criminalist blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 9.2005

    Tak mogę określić „stan” mojego szefa.
    Od czasu rozmowy kwalifikacyjnej nie widzieliśmy się wogóle, ale dziś otrzymałam kolejny telefon, że w piątek o 10 mam się stawić na szkoleniu. No ok.

    Uczelnia się zapełnia, przed dziekanatem kolejki. Jak dobrze, że mam to za sobą.

    Po pierwszym spinningu żadnych zakwasów, po wczorajszym strechingu też żadnych rewelacji. Ale i tam mimo wszystko marzy mi się basen.

    Przed chwilą dzwonił mój nowy szef, czy nadal jestem zainteresowana ofertą pracy. Ja tak, nadal, ale przecież planu jeszcze nie znam na uczelni, powieszą w tym tygodniu…

    Spokojnie. Zdecydowaliśmy się przyjąć Panią w mniejszy wymiarze godzin i drugą osobę na pełen etat. Gratuluję.

    Tak więc pracuję w Agencji Reklamowej AK Consulting :)

    Jakie to oczywiste, a jednak zaskakujące, że osoby którym się ufało robią cię naprawdę w chuja.

    Dobrze się stało, że wiem. Dobrze się stało, że trochę się pogryzło.

    Teraz sprawy między mną a D. są tylko między mną a D. No, ew. tym blogiem.

    Ale, do cholery, nigdy więcej nie będę pytać o radę Jego znajomych.

    Grillowanie.

    1 komentarz

    Grillek Ekipowy przebiegł przyjemnie, apetycznie (znów miałam 4ty miesiąc), niestety zakłóciła go zmiana temeperatury zewnętrznej, tak więc ewakuacja nastąpiła przed 22.
    Alkoholu było dużo, sama nawet wódkę kupiłam, ale skorzystałam z niej zaledwie 2 razy. Nie wiem kto wypił resztę.

    I tak przykro mi się zrobiło, bo tu i tam się przytualają, a do mnie nie ma się kto przytulić. Po czym zjawił się Bartuś…

    Nie nie, bez skojarzeń proszę. To było czysto przyjacielskie.

    Porobiłam zdjęcia.
    Posmutniałam.

    Ja chcę żeby D. już wrócił.

    Wypadek.

    2 komentarzy

    Miałby miejsce, gdybym zdjęła ręce z kierownicy i zaczęła tłuc głową mojej matki o szybę samochodu. Naprawdę miałam na to ochotę, kiedy zaczęła się na mnie drzeć na trasie z Polic do Szczecina.

    Tak, jeżdzę nielegalnie, coby mniej godzin wykupić na jazdach i jak najszybciej udać się na egzamin.

    Poszło o kuwetę kota. O to, że wydarłam się na starszą, bo nie dociera do kobiety, że skoro moje koty, to będę decydować nawet o takich bzdurach jak kuweta. I ma być z piaskiem. Koniec.
    To nie. Ona chce bez piasku, z dziurkami.
    Straciłam cierpliwość.

    Dobra wiadomość dnia – z pracą, w agencji reklamowej, jako konsultant z klientem, poszukiwać klientów etc etc – wyjdzie, jeśli mój plan zajęć na uczelni pozwoli mi na pracę na pół etatu. Ale czy ta praca pozwoli mi na wyprowadzkę z domu? Oby tak.

    Wanna.

    3 komentarzy

    Leżałam sobię. I doszłam do wniosku,

    że brakuje mi Jego śmiechu, powodowanego moim dziecinnym zachowaniem

    że brakuje mi naszych rozmów – rozmawiamy o wszystkim.

    że brakuje mi Jego.

    Uspokoiło się. Na szczęście.
    I nie mam pretensji, że nie pisze często. Bo przecież trenuje. Trenuje by pracować. Pracuje by zarabiać.
    Niedawno miałam pretensje, że chce ode mnie jechać taksówką do klubu. Ale przecież to Jego pieniądze. Jego własne, zarobione BARDZO ciężką pracą. I może robić z nimi co chce.

    Jest dobrze. Niech tak będzie nawet kiedy On wróci i nie będzie miał dla mnie czasu.
    Tylko niech potem go znajdzie.

    D. tak mnie rozpieścił, że kina bez dużego popcorny, dużej koli i kubełeczka emememsów sobie nie wyobrażam. Brrr.
    Trzymam się z Ekipą twardo i smucę się, gdyś Bartuś pracą zawalony (też chcę pracę!!! jutro w tej sprawie na 11 jadę daleeeeko ale może warto będzie, się zobaczy) a ja jakąś taką potrzebę wewnętrzną co do spędzania z nim czasu posiadam. Hmm.

    Dziś zakupiłam sobie kąplet bielizny. Niebieski. Kwiatkowaty. Stanik i stringi. I trzeba stroić pomysły na Dzień Chłopaka oraz dzień po nim, znaczy się 1 października, bo mi pół roku z D. stuknie. A pieniędzy za bardzo nie ma…

    W sobotę impreza Ekipowa of korz. Bez D. bo D. jeszcze nie wraca. Dalej nie wiem czy płakać czy się cieszyć.

    Poza tym uczelniano tak jakoś. Dziś zajrzałam po indeks na IKF (nie mój instytut, tam tylko szanowny pan dr T., były trener pływania mej mamy i ciotki, mój w połowie, bo czasem się u niego na zajęciach do wody wrzuciłam, a obecnie ten, co nam wpisy daje za nieszczęsny obóz sportów wodnych w Czaplinku), potem odwiedziłam dziekanat (na trzydzieściparę osób poprawki z geografii społeczno-ekonomicznej nie zdało 10, z czego 9 czeka komis, chyba ze kumpel nie zaliczy poprawki, bo dopiero pierwsze podejście miał), zostawiłam indeks, na 3cim piętrzę zbałamuciłam kobietę coby mi plan pokazała (nie raczyła go wywiesić) i se polazłam. I tak siedzę. I myśle. W sumie nie wiem o czym.

    A, wczoraj na Imperium Wilków byłam (z Ekipą rzecz jasna). Nie sugerujcie się tytułem :>

    Studentka.

    Brak komentarzy

    2 rok przede mną. Zdałam z fizjologii. Jak ślepej kurze ziarno, tak mi trafiło się oddychanie pod wodą. Niestety, 2gie pytanie to tętno tętnicze. Pociąć się.

    3+

    D. wyjechał dziś rano, smsów nigdy za dość.

    Krzysiu trzymał mnie za ducha przed egzaminem, po udaliśmy się na konsumpcję Big Maców i na bilarda z Barutsiem oraz Anią (jutro posiada obronę na panią magister).

    Poza tym jestem szczęśliwą posiadaczką 2ch nowych bluzek (coś parzyście się robi…), oczywiście z koniecznym kolorem pomarańczowym.
    Tak jakoś chyba odnalazłam swój styl, imidż czy jak to tam.

    Spaaać.

    Póki co starsza wyciąga mnie do auta, co bym pojeździła po okolicy. Chyba nie wie co robi.

    Buty.
    Bokserki.
    Co z tego, że moda na nie przechodzi.
    Są fajne, są moje. I przecenione ;)

    Podczas nauki naszła mnie chęć, to pojechałam i kupiłam. Model, który przez półtora roku stał i nikt go nie kupował, bo cena była fe, teraz się ostał. Ostatni, mego rozmiaru no i tańszy :)
    Nadaje się do skopania dup :]

    Na miasto zaciągnęłam Krzysia, coby mi samotnie nie było. Załamał się psychicznie, ujżawszy wybrane przeze mnie trzewiki :> Objadliśmy się w KFC, skopałam mu tyłek w Tekkena Tag’a na automacie (potem automat skopał mnie), przejechałam na motorach i poużalałam się na swoim sinusoidalnym życiem osobistym. I czemu nie dziwi mnie to, że usłyszałam od niego to samo, co od kilku innych osób?

    Chociaż jeszcze inna osoba twierdzi, że ja sobie sama wyszukuje problemy. Że mam wyluzować. I bardzo chciałabym wierzyć w tą teorię.

    Ale mimo wszystko – do tanga trzeba dwojga.

    Załamanie.

    Brak komentarzy

    Cały dzień płakałam. Cały. Z powodu głupot, drobnostek, czegoś czego nie ma.

    Z powodu własnych słabości.

    Z powodu skrzywionej psychiki.

    Ostatnio bardzo dużo jem, bardzo mało się ruszam.

    Dla jaj zapytałam D. czy kupi mi karnet na spinning.
    D. napisał, że tak.
    Opadły mi ręce.

    Poza tym zaznaczyłam, że chcę kwiatka.
    Na co D., że On (K)kwiatka nie lubi (Ł. jeździ z Nim w reprezentacji), ale inną roślinkę dostanę :)

    Ale ze mnie materialistka. Przynajmniej mi się lepiej na duchu zrobiło :>


    • RSS