siebie. I do Niego też. Bo jak mówiłam, zasada „głupi ma zawsze szczęście” nieźiemsko się potenguje, kiedy jesteśmy razem :)

    ***

    Dopisane o 00:41

    Mama czekała na mnie w moim łóżku, aby zrobić mi awanturę. Przez półtora tygodnia starszych raczej nie obchodziły moje późne powroty, aż do dziś. Mama dzwoniła do Niego na komórke (cwaniara zapisała nr jak wysyłałam od Niego smsa), oczywiście ściema, że mnie nie ma…
    Ojciec dorzucił swoje 3 grosze. W rezultacie mam codziennie wracać o 22:00 i nie opuszczać uczelni.


    • RSS