criminalist blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 2.2006

    Od 28.02 do 7.03 Karpacz a od 7.03 do 12.03 Brzeg pod Wrocławiem.

    To pierwsze to obóz z uczelnią – będę się starała nie zabić na snowboardzie.
    To drugie to nagrania – niestety bez Cez’a, bo wtedy kiedy ja będę on ma pozajmowane terminy.

    Nie muszę mówić, jaka była awantura z tego tytułu, że matka ma na mnie pienądze wyłożyć.

    Do zobaczenia. Być może w Brzegu się odezwę.

    Moja kochana matka, nadal rozpakowująca mi wszystkie moje torby, wyprała mi Phunky Star.
    Muszę dodawać, że koszulka nie była włożona do pralki tylko leżała gdzieś w moim pokoju a moja wspaniałomyślna rodzicielka wzięła ją bo przecież JEJ intuicja jest THE BEST?

    I w tej oto sposób (kurwa mać, ja pierdole!!) mam resztki nadruku na koszulce. A jak potrzeć koszulkę, to nadruk KOMPLETNIE schodzi.

    Szczerze? Gdybym mogła to bym jej zajebała.
    Nie za samą koszulkę.
    Tylko za ciągłe dobieranie się do wszystkich moich rzeczy które znajdą się w zasięgu wzroku. Mam 20 lat, a ta #)(%*$*^&@$+ ciągle mnie sprawdza, rozpakowuje, przepakowuje (pisałam, jak to kiedyś znalazła u mnie prezerwatywy, potem tabletki antykoncepcyjne i wyzywała o dziwek? Nie? No to już nadrobiłam straty) i efekty są jakie są.

    Ale nie, przecież mi nic w życiu nie brakuje, mam gdzie jeść, mam gdzie spać.

    Śpię w domu wariatów, gdzie zarówno ojciec jak i matka powinni wylądować na terapii, a jedzenie dla 3ch osób jest raz na….2-3 tygodnie? Kiedy matka się ocknie, że nie ona jedna mieszka w domu, że ja mam aktywny tryb życia i jem dużo (o to też są jazdy, bo jak ja wyglądam, przecież ja mam chore nogi, muszę schudnąć, co z tego że trenuje…) i że ojciec – czy ona chce czy nie (a najwyraźniej chce, skoro się nie rozwiodła) – nadal z nami mieszka.

    A, wspominałam o pretensje z tytułu, że pracuję? Bo przecież nie muszę pracować.
    Nie? A kto mi robi jazdy, jak poproszę o jakąkolwiek kasę, bo akurat nie mam, bo czekam na wypłatę? Moja kochana staruszka! Ostatnio nawet powiedziałam „pożycz” to usłyszałam stos jęków „że po co, że co ja wyprawiam, że ona w życiu tyle pieniędzy nie wydawała, że jej wystarczy jedna cola w lokalu, że…”.

    Ale spoko. Podobno do 25-26 roku życia jestem na jej utrzymaniu, bo się uczę.

    Podobno

    ***

    Tak, notka jest napisana pod wpływem emocji. I chuj.

    IV semestr przede mną. Zaliczyłam poprawkę na 3 :P
    Teraz tylko praca z ratownictwa i pływania do napisania, ale to się zrobi jutro w ramach nudów w pracy. O ile nie będę spać na biurku.

    Tak tak, Criminalistka szykuje się do maratonu – praca, uczelnia, trening, balety.

    I podjęłam ważną dla mnie decyzję.
    Rezygnuję z kung-fu. Niestety, to woda jest moim życiem. Poza tym chcę podciągnąć swój poziom do czasu wyjazdu na Akademickie Mistrzostwa Polski. Jadę tam na własny koszt – Univerek zasponsoruje mi tylko przejazd, reszta sekcji jedzie za free. A to czemu? Bo jestem najsłabsza. Na szczęście w Poznaniu mam kupę znajomych, nocleg i jedzenie się znajdzie. Tak więc tylko koszta startowego i jedziemy.

    Fajnie będzie. Mimo tego, że popełzam a nie popłynę. Bo przecież nie wiadomo, czy kiedykolwiek znów taka okazja się trafi.

    Uwiodłam dziś na parkiecie. Oczywiście tylko na parkiecie i tylko tańcem. W Trezorze. Tak bardzo pragnęłam być pożądaną. I byłam.

    Teoretycznie mam faceta. Więc stałam się dziwką. Bo chciałam być czymś więcej niż maskotką. Chciałam być kobietą z krwi i kości.

    Czy to grzech?

    Dochodze do wniosku, że nie teraz czas na drugą połowę. Że z każdą wizytą w Trezorze jestem w stanie posiąść kogoś.
    Że pora na zabawę, Amor sam przyjdzie w swoim czasie.

    Nie chce go. Jest jałowy. Pewnie by tam stał i tulił do siebie.

    Potrzebuje samca.

    A wściekłe psy są fantastyczne.

    ***

    Była poprawa. Obym zaliczyła.

    Bo nie czuję chemii. Staram się jak mogę. No ale kurwa, nie czuję! Nie ma tego pierdolnięcia!

    Tak wiem, że w moim przypadku wielkie pierdolnięcia kończyły się klęską (patrz -> archiwum) ale no…

    Romantyk. Skrajny. Zero wysyłania dwuznacznych sygnałów!
    Tęskni, pisze, dzwoni, przyjeżdza, zawozi, wywozi, daje samochód żeby pojeździć po pustym parkingu Lidla (samobójca :P ) „a czy jesteś głodna?” „dasz sobie radę?” itp itd etc.

    CZYLI TO, CZEGO MI BRAKOWAŁO!!!

    Ale mnie kurwa, nie ciągnie.

    Zewsząd słyszę „poczekaj, daj się kochać, naucz się zyć przy kimś, kto aż tak się stara, przestań szukać takich, co są wysoko wysoko i mają cię tak naprawdę w dupie”.

    Tylko cierpliwości brak.

    ***

    Nadal żyję piątkowym porankiem.

    Cez Are Kane & Miss Baltica

    Fajnie brzmi :)

    Jestem. Bo jeszcze nie przyznałam się.

    Ale dziś muszę, bo do kolekcji kwiatów mamy i jednego mojego, od Pana Profesora z Warszawy, dołączyła róża.

    P O M A R A Ń C Z O W A

    Spóźniona, walentynkowa, mimo tego, że wtedy nic nie było oficjalne.

    Ale już jest.

    I zabrał mnie na Lagunę.

    Będę spać jak dziecko.

    Trezor.
    Impreza.
    Cez Are Kane.
    Ja.
    Skacząca.
    Śpiewająca.
    Wariująca.
    On jak to on, bawiący tłum.
    I pod wrażeniem, bo znam tekst do Andain – Beautiful things.

    I rozmowa. O wszystim. I mój głos, mój śpiew. I że tego nawet nie trzeba obrabiać. Że całkiem ładnie śpiewam.
    I że jak zrobi kawałek, podeśle mi, dorzuci inny z przykładem wokalu jaki by chciał, i że reszta już w moich rękach.

    Jestem o krok od Nieba.

    Patrzę, jak bliski mi Przyjaciel psuje sobie życie. Przez niewłaściwą kobietę, gwiazdę. Najlepsze jest to, że on doskonale wie, jakie będą następstwa tego, co już dzieje się teraz. Ale mimo to, sprzedaje ostanią cząstkę siebie. Bo jemu już wszystko jest obojętne.

    Przypomina mi się D. Jemu też było obojętne. Tyle tylko, że rujnował się dla materialnej dziwki, czyli dziewczyny przede mną. Przynajmniej tyle mogę stwierdzić na postawie relacji jego znajomych. W końcu ona rzuciła go…
    Obojętny stał się przy mnie. Ale kto czyta bloga, ten wie.

    Teraz patrzę na taką samą sytuację ale nie na swoim przykładzie.
    Teraz to ja mówię, że jest źle, a nie mi mówią.

    To jest straszne być z kimś, marnować się dla niego i jeszcze nie mieć z tego nic. Albo mało.

    Nie ma to jak myśleć konstruktywnie czyli co będzie, jeśli obleje poprawkę ze społeczno-ekonomicznej, za tydzień w środę.

    No to komis.

    Ale tego nie chciałabym się doczekać.
    Z tego co wiem od tych, którzy to przeżyli – beznadziejne doświadczenie.

    Siedzę w pracy i…pracuję. Powiedzmy. Z małymi przerwami na gg, tą notkę i wycieranie kawy rozlanej na biurku.

    Chwaliłam się, że matka kupiła mi narty i buty?
    Nie?
    No to kupiła.
    W sumie narty będą na spółkę, tzn. par mamy dwie ale te moje są lepsiejsze.
    Buty mam własne.
    Oczywiście kolejny kobiecy problem na horyzoncie – kolorystyczne dopasowanie nart, butów (akurat tu problemu nie ma, buty białe, narty granatowo-białe), i kombinezonu (ew. spodni, które są różem wpadającym w czerwień – przynajmniej się nie zgubię na stoku – a do których nie ma kurtki; poza tym jest odnaleziona kurtka czerwono czarna, i fakt, nie do kompletu, ale spodnie czarne więc JAKOŚ to wygląda, co nie zmienia faktu, że do nart ni chu*a nie pasuje ;)). Nie będę nic mówić o tym, że póki co brak kijków, ale to nie taki wielki problem, no i gogli (tzn są, ale oczywiście, że nie pod kolor) i rękawic.
    W szalik wbijam, ważniejsza czapka (eeeeeeeeeeeeeeh…….).

    My kobiety naprawde mamy problemy.
    Ale jakoś nie chce mi się wierzyć, że faceci pozostają obojętni na swój „stokowy” image.

    Póki co, biore co tylko pod ręką (z ciuchów of korz) i pakuje (niedługo) na wyjazd do Karpacza (z uczelni), gdzie będę rozkosznie uczyć się prawidłowego upadania przez conajmniej 3 dni (bo na 7 dni jadę próbować, czym jest deska).

    Ale do tego czasu 2 poprawki na głowie.

    Oby Cez Are grał w czwartek bo ocipieje.

    Może to zabrzmi conajmniej dziwnie, ale temeperatura dotycząca moich odczuć w stosunku do tej całej kultury klubowej, w stosunku do wszystkich gwiazd – nie tylko polskiej sceny klubowej, spadła.

    Tak sobie dziś siedzę i nie czuję nic ponadto, że dopadła mnie mania sciągania dobrych kawałków i samych vocali.

    Czyżbym już, na chwilę obecną, dostała to, czego pragnęłam?
    Tak naprawdę poznałam jedną z ekip, które miotają jedną z największych imprez w Polscie czyli Sunrise Festival.
    Z własnych obserwacji wyciągnęłam na ich temat wnioski, usłyszałam jeszcze kilka rzeczy od innych ludzi i…i to by było na tyle.

    Teraz po prostu będzie „Cześć, co słychać”.
    Teraz już nie będę jak opętana robić zdjęć.
    Teraz już nie będę jak opętana piszczeć na widok Cez Ara.

    Już to wszystko mam.
    I niech tak zostanie.
    No, ew. niech idzie w lepszym, byle nie gorszym kierunku.


    • RSS