criminalist blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 1.2007

    …zrobiła się chlapa ;)

    Przywitałam Logana z sypiącym w oczy śniegiem na naszym uroczym dworcu PKP, był to piątek. I tak otóż zaczął się kolejny dzień spędzony razem. Ciut ponad dobę.

    A mnie dopadły kolejne problemy i niemoc odnalezienia samej siebie i ogarnięcia sytuacji. Dziadek mój mawia, że jak pojawia się przede mną coś problematycznego to unikam tego jak ognia, bo nie lubię niespodziewanych potyczek. I coś w tym jest. Tylko, że w kwestii związków to zawsze mi pierwszej zależało, żeby wszystko naprawiać, teraz nie wiem jak, po co, dlaczego…

    Ja się zmieniłam. Bardzo się zmieniłam w tej materii. Im bardziej zbliżam się w kierunku z napisem „gorące uczucie, zaangażowanie” tym mocniej hamuję. Moja trzeźwość umysłu mnie przeraża.

    O ironio, Ekipa jest Loganem bardzo zafascynowana, jeśli można tak to określić. Że wartościowy, że porządny, że „weź tego nie spieprz”, „on jest zaangażowany, ale nie martw się, czasem trzeba nauczyć się miłości bo nawet jak bardzo byśmy nie chcieli, może nam od razu nie wychodzić”.

    Ja nie chce teraz deklaracji. Żadnych. Pomimo tego, że w sobotę rano robiąc gofry (które zbyt płaskie wyszły) przeglądaliśmy paletę z kolorami farb i zastanawialiśmy się, jak pomalujemy mieszkanie. Wszystko było tak dalekie i abstrakcyjne, a ja mówiłam „to do łazienki”, on „to do sypialni”. A w głowie gdzieś nadal siedział rozsądek mówiąc „kobieto, nie poddawaj się emocjom za szybko, bo wiesz jak to się skończy”. Ale On chciałby, abym się im poddała.

    A może mój stan wynika z kręgu wydarzeń, które towarzyszom mi wciąż? Problem, czy jednak USA czy nie, nierozwiązana sprawa z szefową, dług, teraz jeszcze info ze Sunrise Festival będzie miał TAKI line-up i ja nie wiem co z pracą, jaką gdzie…
    I sen, że może jednak praca w Multikinie, i stos wróżb, kretyńskich babskich przepowiedni.

    Ja się zagubiłam. I jakoś nie mogę albo nie chcę się odnaleźć.

    Bo jak była tylko muzyka, to było mi lżej. Bo wtedy nie musiałam się z nikim innym liczyć. No, prawie.

    Że nikt idealny nie jest a to, co mnie spotkało bliższe niż dalsze ideałowi jest.

    Ja już wczoraj byłam lekko zaciągnięta tym jinem. I gdyby jeszcze 2 drinki nie wpuściłabym Go z rąk i nie odjechałby do Poznania ;)

    Przyjechał do mnie, niestety tylko na cały dzień. Definitywną oznaką ekscytacji był skurcz mojego żołądka, który postanowił definitywnie mnie dobudzić (zaraz po tym ja zrobiła to moja zrujowana kota drąc się, że fajnie by było jakby ktoś ją bzyknął).

    Nosi nas, oj bardzo nas nosi. I tak się zastanawiam, co będzie się działo za tydzień, na imprezie z Ekipą. Tak! Poznał ich, przynajmniej część, wczoraj i tak się cieszę, że wszyscy razem pasujemy do siebie jak puzzle układanki z miliona części (albo i więcej :P).

    Był Dzień Dziecka. Dosłownie. Nigdy mnie tak nikt nie rozpieszczał. Tylko szkoda, że jakkuzi sami dla siebie nie mieliśmy. A może i lepiej, strach pomyśleć co by się działo ;)

    Bez elementów zaskoczenia typu emocjonalnego też się nie obyło, zostałam odpowiednio bez uprzedzenia powalona szczerym wyznaniem, co wprowadziło mnie w stan osłupienia (kogo Hades zamienił w słup soli? I czy to był Hades? :>).

    Graaaaaaar! Czuję, że żyje.
    Ale jak to Nikoś ujmuje, czeka mnie znowu zetknięcie z prozą albo Prozac’iem życia, jak kto woli.

    …ale oddałam sprawy w ręce mamy. Tym bardziej, że szefowa do tej pory nie zadzwoniła do mnie osobiście tylko robi to jej pracownica. W momencie kiedy mama wypaliła jej z tekstem, że decyzją rodziców jest iż nie będę rozmawiać z szefową, Aga wyskoczyła śpiewką (oczywiście skopiowaną na wzór szefowej bo na nic własnego nie umie stworzyć ), że ja pełnoletnia jestem i że rodzice już nie mogą ingerować w moje sprawy. Na co moja matka „Tak? A podobno twoja szefowa też ma skończone 18 lat i jakoś nie potrafi się obchodzić z pracownikami.” :D

    Ta kobieta nie ma odwagi na konfrontacje bo wie, że czeka ją lincz. Ale skoro nie chce odzyskać telefonu i kluczy do biura…

    W momencie kiedy dowiedziałam się, że mam wysłać paczkę firmową na swój koszt, bo miałam to zrobić dawno temu, miarka się przebrała.

    W biurze od dawna nie było żadnej kasy na COKOLWIEK.

    Oczywiście szefowa nie odbierała telefonu, więc potraktowałam ją tak jak ona mnie – napisałam smsa.

    Szarpać się nie będę.

    ***
    Edit dnia następnego z rana…

    Odezwała się. Oczywiście nie zadzwoniła, nie odebrała, wszystko załatwiła sms’em. Typowe teksty w stylu „nie traktuje poważnie ludzi którzy myślą o pieniądzach bez efektów pracy”, „potraktowałam ciebie tak samo jak ty mnie” etc. Żenada. Chce kluczy do biura w piątek, na spotkaniu. I zastanawiam się jak to rozegrac. Czy oddac klucze czy powiedzieć że póki nie zobacze pieniędzy nie oddam ich. Ale wtedy może zacząć się jeszcze większa jazda.

    Moja cudowna szefowa nie zapłaciła mi jeszcze skromnej sumy 380zł, a raczej nie wpłaciła mi jej na konto Ery; te 380zł to koszta dzwonienia z mojego prywatnego telefonu komórkowego w jej sprawach, zanim otrzymałam telefon służbowy; efekt jest taki, że obecnie mam zablokowany telefon prywatny, nie mogę nigdzie dzwonic. Inna kwestia to cyrk jaki dzieje się u mnie w pracy, wieczne problemy z hostessami, stawanie na rzęsach żeby wszystko było ok i ja, w końcu na skraju wytrzymałości, schodząca z promocji na zaplecze i wybuchająca płaczem.

    Mam na głowie dług i coraz więcej obowiązków w pracy za śmieszne 600zł. I to nie jest już praca na pół etatu tylko na 1,5, jak to Bartuś ujął. Biuro + nadzór i koordynacja hostess + zapisywanie i obługa studentów przy programie Work & Travel, do tego poświęcanie swojego wolnego czasu na wyszukiwanie hostess jeśli jest jakaś awaria. Za 600zł.

    Na razie spróbuję rozmową. A jeśli nie poskutkuję, to stawiam pod ścianą. Albo zniesie ze mnie obowiązki, albo da podwyżkę i zapłaci pieniądze za telefon (co miała zrobic przed świętami). Inaczej ktoś inny będzie musiał ogarniac ten burdel.

    Nie jestem na zabój zakochana, mogę się opamiętać, potrafię się skupic na pracy, na nauce…Tylko na początku myliłam godziny zajęć i musiałam wracać do domu bo bałam się, że czajnika na kuchence nie wyłączyłam.

    Ale przecież dalej jest początek!

    Gdyby zastanowić się nad tym „nic specjalnego” można by dojść do następujących wniosków:

    a) przyzwyczajona do samotności, totalnego egoizmu i kompletnej ignorancji mężczyzn nie mogę się odnaleźć, poniekąd już zależna

    b) facet jest totalnie do kitu

    c) facet jest super, ale ja już zobaczyłam scenariusz za jakiś tam czas, gdzie już jest po wszystkim, dlatego moja postawa emocjonalna wyglądja jak wygląda

    d) jestem zablokowana, dlatego nie mogę dac się ponieść temu, co mnie spotkało

    A po objaśnieniu jednej kwestii, jaką jest to, że on dostał lekkiego pierdolca na mój temat i widać, że mu zależy, stara się i co gorsza – potrafi się rozleźć jak rozgotowane kluchy…

    e) po prostu mnie od niego odpycha, bo nikt nie lubi nadmiernej opiekuńczości, słodkości etc.

    W ostatnim przypadku można powiedzieć mi „Popatrz! Taka sama byłaś dla swojego ex i dla ex ex! Teraz zrozumiesz, jak oni się czuli, będąc przez ciebie wchłaniani i zamykani w złotej klatce”

    Z tą złotą klatką w owym przypadku przesadzam, ponieważ mieszkamy od siebie jakieś 214km pociągiem, 230 samochodem (tak, jest z Poznania) i nie ma żadnych zakazów, nakazów, szczególnie tych związanych z branżą i imprezami. No, przynajmniej narazie.
    Ale za to jest miód i lukier, które się rozlewały litrami, póki Go nie przystopowałam. I zadziałało :)
    W momencie, gdy zobaczyłam iż nie ma na dzień dobry „kochanie skarbie aniołku jakie to dla mnie szczęście normalnie nie mogę uwierzyc w to co mnie spotkało” (jednym ciągiem bądź pojedyńczo ale w niedalekich odstępach czasowych) – przestało mi by i wygodnie i „do urzygania”. I tchnęło we mnie pierwsze elementy tęsknoty, frustracji, niepewności, zastanowienia…Czyli pojawiła się jakaś tam adrenalina. Bo nawet jeśli facet robi masę rzeczy, które mnie kręcą, imponują mi, jest inteligentnym cynikiem (mam nadzieję że sporty ekstremalne w postaci sarkazmu też uwielbia), troszczy się, uwielbia etc – to mnie takie coś wykończy, ze względu na brak jakiejś tam dawki adrenaliny. Nie mówię tu o kłótniach, bójkach, fochach na lata i niewiadomo o czym. Tylko o tej małej dawce niepewności, o tych znakach zapytania, o jakimś oczekiwaniu…

    Kolejny wniosek – kobieto, a może ty sama nie wiesz czego chcesz?
    Coś w tym musi byc. Zygzy twierdzi, że powinnam sobie dac czas, aczkolwiek widać u mnie postępy. Stres związany z jego ostatnią wizytą w Szczecinie, wkurzanie się na brak smsów, fochy…
    Ale czy takie rzeczy są wyznacznikami?

    Tak, substytutem uczuc, wyższych emocji itp. stała się muzyka, imprezy, MDT. Na moje własne życzenie. Aczkolwiek prawda taka, że nie miałam szansy na poznanie normalnego faceta na imprezie (no, może miałam ale nikłe), dlatego ignorowałam wszystkich, chyba że to byli dj’je, MDT, znajomi z forum, z którymi ZAWSZE pogadam, ZAWSZE się pośmieje.

    I teraz sama nie wiem, czy to ze mną jest nie tak. Czy z Nim.

    Jakkolwiek. Jestem zaskoczona, że mogę wam zaprezentować kolejną próbkę.

    http://www.sendspace.com/file/dymzs5

    Albo full wypas w pozytywką i przytupem jak kto woli. Ja planowałam rozpocząc ten rok z rozmachem, ale żeby z takim?

    No Ateno, pora zejść na Ziemię, koniec beztroskiego życia >w pojedynkę :)

    Po półtora roku…


    • RSS