criminalist blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 11.2006

    No taaa.

    1 komentarz

    Jakby popatrzeć na komentarz do poprzedniej notki, to się zgadza – od pół roku, a nawet od roku wszystko kręci się wokół jednego. Źle? Wczoraj Neevald stwierdził, że jest ok, bo to moja pasja, której jestem wierna.

    Imprezy imprezy praca praca praca praca uczelnia imprezy imprezy…

    I dylemat, co zrobić z rodzicami, których chyba będę musiała utrzymywać. Tzn. nigdzie nie jest powiedziane, że mam taki obowiązek…Ale matka od ojca nie odejdzie, ojciec się nie zmieni. Wróźę jej depresję w momencie mojego odejścia z domu. Nie widzę tego wszystkiego po prostu.

    Propozycje następnych projektów. Ciekawe co z tego wyjdzie. Nadal wbrew temu, co zakładali niektórzy, kwestie biznesowe idą w dobrą stronę.

    „Jeszcze na niej zarobimy kupę kasy, więc może tu siedzieć”.

    Nie ma to jak przedmiotowe podejście do sprawy.

    Easy come, easy go…

    Bo nie mogę pogodzić się z sytuacją, w której sama nie wiem o co chodzi.
    Proszę o płytę cd z nagranym wokalem, płyta ma iść dalej, wokal ma być obrabiany etc…
    Płyty się chyba nie doczekam, widzę pełną rezygnację, obojętność.
    Zapatrzenie w MDT.

    Tak, sama jestem w nich – mimo wszystko – zapatrzona. Ale nie aż tak, aby olewać to, co obiecałam skończyć. Aby nie kończyć tego, co zaczęłam.

    Odpuszczam, bo ile razy można pytać „wysłałeś?”.

    Teraz rozumiem, czemu zaczął temat „bo jeśli dostaniesz inną propozycję to polecisz a ja tego nie chce”.
    Właśnie z powodu tej cholernej zabawy w kotka i myszkę.

    Czyściec.

    Brak komentarzy

    W sumie prawdę rzuciła Zygzy, mówiąc, że sytuacja w moim życiu przydatna – skoro tak mnie kopią w dupę, to mogę się przekonać, kto mnie nie kopnie. W ramach powyższej akcji robię czyściec w linkach na blogu i na liście gg. Na cholere mi rzeczy, których nie czytam i osobnicy na liście, z którymi nie gadam od wieków? Których nawet osobiście nie znam…

    I znów zachciało mi się nowego szablonu na blog.
    Tak, robię wszystko, byleby się nie uczyć na wtorkowe koło.

    ***
    Czy ktoś wie, jaki jest mail do Chusa Liberaty???

    …aby rozpocząć musiało się coś. Olej i rób swoje. Tak więc robie i zyskuję dzieki temu następne ciekawe znajomości w branży. Zaskakuję umiejętnością – słabą, ale whatever – porozumiewania się po hiszpańsku no i swoim pozytywnym sposobem bycia. Nie robię nikomu krzywdy, prę do przodu, jednocześnie schodząc w cień po innej stronie…
    I załatwiam już wiele rzeczy sama. Już nie proszę o pomoc. Ew. o radę. Ale pytam sama. Prosto z mostu, bez owijania. I dostaję satysfakcjonujące mnie odpowiedzi. Szacunek?

    Aczkolwiek, nie wszystko może być piękne. Ze współpracownikiem nadal nieporozumienia. Dlaczego wciąż odnoszę wrażenie, iż on naprawdę szuka pretekstu do tego, aby zakończyć projekt? Doszukiwanie się podstaw ku temu, aby podejżewać mnie o chęć zrobienia go w chuja to już przesada. Jak wiecie, to raczej inni robią w chuja mnie. Ja jakoś tej umiejętności nie posiadłam i nie wiem czy posiadać chcę.

    Tam znikam, tu się pojawiam. A może tutaj zawsze byłam, tylko nie w takim stopniu jak teraz? A może to tylko kwestia chwili?

    Co ma być to będzie.

    ***

    Nadal wierzę w tą cholerną wróżbę „trzymaj się młodego przyjaciela, czeka was sukces finansowy”.

    Ranka dzisiejszego zmarł mój kot, Mikan, podczas wybudzania się z narkozy. I to na pewno nie była wina leku. Sekcja się odbędzie, dowiem się, co było przyczyną.

    Na Independance weszłam, ale z powodu dobrej zabawy zgubiłam kartę pamięci do telefonu. Podczas samej imprezy stresu nie było, zaczął się po. A raczej zaczęły się sypać przykre informacje zza kulis, za którym Szymon, dla którego robię wokale, który grał live act podczas imprezy, siedział wraz z członkami MDT.

    W skrócie: plotek na mój temat nie ma końca. Szymon chyba przez to zraził się do mnie, mimo iż powiedział, że ma gdzieś co MDT o mnie mówi, ważne jest to, żebym ja sobie z nimi dała spokój.
    Ale ja wiem, że tak nie jest. Zaimponowało mu to, co widział. Tak samo z resztą jak mi imponowało na innych eventach MDT. Tylko że mi się w głowie z tego powodu nie przewróciło, jemu chyba jednak może. Bo skoro już wlazł w MDT, to ja mu potrzebna nie będę.

    Nadszedł czas na naturalną selekcję znajomych.

    Życie lubi się pierdolić ale nie wiedziałam, że aż tak.

    Nie wiem, czy wejdę w sobotę na Independance.

    Świat się zakręcił!

    W piątek rano wylądowałam w Poznaniu. Poczekawszy na swojego zleceniodawce w KFC na Głównym, doczekałam się. I niech to szlag! Dlaczego faceci z którymi współpracuje muszą być przystojni?! However, pomimo mojej niedyspozycji głosowej nagrałam całkiem pokaźne coś, co jest w trakcie składania, ale możecie to sobie zassać o

    Jest to wersja beta, work in progess.

    W sobotę wybrałam się z kumplem w plener, dość osobliwy, na sesję zdjęciową. Zainteresowanych proszę o maila, sesję prześlę.

    Po południu władowawszy się do autokaru pędzącego nach Wrocław z całą bandą klubowiczów, upatrzyłam sobię kawał mięcha. Kawał mięcha stał się moją maskotką.

    Sensation White Polska nie powaliło mnie na kolana. Aczkolwiek wiele rzeczy wspominam naprawdę dobrze, nie tego spodziewałam się po impreze. Za duże wymagania? Kurcze, tak prestiżowa impreza, organizowana w Polsce przez TAK WSPANIAŁĄ agencję Essence Music…a zjebali to, czego Kris nie zjebał na Sunrise Festival. Przede wszystkim – napoje bezalkoholowe skończyły się o godzinie 2 nowego czasu! Jedzeenie też było na wyczerpaniu. Główna scena – za mało oświetlenia (Holendrzy sami stwierdzili, że nie mieli czym świecić). Skoro to miał być DANCE event, to do cholery, czemu tancerze byli tylko 20% cześciej obecni na parkiecie niż na Revolution (w sensie performance, show, teatr, etc)?! Aczkolwiek mokra byłam i to bardzo ;) Przybrana w gorset, krótką spódniczkę…
    Na 3 godziny przed końcem imprezy zorientowałam się, że na jednej z małych scen wizualizacje robią chłopaki z Clockwork (robią dla MDT Agency). Powitanie było dość soczyste, wybrzmiewające „MDT! MDT! Ty zdrajczynio, co tu robisz?” po czym Mateuszek usilnie chciał mnie mojego gorsetu pozbawić (no dobra, nie mój, rozmiar S, pożyczony od siostry kumpla od noclegu xD). Oczywiście w ramach „gdzie diabeł nie może tam Baltice poślę” zabrałam Mateuszowi PLASTIKOWY, PROFESJONALNY IDENTYFIKATOR IMPREZY i nacieszyłam się nim przez chwilę. Ja wszędzie dam radę ;)

    W drodze powrotnej byłam sympatycznie przytulana :) Przytulankę mą odwiozłam z Noclegowym pod jego chatę (o dziwo mieszka na tej samej dzielnicy co Noclegowy…) i ku memu zaskoczeniu, Maskotka dała mi buzi na do widzenia (oho! teraz mogę sobie dopowiadać chuj wie co ;>). Cyrk polega na tym, że to Przytulanki posiadałam jedynie emaila. Nabazgrałam i cisza.

    Do dzisiejszego wieczoru.

    Przytulanek mnie odnalazł. Gdzie? Nic prostrzego: forum MDT Agency.

    „wszedłem na forum MDT i kogo widzę? szpiega” xD

    Tak tak, Baltica jest oficjalnym szpiegiem agencji MDT! A Kris się tylko z tego śmieje… ;>

    Cóż, Poznań znów na chwilę w tą niedzielę, muszę sie wykurować i powyć trochę w studio jeszcze, coby operę dograć do najważniejszego kawałka.

    A next weekend – INDEPENDANCE@ARENA HALL, Poznań.

    ***

    „Nagrywam reklamy, później pogadamy zakochana babo”.

    Ale ja się nie zakochałam! :P


    • RSS