criminalist blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 6.2005

    Spięcie.

    1 komentarz

    I napięcie.

    Od rana do wieczora biegałam z aparatem po torze kolarskim. Poznawałam róznych ludzi, śmiałam się…i cierpiałam. Wiedziałam, że nie mogę być zbyt blisko. Wiedziałam, że nie mogę rozpraszać.

    Emocje rozrywały mnie od środka. Przed każdym biegiem żołądek podchodził mi do gardła. W moich oczach było widać przerażenie przemieszane z podnieceniem.

    D. został Mistrzem Polski 2005 na 200m sprintem.

    A o mnie (u Jego boku) wie już cała Polska :>

    Zaczynam tą notkę po raz 3ci. Chciałam ją napisać kiedy D. spał, czyli jakieś 5h temu. Nie wyszło. A teraz sama nie wiem po co wogóle ją tworzę?

    Wtedy chciałam napisać pod wpływem emocji bo czułam się…odrzucona? Ignorowana? Olewana? A D. odżył dopiero jak zaczęłam się ubierać…

    Poczułam się źle. Jakbym się narzucała. A ja po prostu chciałam, żeby było miło, żeby było blisko. D. nie widział łzy na moim policzku jak mnie przytulał.

    Dumna jestem z siebie, że udało mi sie wyksztusić z siebie to, co mi leżało tuż za językiem. Zrobiłam to jak mała skrzywdzona dziewczynka. Niebywałe, ale żale na takim poziomie naprawde działają.

    Nie mam wyczucia sytuacji, nie wiem kiedy powinnam tam być, kiedy nie. Nie umiem się dostosować. Bo to czasami jest tak jakbym Go nie mogła mieć.

    I oczywiście zawaliłam fizjologię. Poprawka w sierpniu.

    Po kostium kompielowy do roboty wybrałam się po zamknięciu większości sklepów i wybrawszy się do H&M zakupiłam TEORETYCZNIE pomarańczowy.
    Tylko że po wyjściu na słońce okazał się czerwony.

    Na pięknie zakończenie dnia usłyszałam, że mam za słaby czas na 100m kraulem i nie powinnam być ratownikiem.

    A teraz siedzę i płaczę bo czuje się jakbym była gdzieś gdzie zupełnie nie pasuję.

    Kac.

    1 komentarz

    Bo balety były si. Bo D. był si. Świetnie się z nim bawiłam. Naprawdę. :)

    I obudziłam się z bólem głowy ;>
    Teraz nie pozostaje mi nic innego jak nauka, blah.

    I co? I tydzień. I Mistrzostwa Polski. I kasa wywalona na film do aparatu (sram na cyfrówki :P). I będzie fajnie. Wreszcie zobacze to, co D. umie najlepiej :) (tzn. jest masa innych rzeczy które robi rewelacyjnie ;>).

    Ale kac…ugh.

    D. chciał mi zrobić niespodzianke, ale nie wyszło, bo InterCity walnęło się z czymś i na wykości Krzyża Wlkp. pociąg stanął. D. nie dojedzie dziś wieczorem.

    Mam od zajebania nauki. Niby głupie kolokwium z Afryki do poprawienia w poniedziałek, ale jak tu sie uczyć z myślą, że D. jutro wpadnie na obiad (zrobiony przeze mnie of korz) a wieczorem idziemy na miasto? No i niedziela…

    A w środe egzamin z fizjologii.

    No i jak?

    A za tydzień wyjeżdżam na cały lipiec do Darłówka jako ratownik. I będę kąpać kolonie.

    Dziś podczas terapii na kolanach siedziała mi 6miesięczna dziewczynka i ambitnie bawiła się moim łańcuszkiem.
    A potem to już miałam przed oczami wizje.

    I zadzwonił D.

    I tak sobie gadaliśmy, no i wspomniałam o maskotce na kolanach, i temat się zaczął…
    „No ale o czym my właściwie gadamy?!” – zbulwersowałam się, bo wiem, że takie wizje to tylko zbędne rozczarowanie.
    „O życiu” – odpowiedział D.

    Zdarzało mi się miewać wizje. O mieszkaniu. Ale nigdy o dziecku.

    Ha!

    Brak komentarzy

    Jestem młodszym sternikiem motorowodnym. O.

    I jestem rozdartą wewnętrznie kobietą. Jak chyba każda z nas w niektórych sytuacjach.

    D. Mój kochany D. Facet, na którym mi zależy. Facet przez którego ciągle się śmieje, nawet gdy chce mi się płakać na myśl o kolejnych rozstaniach.
    No własnie.
    Przy dobrych lotach pojade do pracy nad morze. Na lipiec. W sierpniu czeka mnie obóz z uczelni. Dopiero w drugiej połowie sierpnia zobaczę się z D. (teraz widzimy się już w piątek, ale na tydzien czasu, a ja będę się uczyć do sesji).
    Potem pod koniec września D. wyjeżdża na półtora miesiąca.

    Wiem, że moja obecność w jego osamotnionym, szybkim trybie życia sportowego to coś bardzo ważnego. Wiem, że moja obecność na torze podczas treningu przyprawia Go o uśmiech. Wiem, że gdyby mógł, wróciłby w tej chwili. Ale nie może. Bo to jego praca.

    A ja jestem rozbita. Od wyjazdu do wyjazdu. Przecież doskonale powinnam to rozumieć. Sama potrafię ozdobić się w rozpędzony plan dnia. Ale nie rozpędzony plan życia, trwający już 9 lat. Który pewnie jeszcze TROCHĘ potrwa…

    Ironia. Przecież tak bardzo chce doczekać się jego występu w Pekinie. Przecież chce zobaczyć, jak zostaje Mistrzem Świata. A do tego potrzeba czasu. Którego dla siebie prawie w ogóle nie mamy.

    …zajął 3 miejsce w Bratysławie i 1 w Brnie :)

    Facet się rozkręca przed Mistrzostwami Polski. Strach pomyśleć jak spierze tyłki innym kolarzom ;>

    …i na Jego powrót i na Jego smsy, których mało, bo są zawody, są ważne treningi, brak czasu.

    Dziś podpisałam cyrograf na siebie i zapisałam się na kurs na sternika motorowodnego. Egzamin we wtorek.

    „Tears in my eyes burn, while I’m waiting for my turn to see you…”

    A Niebieskookiegmu ciągle coś wypada i nie może dotrzeć do mnie z moimi rzeczami.

    Za godzinę biegne na kolokwium z historii kultury i sztuki oraz architektury,mam same ściągi,nie miałam kompletnie czasu żeby przez weekend cokolwiek przeczytać (no,trochę Egiptu…).

    Wały się skończyły, wczoraj po 15 jednostki gościnne zaczęły odpływać, większość w jakieś długie rejsy.
    Jeden oficer łącznikowy może załatwi mi pracę Młodszego Ratownika w Kołobrzegu (nie mogę jako Ratownik WOPR – tj. drugi stopień – pracować, nawet jeśli dziś zdam egzamin praktyczny – nie mam patentu). Ale to MOŻE…

    Głowa mnie boli.

    Tzn. pierwszy dzień Dni Morza.
    Syfu było sporo szczególnie z cumowaniem niektórych jednostek ale daliśmy radę. Moja bahamska „łódeczka” okazała się jednostką niemieckiego właściciela, który trzyma ją w jednej ze szczecińskich marin, a bandera bahamska dlatego, że tam rejestracja łodzi była tańsza. No masz ci los…
    Z dwóch niemieckich „moich pozostałych” przybyła tylko jedna, bo na drugiej kapitan się rozchorował. Ale załoga jakaś taka niezabardzo, wolę „Phoenixa” (znaczy się to bahamskie cudo).

    D. niezabardzo pojechał na zawodach w Paryżu, ale już od wtorku czekają go Czechy. Mam nadzieję, że będzie lepiej.

    A ze skrzynki wyjęłam zaproszenie od wiceprezydenta Szczecina na wręczenie nominacji do Rady Programowej regat The Tall Ship’s Races 2007, której to ostatni etap ma finał w Szczecinie. Nieźle…


    • RSS