criminalist blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 10.2005

    W sumie to nie wiem jak mam spisać tą notatkę, bo jeszcze wewnątrz czuję, że biegnę.

    Dzieje się oj dzieje. Mam wybitnie zakręcone życie. Od spotkania do spotkania. Poznaje różnych ludzi. Odnajduje innych, których poznałam wcześniej.

    Niebieskooki się odezwał. Przypomniało mu się, że ma moje zdjęcia. I mam znać jak będę mieć czas, to mi je przyniesie. Wow.

    Odnośnie D. mam dziwne refleksje, wierzyć się nie chce, że wszystko się skończyło, jak oglądam nasze wspólne zdjęcia. Ale potem przypomina mi się ostatni miesiąc, jak jemu przeszkadzało we mnie tyle rzeczy…

    M. Niezobowiązujący. Nie. Nawet tak tego nie mogę nazwać. Nie chcę tego nazywać. Ale dziś zrobił mi trening.
    Trenuje pływanie, kiedyś zawodowo, teraz po prostu….pasja. Niesamowite. Sportowiec z pasji.

    Luźne od pracy, od uczelni. Ale tak pomyślałam, że muszę wszystkie notatki dorwać, coby wiedzieć, co tam na wykładach było. Nie to, żebym chciała robić dobre wrażenie, ale podzielam zdanie M. co do tego, że nie należy odstawiać ważnych rzeczy na ostatnią chwilę. I że trzeba sobie w życiu ustawiać priorytety.

    Właśnie, co jest moim priorytetem?
    Praca, uczelnia, treningi…co i jak w jakiej kolejności?

    8mego mam zawody. Pływackie. Jak nie będę mieć dobrego czasu, wywalą mnie z sekcji. Nie wiem, jak poprawię sobie czas w tydzień, to jest AWYKONALNE.
    M. chociaż mnie umieścił w pierwszej 2ce w rankingu dziewczyn, które nie trenują zawodowo a pływają. Bo z moją techniką nie jest tak źle. Ale wytrzymałość. No comments.
    Tętno na wysiłku – 180. Podobno prawidłowo.

    Remont w domu, na razie kuchnia. I póki co niewiele przy nim zrobiłam, poza przenoszeniem naczyń do kartonu, myciem kilku desek i przenoszeniu garnków. Ciągle poza domem. Ciągle ludzie. Ciągle zajęcia. Ciągle śmiech.

    A potem znów wspomnienia.
    To wraca.
    Dociera do mnie, że D. woli towarzystwo wypacykowanych laseczek.
    No fakt, bierze do buzi i nie marudzi.
    Eh.

    Żywioł.

    4 komentarzy

    Właśnie wróciłam z Kafe Jerzy.
    Impreza. Ze pewnym osobnikiem którego poznałam w B-52, jeszcze jak byłam z D. (D. wtedy pojechał na zawody do Niemiec)…

    Osobnik ten, całkowicie przypadkowo, został odnaleziony przeze mnie na fotka. pl (czyżby jakieś skojarzenia???) i niespodziewanie okazał się tym, którego poznałam w lokalu…

    A dzis? Muzyka. Taniec. Szał. Podwinięta bluzka gorsetowa. Brzuch na widoku. Ja. Szalejąca z różnimi facetami (szczególnie z jednym). Piosenki na moje życzenia. Dj’ka – kobita. Drinki.

    Nigdy, przenigdy tak nie tańczyłam z facetem. Obcym.

    „I had the time of my life”
    „I would dance with somebody”
    nie wspominając „Don’t cha” 3x oraz „I like it”. Szał. Istny szał. Cała ja.

    ——
    Z M. na mieście (spotykamy się, ratownik, znamy się z pracy w Międzyzdrojach, nie jesteśmy ze sobą, nazywajcie to jak chcecie).

    Wychodzi słońce. M. zakłada okulary.
    Ja: Zakładasz je, coby laski na ciebie leciały?
    M: Nie, zakładam je, coby mi słonce po oczach nie świeciło?
    (nadwyraz dialog sarkastyczny)
    ——

    Pewnie zastanawiacie się co się stało, że nie jestem w związku a spotykam się z facetem. To on nie chce mnie krzywidzć brakiem czasu. Poza tym…
    Nie mogłabym być w związku z 22letnim facetem który daje się ustawiać rodzicom.

    Wiecie, jaka jestem.

    O ironio.

    7 komentarzy

    Mam co chce, ale nie jest to formalne.
    I dobrze, przecież i tak brakuje czasu.
    Ale popołudniowy spacer…

    Pogoda się psuje a wraz z nią moje samopoczucie.

    Wczoraj byłam na pokazie kaligrafii japońskiej – zajebano mi moją, z własnym imieniem, pisaną z dużą trudnością (Mistrz długo zastanawiał się o jakim znaczeniu znaki dobrać) i po wstępnych negocjacjach po japońsku.
    Tak tak, moi drodzy, robiłam za nadwornego tłumacza. Niestety, Polskie Radio Szczecin nie posiliło się moją pomocą, aż tak rewelacyjna nie jestem.
    Chyba trzeba będzie wrócić na japoński.

    Medytacja. Hmm. Za bardzo bolały mnie nogi, ale rozmowa z Mistrzem Keisenem była całkiem całkiem (pomijajać pojebów którzy zadawali takie pytania jakby mieli problemy egzystencjalne).

    Na biurko w pracy przytachałam talerzyk z mojejgo chińskiego kompletu do kawy i świecę. Dużą, białą, z kanji.

    Już wiem, jak będzie wyglądał mój pokój po remoncie.

    Pomijając fakt, że na mojej drodze stają sami zajęci faceci, dziś nad ranem zabawiłam się we wredną sukę.

    Zaczęło się wczorajszą imprezą urodzinową Drizzta (cholera no, tańczyłam tą sambe, wtedy kiedy kazałeś mi pokazać, to że nie zrobiła na Tobie wrażenia to już inna bajka!), zakrapianą dużą ilością cynizmu i śmiechu (oczywiście, że alkohol był, ale to takie rutynowe więc po co o tym wspominać ;> ). O dziwo jakieś 2h po rozpoczęciu imprezy zaczęłam przysypiać (pomijam fakt przyśpieszonego tętna i duzności) i gdyby nie kawa (dziękuje Drizzt :* ) to albo doł złapałby mnie doszczętnie albo przypieczętowałabym stół.

    Było soczyście i sycie. Cholera, szkoda ze bez makaronu sojowego. A czemu, to już wyjaśniło się, gdy co poniektórym alkohol zaszkodził…

    Brazylijskie rytmy w chińskiej restauracji. Tzn. że płyty nagrane przez na imprezę nie miały odpowiedniej prędkości, zatem Ekipa musiała zadowolić się tandetnie zmiksowaną przeze mnie składanką. Bo kto wiedział, że przez pierwsze 75 min. na parkiecie będę ratować potańcówkę swoimi DOBRZE NAGRANYMI płytkami ;)

    No i przyszedł czas, gdy piątkowo/sobotni Trezor (od 23 do 4 na parkiecie, tylko 3 drinki) dał mi się we znaki. I przyszedł fart, gdy napisałam od niechcenia, jak tam impreza.
    Przyjechał po mnie. O 2:00.

    Do domu wróciłam o 5:00. Bo oboje znęcaliśmy się nad sobą psychicznie rzucając szczerością na prawo i lewo.

    Coż, nie można mieć wszystkiego.

    3 komentarzy

    Właśnie się dowiedziałam, że Wioślarz ma kobietę.

    No comments.

    Rozstrój.

    4 komentarzy

    Znów mnie siekło.
    Zalało mnie, bo wiem, że D. u niej mieszka, kupuje jej kwiaty, imprezuje z nią.

    Nie pociesza mnie to, że na 99% to się skończy jak w moim przypadku.

    Nie pociesza mnie to, że 3ch facetów chce się ze mną spotykać.

    Nie pociesza mnie to, że jest wioślarz, który jest super hiper fajny, sympatyczny i chce się ze mną widywać.

    To nie przechodzi od tak.

    …tymczasem poznałam WIOŚLARZA.

    Tak, jest w naszej Kadrze.

    Ja pierdooooleeeeeeee!

    :>

    ZNAM PRAWDĘ!!!!

    1 komentarz

    Moja intuicja mnie nie myliła.

    D. odpierdolił mi pierwszy numer jeszcze wcześniej, zanim wyjechałam.

    I wiem, co kryje się pod postacią Ińska.

    I wiem wiele innych rzeczy!

    I powiem wam tyle.

    Może i jeździ dla kasy…może nie nawidzi tego co robi.

    Ale kurwa żaden z niego sportowiec!!!!!!

    Ulżyło mi. Zrobiłam dobrze!

    Kac.

    4 komentarzy

    Była potrzeba narąbania się. I teraz pokutuję bólem głowy.

    To wcale nie jest tak, że świat się kończy. Coś się kończy. Pewien etap.

    Przed oczami przelatują mi nasze wspólne najwspanialsze chwile. Jego włosy. I moje palce w nie wplątane.

    Mistrzostwa Polski. I śniadanie o 7 rano.

    I nasz 2gi wspólny weekend.

    Easy come, easy go.

    Przespana noc.

    2 komentarzy

    Położyłam się przed 21. I obudził mnie dopiero budzik. Sukces.

    Jest mi lżej, niż to było w przypadku Niebieskookiego. Mimo tego, że on nie znalazł sobie nowej w dniu w którym go rzuciłam. D. natomiast natychmiastowo wyrwał chwasta na imprezie.

    Nie płaczę. Czasem łza poleci. Bo przypomni się jak cudownie było. Ale się skończyło.

    Nie zamykam się na ludzi. Jestem tylko trochę nieobecna. Ale to czasem. I z czasem przejdzie.

    W pracy jest co robić. Tylko że nadal brakuje mi latpopa na własność. Na allegro co chwilę odwołuje się aukcje, bo to użytkownik coś przeskrobał, to sprzęt uszkodozny bardziej niż się wydawało, to kwota na jaką się wylicytowało nie zadawala.

    Sama nie wiem. Jak długo będę oszukiwać samą siebie, że to wcale nie boli?


    • RSS