criminalist blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 12.2005

    Wszystkiego Naj po raz kolejny.
    Mi w horoskopie pisali, że życzenie sylwestrowe się na pewno spełni, więc nie mogę go spalić.

    Za chwilę wskakuję do wanny. Jak zwyklę wszystko na za pięć dwunasta.

    Rok kończy się i dobrze, i źle.
    Pan D. znów mi nie daje spokoju, chwaląc się na gadu, że z przyszłą żoną jedzie nad morze na sylwestra.

    Jakby mi ktoś powiedział, o co mu właściwie chodzi, byłabym wdzięczna.

    Do zobaczenia w Nowym Roku.

    Ostatnio raz się śmiałam, raz płakałam.
    Dziś jechałam do pracy z uśmiechem na twarzy.

    Pan Prawnik. Lat 30 (lol). Motory, kick-boxing. Takie tam.
    Czasem dzwonił. Miał wyjechać. Napisałam smsa, że mi zimno (w biurze ok. 15 stopni).
    Nic. Cisza.
    Pojechałam do Asi. Poszłyśmy po zakupy (przy jednym sklepie stał przywiązany na smyczy pies pana D. – na smyczy którą kupiliśmy razem więc to na bank był ten popieprzony dalmatyńczyk ;>).
    Wracam, 3 nieodebrane połączenia od Pana Prawnika. I wiadomość na poczcie. Że na Gdańskiej 12-13 w pok. 305 wysoki, młody mężczyzna oznajmił mu, że pracowałam dziś tylko do 14.
    Myślałam, że pierdolnę.
    I cisza. Mimo moich smsów, że jak znajdzie czas, niech zadzwoni.
    Zareagował na mój poranny, że mam spódniczkę na sobie. Że wow i że nie odbierał wczoraj, bo komórka w torbie i brak zasięgu.

    A pan D. oznajmił mi, że się żeni w marcu. I że mały D. będzie.

    Faza. Olimpijczyk wpadł :>

    ***

    Ale temu facetowi odpierdala, no w głowie się nie mieści.

    Reiko 1:25:00
    to nie mozesz mu powiedzec zeby spadal

    Baltica 1:25:36
    powiedzialam

    Reiko 1:26:06
    i nie dotarlo

    Baltica 1:26:54
    do niego nigdy nie docieralo, pamietasz?

    Reiko 1:27:08
    to moze terapia wstrzasowa

    Baltica 1:27:40
    czyli?

    Baltica 1:27:47
    Lukaszek mowil ze mu lomot spusci

    Reiko 1:28:11
    dwa razy mlotkiem, raz lodowka i na dokladke zlewozmywak

    Baltica 1:29:20
    ale on wstanie

    Baltica 1:29:29
    jak przezyl wypadek na mistrzostwach polski

    Reiko 1:29:51
    ja bede rzucal ;] raczej ma male szanse

    :>

    Krzyczę

    4 komentarzy

    Nawet pojęcia nie macie, jak bardzo chciałabym zapomnieć.
    Jak bardzo chciałabym przestać wchodzić na jego konto na sympatii i nie czytać „niczego nie szukam” którego nie było gdy był ze mną.
    Nie czytać wpisu w jej księdze gości.
    Teraz rozumiem, że Internet potrafi niszczyć.

    To, co mi osobiście przydażyło się kilka lat temu…To pryszcz.
    To, co dzieje się teraz, dotyka mnie tak głęboko.
    Jestem twarda, jestem silna, mam silny charakter, mam silną psychikę.
    Ale do cholery, mam uczucia.
    I to kurwa mać to tak cholernie boli.

    Nie potrafie tego wszystkiego wrzucić w pudło, które należy schować głęboko pod łóżkiem. Nie umiem.

    Ja go kocham. Bardzo. Nadal.

    Niech ktoś ze mnie zdjemie ten czar.

    Brrr.

    1 komentarz

    Zimno. Ale na szczęście już jest śnieg.
    Pierwszy dzień świąt spędziłam leniwie na męczeniu ludzi przez Skype – dostałam słuchawki z mikrofonem do kompa ;)
    Poza tym książka o Australii i Egipcie (tak jakby dostać w prezencie D. i siebie, bo w Australii to on zawsze chciał mieszkać), peeling i maseczka do twarzy (mama dostała krem do zestawu więc mamy komplet), błyszczyk do ust w opakowaniu a’la skrzypce (grałam na wiolonczeli, ale co tam, DROBNA różnica :>), żel pod prysznic i dezodorat – UWAGA – Addidasa :D (LOL).
    Krzysiu – po moim monologu co myślę o jego tekstach w stylu „to o której idziesz się całować z tym drugim facetem”, „kurwa gdzie ty właściwie idziesz” i „co ty masz na głowie, weź się normalnie uczesz” (itp, itd) – nakazał mi zabrania kolczyków które mi kupił. I przeczucie dobrze mi mówiło – można mu tłumaczyć ile się chce, co mi się podoba a co nie a i tak dostałam to, co mi się nie podoba (jego kumpel mówił – „weź pomarańczowe piórka!” – to nie, bo po co, nawet jeśli kobieta przez telefon mówi to samo, eh…).

    Dobra, a poważnie mówiąc.
    Te odzywki Krzyśka NAPRAWDE doprowadzają mnie do szału. Wątpie, żeby moje „kawa na ławę” cokolwiek dało.
    Szczególnie, gdy on sam jest człowiekiem, który nie potrafi prosto z mostu powiedzieć o co mu chodzi.
    Bo co sobie o nim ludzie pomyślą.

    Nie dla mnie, prawda?

    Jeeeeez, jak ja bym chciała mieć inne problemy.

    ***

    Podziękowałam Krzysiowi.

    Żeby było lepiej.
    Bo gorzej już być nie może ;)

    W sumie to jakoś świąt nie czuć przez tą jesienną pogodę. Prezenty już są (zrobione na ostatnią chwilę), potrawy wigilijne TEORETYCZNIE też. Choinka będzie.

    A ja naprawdę nie wiem, co Wam życzyć.

    Pomyślcie, czego pragniecie.
    I tego właśnie wam zażyczę.

    Merry X-mas.

    ***

    Wiecie co.

    Krzysiu to gówniarz.

    Bleh.

    Spojrzałam na tory i…o czym to ja pomyślałam?
    Że jakoś tak strasznie chcę mieć faceta znanego. Kogoś z górnej półki.
    Nie, tu nie chodzi o rozgłos co do mojej osoby. Nie chodzi też o to, że on jest popularny. Nie potrafie tego określić.
    Nie wiem o co chodzi.
    Z resztą nie ja jedna to zauważyłam.
    I najlepiej, żeby ten ktoś był związany albo ze sportem albo z muzyką.
    Krzysiu nie jest z górnej półki. A biedaczek chyba się we mnie zakochał.
    A ja cieszę się, że przy mnie jest, bo jest…kochany.

    Tylko dlaczego ja czuję, że to nie to?

    Poczułabym, gdyby znów nawinął się ktoś „z góry”?

    Wczoraj byłam pewna, że wreszcie mogę odpowiedzieć „wszystko mi się układa” na pytanie „co tam u ciebie słychac?”.

    Nie mogę.

    Bo na pewnym portalu dostałam życzenia znalezienia sobie faceta na dobre i na złe, etc, etc (pomijam fakt, że w te urodziny prawie każdy mi coś takiego mówił :P ). Ja odpisałam, że to chyba niemożliwe. A to czemu? Bo albo jestem za dobra dla facetów albo faceci którzy się wokół mnie kręcą to dupy wołowe.

    No i Krzyś wziął to do siebie.

    Ręce mi opadają…

    ***

    Znów zaczynam czytać książki. Zakupiłam nową z serii „Literatura w spódnicy” a dziś z półki sciągnęłam „Japoński wachlarz” Joanny Bator – najwyższa pora skończyć to co się zaczęło.

    ***

    Sylwester szykuje się w Trzęsaczu.
    Ciekawa jestem, czy pojadę tam sama (tzn. Ekipa jedzie) czy…

    ***

    Na Sylwestra nie jadę sama i wszystko mi się układa :)

    ***

    Byłam u Przyjaciela.
    I co dostałam na urodziny?
    Mini iPod’a, dwa komplety biżuterii, kolejną wenecką maskę.
    Ręce mi przy nim opadają.
    Pograłam w Tekkena 5.
    I myślałam, że zapiszczę się (i jego) na śmierć ze szczęścia.

    Na wigilii żeglarskiej w Pałacu Młodzieży zagrałam na fortepianie mojego dzieciństwa.
    To w tej sali teatralnej po raz pierwszy świat usłyszał mój głos. Miałam 6 lat.
    Na tym fortepnianie wygrałam swoją drogę wokalistki.

    „White Christmas” aż się cisnęło na palce.

    Panie i Panowie, dziś o 23:55 zniknie nastka, pojawi się dziestka.

    Właśnie oznajmiłam mojej mamie, że gdyby mnie urodziła w styczniu (tak chciała, nie wyszło, ale wcześniakiem nie jestem) to bym ją przez okno wyrzuciła za mus zdawania nowej matury.

    Jak to dobrze być rocznik 85…:)

    ***

    Spotkanie z Ekipą przebiegło jak najbardziej si. Dostałam prezenty kupione z myślą o nowym wystroju pokoju po remoncie (niech najpierw ten remont się odbędzie :P ).

    Krzysiu został skomentowany jako „markotny”. No ja przepraszam, ja wiem, że D. był idealny, bo próbował coś tam powiedzieć czasem, ale pytanie – lepszy niegadatliwy i kochany (Krzysiu mnie czasami po prostu zaskakuje tym co pisze, robi i mówi) czy chuj totalny mający mnie kompletnie w dupie?

    Impreza w Trezorze jak najbardziej udana. Za wyjątkiem tego, że trzeba było na występ Cez’a czekać do 1:00, że ok. drugiej zrobił sobie przerwę i mnie złapał dół (i spać mi się zachciało) i że o 3:00 było lekko podpity co utrudniało mu tak fenomenalny kontakt z publiką jak przed przerwą.
    Poznał mnie :)
    Oczywiście, zagadałam, porobiliśmy zdjęcia, pogadaliśmy o Independance, o kilku innych sprawach.
    Zagadałam do Xirus’a (inny Dj ;>), okazało się, że nakręca imprezę w Strefie, zaproponowałam reklamę, jest zainteresowany.
    Micro zagadałam o to czy wokalistki nie potrzebuje…
    Generalnie pozytyw.

    „Dobrze, że jest kontaktowa” – Xirus.

    Przed imprezą pod Trezora zajechał Krzyś. Na chwilę.

    A teraz mamy sobotę rano. Sesja Neuro odwołana (dowiedziałam się o tym dzwoniąc do Drizzt’a w trakcie dojazdu do niego…), noc spędziłam z Krzysiem u jego kumpla…Krzysia :) Filmy, Need For Speed, muzyka.

    No i jestem sobie.

    I wieczorkiem spotkanie z Ekipą z okazji moich jutrzejszych urodzin.

    ***

    Zastanawiam się, czy mogę być przykładem na sprawdzanie się opinii, że człowiek jest w stanie osiągnąć wszystko.
    Hmm, może to głupio brzmi, bo za cele stawiam sobię…chociażby zrobienie zdjęcia z Cez Are’em. Może to nieodpowiedni przykład, bo rzecz ta wcale taka trudna do zrealizowania nie jest. Mimo tego, istnieją ludzie, którzy nigdy nie mieliby odwagi wejść na dj’kę i przytulić się do swojego ulubieńca.

    Ze szkołami zawsze wychodziło mi na plus. Większe czy mniejsze lenistwo, porażki lub sukcesy, ale zaszłam już daleko jak na te skromne 20 lat. Chyba.
    Pytanie – komu to zawdzięczać? Mamie, która – gdy miałam 5 miesięcy – podjęła decyzję, że pójdę w kierunku muzycznym, bo jak się budzę to już śpiewam? Schiza…
    Jak dziś pamiętam moje egzaminy wstępne do podstawowej szkoły muzycznej. Trzeba było coś zaśpiewać, powtórzyć wystukany przez egzaminatora rytm. Robiłam to bez najmniejszego zawahania. Dostałam się.
    8 lat utrapionej wiolonczeli zaowocowało chociaż tym, że na fortepianie, na którym grałam jeszcze w zerówc (ah, to ponad 100-letnie cacko-gigant stojące za mną), jestem w stanie zagrać masę rzeczy ze słuchu, natomiast z nut idzie mi znacznie gorzej. Innym na odwrót. Nie wiem co jest większym nieszczęściem.

    Pamiętam, jak bardzo chciałam wyjechać z chórem do Belgii. Niestety dopadła mnie mutacja. Śmieszne? Dla mnie nie.
    W głowię słyszę ten pisk zamiast solidnie postawionego dzwięku w „Intedomine speravi”.
    Pojechałam rok później, do Słowenii, gdzie zajeliśmy 3 miejsce. Potem Hiszpania – 1 miejsce, Niemcy, Czechy, Dania, przelotowo Francja, Włochy.

    I tak bardzo chciałam grać na basie i perkusji. Nie nawidziłam zespołu smyczkowego, nie nawidziłam wiolonczeli.
    Nie mieliśmy pod ręką pałek do perkusji, graliśmy więc tymi od xylofonu. Złamałam jedną, tata naprawił, ale zaufanie do mnie stracił prowadzący zespół. Ale jak już się dorwałam do basu…
    Był płacz, bo przecież nie można być wokalistką i grać na basie.
    Teraz patrzę z perspektywy i myśle – przecież Sting tak robi.

    Miałam bum na mangę i anime. Miałam bum na japoński.
    „Voices” z Macrossa Plus i „Ai, oboete imasu ka” (Do you remember love?) z Macrossa – do you remember love zostały przez mnie odśpiewane z akompaniamentem fortepianu, na którym grałam w tym samym momencie.
    Koniec szkoły podstawowej, „Fly me to the moon” w wersji, którą przedstawiłam w zespole.

    Konkurs piosenki w Pałacu Młodzieży, znów „Voices”, znów ja przy fortepianie, na finał uszyty strój Myung Fan Long, bohaterki Macrossa Plus, która to ową piosenkę śpiewałam. 2-gie miejsce. Plus miejsce w zespole wokalnym. Pierwsze nagrania, pierwsza praca w studio. I bunt, bo nie pozwalano mi tak wyrażać uczuć, jak pragnęłam.
    Odeszłam.

    Bardzo chciałam mieć komputer. I dostałam go. W 6 klasie podstawówki.
    Rozpłakałam się wtedy ze szczęścia.
    W 7 i 8 klasie, początek liceum, przeżyłam ostre uzależnienie od Internetu. Kafeje internetowe non-stop, nawet w soboty. Jak dostałam modem, rachunki były masakryczne.
    Teraz mam stałkę. Ale nie piszczę, gdy w pobliżu nie ma komputera.

    Liceum. Zmarnowany pierwszy rok. Zamiast od razu iść do Piwoniego, poszłam do LO nr 1, gdzie bardziej wykończyłam się niż zdobyłam przydatną wiedzę. Walczyłam też z matką o to, aby odejść z liceum muzycznego, w którym byłam na wydziale rytmiki. Uciekłam z niego po 4rech miesiącach. Tego roku zaprzestałam też nauki japońskiego.
    Wróciłam na niego po przeniesieniu się na 2gi rok do Piwoniego, gdzie również mój talent wokalny („Niepewność” do tekstu Mickiewicza oraz „Oda do radości” w wersji ciut jazzowej i spieprzona „Guantanamera” :P, masa kolęd po niemiecku, angielsku i hiszpańsku, a także kolędy na studium wokalnym, w tym „Cicha noc” po japońsku) oraz teatralny (rola Kasi w „Złośnicy”, w „Ślubach panieńskich” i guślarza w parodii „Dziadów” cz. II) nie marnowały się.

    Matura. Rety, jak ja się napanikowałam. I nastresowałam dodatkowo debilem, jakim był Niebieskooki (zapraszam do archiwum). Zdałam. Ale i tak nie mogę przeboleć tych 3 pkt, jakie zabrakły mi do 5tki z pisemnej gegry :) I 3,5pkt do turystyki i rekreacji w Poznaniu (egzamin na japonistykę pomijam milczeniem ;)). Tak miało być.

    Są studia. 2gi rok turystyki i rekreacji w Szczecinie. Od przyszłego roku – mam nadzieję – dołączy IKF.
    D. mnie zainspirował. To co robi. Sport wyczynowy. Nigdy nie byłam tak blisko zawodowstwa. Nawet na pływalni.

    No właśnie, sport.
    Żeglarstwo, siatkówka, pływanie, capoeira, kung-fu. Najważniejsze etapy mojego życia. Teraz żałuję, że nie trenowałam pływania. Zrozumiałam stratę dopiero będąc z D.
    Mówi się trudno, żyje się dalej.

    Zawsze chciałam mieć koty. Pierwszego przyniosłam na siłę. Teraz mam 2 małe.

    Na wczasach w Pogorzelicy poderwałam ratownika. Rok później sama byłam już Młodszym. Teraz mam WOPRa, patent sternika motorowodnego, którego uzyskałam będąc na kursie dopiero na 2tyg. przed egzaminem.
    Dla chcącego nic trudnego.

    Dużo tego zeszło. I gdybym jeszcze bardziej się rozdrobniło, byłoby tego znacznie więcej.

    A co mi się w życiu nie udało?
    Rodzina.
    Nie jest najgorzej, ale to przez co przechodze, nie powinno mieć miejsca. Niestety, w chwili obecnej nie jestem w stanie wyprowadzić się z domu. Tym bardziej, że planuje drugi kierunek studiów dziennych.
    Tak miało być.

    Faceci. Temat rzeka. Kto czyta bloga, ten wie, że od czasu Niebieskookiego był tylko D.
    Niebieskooki jest dla mnie nisko, czasem pogadamy na gadu, nie zmienie zdania o tym człowieku, nadal dużo gada, mało robi i poucza innych sam się do tych boskich rad nie stosując.
    D., no cóż. Chłopak sam sobie podkopuje karierę. Mimo wszystko mogę dziekować opaczności, że spojrzałam na tą cholerną gablotę na IKFie. Na zdjęcia D.
    Czuję, że przy nim – mimo tego, jak się skończyło – żyłam. Rozwinęłam skrzydła.
    Pisałam już kiedyś o tym.
    Znów śpiewam, zaczęłam pływać delfinem, na zawodach trzaskam zmienny. Nie jestem pierwsza, jestem ostatnia. Ale pływam. Kocham to. Robię to z pasji.
    Dzięki D. wróciłam do Ekipy, postanowiłam dbać o swój dalszy rozwój. Mimo tego, że on staje się kwiatem, który obumiera na własne życzenie.
    Ironia, nieprawdaż?
    Prawdą jest, że kobieta rozkwita przy mężczyźnie. Prawdą też jest, że prawdziwą sztuką jest nie zwiędnąc po rozstaniu z nim.
    Ja staram się kwitnąc dalej.

    Szanowny pan M.
    Mały epizod w moim życiu.
    Epizod przekonujący mnie o tym, że ludzie dający sobą sterować, mimo wielkich osiągnięć (M. przecież trzaskał złoto na Mistrzostwach Mastersów w Pływaniu) oraz wysokich ocen (przecież on zza książek nosa czasem nie potrafi wyjąć, bo to koniec świata będzie, jeśli 4 dostanie) nie koniecznie są szczęśliwi. I są cholernie zakompleksieni. Bo dają sobie te kompleksy wcisnąć.
    A ja Matką Teresą nie jestem, nie będę poświęcać kasy na sms’y, żeby palantowi tłumaczyć, że nie ma co zaniżać swojego poczucia wartości.

    Roger. Ugh. Lipa będzie z tej współpracy, skrzyżowanie Niebieskookiego z D.

    Dlaczego tak ambitnie ciągnie mnie do tych złych facetów?
    Czasami odnoszę wrażenie, że lubię dawać sobą pomiatać. Brutalne ale BYĆ MOŻE prawdziwe. Albo naturalne. Bo przecież patrzę na małżeństwo dwojga ludzi, którzy chyba sami są ze sobą z TOTALNEGO przyzwyczajenia.
    Matka pozwala ojcu na zbyt wiele. I często ma o to pretensje do mnie.
    NIe wiem, jak można mieć pretensję do wszystkich, tylko nie samej siebie, że jest się z tym, z kim się jest.

    To, że odeszłam od D. i tak szybko się podniosłam (no, powiedzmy), szybciej niż po Niebieskookim, świadczy, że dojrzewam?

    ***

    Mamy zimę, za oknem śnieg. Śnieg na moje urodziny! Morze może ( :P ) nie wyjść, jest tak upiornie ślisko, że chyba z Krzysiem sobie podarujemy ten wypad (abuuuuuuuu ;(((( ).
    Krzyś jest tym grzecznym chłopcem. I staram się, żeby mnie do niego ciągnęło.
    Tylko jak pomyślę, że to wszystko mogłoby się skończyć tak jak w poprzednich przypadkach, to aż mnie odpycha.

    Zastanawiam się, czy nadal kocham D.

    Skoczyłam 2 sec po gwizdku.
    Po komentator nie raczył uciszyć kibiców z morskiej, bo sam na niej wykłada. A ja nie usłyszałam „na miejsca”.

    Jedyny pozytyw? Poleciałam delfina. Dosłownie.

    Z panem M. nawet się nie przywitałam.

    Przed chwilą dzwoniłam do Rogera. Pożalić się. W ciągu dnia wysłał mi sms’a z „powodzenia na zawodach”.

    Nigdy więcej do niego nie zadzwonie.


    • RSS