criminalist blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 12.2006

    Bo wyjeżdżam za półtora godziny do Unieścia. Nie dość, że 3 miesiące spędziłam w Kołobrzegu, to mnie jeszcze wywożą na znacznie mniejszą wioskę i każą dam Nowy Rok witac. Co za shit! ;)

    A na poważnie, to trochę mi przykro, że nie będę się bawic, ze Ekipą, za późno się okazało, że coś robią :/

    To Szczęśliwego!

    Sobie życzę eventów za darmo, zrealizowania wszystkich planów (łącznie z Holandią i USA no i przeprowadzką do Poznania).

    Nie mam choinki, pierniki mi stwardniały (nadając się jeszcze wieczorem do zjedzenia). Za to awantura, łzy, bijatyka.

    Niech ktoś da mi w prezencie jakieś 10tyś złotych żebym mogła się z domu wyprowadzić.

    Nawet nie mam siły na pisanie jakichkolwiek życzeń, a tym bardziej nawiązujących do SPOKOJNYCH i RADOSNYCH świąt.
    Bo ja od lat w każde święta przeżywam to samo. Piekło.

    USA. W wakacje. Na 3-4 miesiące. Żeby zarobi na nowe życie. Na własne życie. W Poznaniu. Studiować zaocznie, pracować na pełen etat. Na początek wynająć mieszkanie albo jako student oddalony od domu o więcej niż 75km walczyc o akademik. Nie słuchac, że powinnam studiować tutaj i to konkretne. Nie słuchac, że powinnam zmienic w sobie to i tamto. Martwic się o siebie, nie o innych.

    A to znaczy, że ewentualna praca przy Sunrise Festival odchodzi w zapomnienie. Współorganizowanie Tall Ships Race 2007 również. No i obrona pracy licencjackiej pójdzie na jesień/zimę i trzeba to jakoś skoordynować z rozpoczęciem studiów (dopiero po obronie licencjata).

    Kosmos. Istny kosmos. I chciałabym, aby powiedzenie „Kto jak kto, ale Baltica ma nie dac rady?” sprawdziło się i tu.

    Jestem zajebista. Chciałam ściemnić szefową. Nie wiem po co. Po jakiego grzyba. I na własne życzenie doczekałam się awantury i braku dodatkowej kasy na święta. Zajebiście. Ale i tak mimo wszystko daje radę. JAKOŚ.

    Uwaga uwaga. W ciągu 30 min ogarnęłam prezenty. Dla mamy, dziadków i kuzynostwa. Nie wykazałam się pomysłem, ale mnie to grzeje. Dla ojca nic nie kupuje, matka tak przykazała. Bo ona już coś ma.

    Wszystko ostatnio tylko u mnie takie posrane?
    Chociaż miłym akcentem tego tygodnia był Kopiec Kreta jedzony przeze mnie i Ekipę w…kinie. Na seansie „Wpuszczonego w kanał”. Film rewelacyjny. Kopiec też wyszedł super.

    Eh.

    Jak długo obecny szablon zagości na moim blogu? Pewnie nie za długo ;) O ile znajdę jakiś taki podobny do tego (w moim mniemaniu funky house’owy ale to tylko moje mniemanie, często mijające się z rzeczywistością ;P).

    ***

    Doszłam do przykrej konkluzji – połowa tego bloga kręci się wokół mojego życia miłosnego, druga natomiast, wokół mojej „kariery”. Wniosek? Płytka jestem :>

    Albo też niemoc. Dług do spłacenia, koszmarne rodzinne święta w drodze, urodziny (w poniedziałek), sprzątanie, cyrk na uczelni i praca praca praca. Dobrze, że do „po sylwestrze” nie ma żadnych dobrych imprez, bo chyba naprawdę potrzebuję przerwy.
    Tak sobie myślę, jakiego wynalazka upiec na zsiadywanie się z Ekipą. W sumie to nie wiem kiedy chcę się zsiadywać, kto i kiedy znajdzie czas. No i gdzie? Się bym musiała w tyłek kopnąć i gdzieś na mieście coś wynaleźć. Na ostatnią chwilę, bo w sumie tych urodzin miało nie być.

    21wsze, jeśli o ścisłość chodzi. Ale wstrzymajcie się z życzeniami do poniedziałku ;>

    Tak mogę stwierdzić po powrocie i z Poznania i Stolicy. Warszawa mnie dziś przeraziła, bezmyślność i ślepota tamtych ludzi nie zna granic, na Centralnym nikt nie widzi nikogo poza sobą, każdy każdego ma w dupie i pomagają ci tak naprawdę przyjezdni.
    Krótka wizytacja u ciotki i kuzynki, szybkie spotkanie ze znajomym, szkolenie w Adventure Club Polska i do domu (kolejność trochę pomieszana). Pogoda oczywiście paskudna, ale przynajmniej widać, że święta idą.

    Poznań oczywiście rozkoszny jak zwykle. Pogoda niestety się skiepściła. Impreza w Terytorium taka sobie (byłam nastawiona na tłum, z którym mam jechać na sylwestra), na szczęście czas umilił mi Jakub ze swoim przyjacielem (razem we 3kę byliśmy nie do przebicia pod względem sytuacyjnych LOLi i innych takich). Miasto oczywiście przygotowane na święta. I dworca głównego jakoś się mniej boję.

    Pojechałam uciec od showbiznesu. Tymczasem na basenie w Swarzeędzu spotkałam Toxic Noiz’a i jego dziewczynę ;)

    Na szczęście to ja podjęłam decyzję.
    Ominę Leszno.
    Co to za przyjemność „stać z boku i udawać, że mnie nie ma”? Co to za przyjemność udawać, że nie chce się rozmawiać, powiedzieć „hej, jak tam po ostatnim?”.
    Nie będę marnować sił na zbędny stres, a wiem, że nie zleje sytuacji. W sumie zlewać jej nie do końca powinnam, mimo iż nie jestem jej prowodyrką.
    Wole zmagazynować energię na ewentualną współpracę.

    Mam nadzieję, że do cholery, ktoś we mnie jeszcze wierzy.

    Mniejszym złem będzie pozostanie w Poznaniu zamiast wyjazd do Leszna na imprezę. Czemu? Bo tam ma być Ceziowa.
    Wtajemniczeni wiedzą, że przez jedną głupią babę miałam nie wejść na Independance. Weszłam.
    Chce jechać do Leszna na imprezę – też wejdę. Ale według ludzi z branży to mi może zamknąć furtkę na współpracę z MDT, bo mimo iż nie wszystkim podoba się syf, jaki wynikł BEZ POWODU (tzn. powodem jest moje hobby czyli clubbing, organizacja imprez, podglądanie takiej organizacji etc który przekłada się na moją energiczną osobowość która bardzo dobrze życzy agencji MDT). Tylko kto mi daje gwarancję, że do tej współpracy dojdzie?! Jeśli okaże się, że siedzę w domu na dupie tylko po to, aby usłyszeć „nie”, to się już konkretnie wkurwię.

    Drugie mniejsze zło – pojechać na sylwestra z zupełnie obcymi, nie związanymi z branżą ludźmi. Nie skakać w odjechanym klubie przy swojej muzyce. Odciąć się. O tym mówiono mi już dawno temu, ale ja wolałam nie słuchać.

    I chyba takie są konsekwencje. Moja ciekawość doprowadziła do furii kobietę, która kompletnie mnie nie zna. Ale ta kobieta podzieliła agencję MDT.

    Sarkazm? Chyba jednak muszę być kimś znaczącym w tym całym syfie, skoro sprawy tak wyglądają.

    ***
    W Poznaniu mam mieć randkę. I przez tą całą sytuację zamiast skupiać się na niej skupiam się na jednej wielkiej paranoi.


    • RSS