criminalist blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 3.2007

    Popatrzałam sobie wstecz, na notki z 2005 roku, kwiecień, mój związek z panem D. Ja byłam taka głupia czy taka zakochana?

    Nie mam pojęcia, czy potrafiłabym teraz tak pisać o kimś, z kim byłoby mi dobrze. Czy tak samo dobierałabym słowa. Chyba nie. Straszne, ja naprawdę dorastam.

    Ja? JA?! eeee… zapraszam do archiwum z początków działalności tego bloga, które biorą się chyba jeszcze z czasów liceum o ile się nie mylę (a przynajmniej jego końca).

    Chociaż w sumie prawdą może być – spoważniałam, zmieniłam sposób pisania (co wynikło z różnych przemian w mojej głowie). Nie zmieniło się na pewno jedno – jak już coś mi do głowy wlezie, to wyleźć nie chce – np. MDT i imprezy. Ale kurcze – chyba jednak też nie do końca.

    Niektórzy imprezują przez kilka lat, inni całe życie, jeszcze inni w ogóle, a ja mam swoje szalone półtora roku za sobą. Powodów może być wiele – instynktownie czuję, że w branży robią się kwasy, na które osobiście ochoty nie mam. Kwasy te spowodowały, że Szczecin zdycha, a o Krisie to ja sobie pomarzyć mogę (bo poza TrezORem to ja nie wiem gdzie on mógłby grać). Więc jak mieć ochotę na imprezy, jak wiecznie jakaś polityka, kasa, prywatne animozje i w rezultacie – brak dobrych imprez.
    Inna sprawa – że wszystko się kiedyś gdzieś tam kończy.

    Twardo stąpająca po ziemi to ja myślałam, że jestem w kwestiach damsko męskich. Może po prostu inaczej patrzę, nie dam ze sobą zrobić (przynajmniej własnemu facetowi, lol) tego, co ktoś ma ochotę zrobić za wszelką cenę. Nie dam sobie czegoś wcisnąć, nie dam sobie wmusić. Nadal pozostaje taka sama pod jednym względem (podobno to normalne u kobiet więc – UWAGA – jednak JESTEM kobieca :P ) – mam typowo kobiecie zgryzoty w odpowiednich momentach, nadal mnie zjada, nadal mężczyźni mają wpływ na moje zachowanie (nadal pier**** głupoty w towarzystwie kogoś kto mi się podoba a ja nie potrafię nic poradzić na to, że mi się podoba i że gadam głupoty – pomijając to, że ja ciągle gadam głupoty, prawda Bartusiu? :D).

    Ale nie ufam. Może mnie pierdolnąć na czyimś pkt, ale za cholerę nie uwierzę w szczerość jego słów, na wszystko przymykam oko. Z góry zakładam, że to wszystko to jedna wielka damsko-męska gra. Nie nauczyłam się jeszcze jednego – milczeć o tym. Bo skoro wszyscy wiemy, o co chodzi, to po co o tym mówić, skoro można to przemilczeć i olać.

    No właśnie. Ja nie lubię milczeć, gdy ktoś mi mydli oczy.

    Po prostu przestałam wierzyć w dobre intencje mężczyzn.

    W domu kolejna awantura. Chociaż takiej nie było od dawna. Bo nie pamiętam, kiedy płakałam.

    W takich chwilach dociera do mnie, że naprawdę nie mam do kogo i dokąd uciec, że jestem sama, a cały świat ma mnie w dupie.

    Paranoja.

    1 komentarz

    Przeraża mnie to, że ludzie potrafią siedzieć na czatach głównie związanych z tematyką seksu. Przeraża mnie to, jacy jesteśmy prości, jak mało nam trzeba, jak bardzo rajcuje nas gadka z nieznajomym – tylko zwykła rozmowa, bo przecież w rzeczywistości na większość z tego, o czym piszemy, nie byłoby nas stać.
    Odrzuca mnie to, co tam można przeczytać. Odrzucają mnie te paskudne ksywy, które ludzie zakładają tylko na potrzebę chwili. Naprawdę – już dawno przestaliśmy rozmawiać o innych rzeczach? Skończyły się nam tematy? Nie stać nas na nic więcej?

    Piszę tak, jakby to dotyczyło mnie. Nie siedzę na takich czatach – przynajmniej nie o takiej tematyce.
    Dziś znów zainstalowałam Tlena, wywaliłam wszystkich z listy poza kumpelą z roku, z ciekawości sprawdziłam ile osób siedzi na tlenowych czatach, i na jakich.

    Naprawdę, paranoja. Odrzucająca w dodatku.

    ***

    Czasami tak desperacko próbuję odnaleźć jednego człowieka. Udało mi się. Ale on milczy.

    Przecież to było jakieś 7 lat temu.

    Szczecin zdechł. Brak konkretnych imprez, przynajmniej dla mnie. MDT wyprowadza się z TrezORa na stałe, z resztą o tym, że to nastąpi, wiadomo było jak tylko dj Tomy zakończył współprace z tym lokalem. No cóż, wszystko się kiedyś kończy.

    Wybryka zrobiłam z sobie z okazji Dnia Kobiet, nie powiem, było miło.
    Dziwne tylko to, że owego wybryka postanowiłam mocno, ale to mocno poanalizować. Cóż, my kobiety tak podobno mamy i to całkiem normalne.

    Zygzy znów ze mną, czuję się bezpieczniej. Po sesji w sumie też, chociaż jeszcze zaliczenie gigant + niemiecki przede mną. W pracy luźniej.
    Zaczyna mi brakować dobrej imprezy, chociaż ciąży mi na oczach zmęczenie, zupełnie niewytłumaczalne.

    No i wreszcie słońce zaczęło się do nas uśmiechać.

    Niech już będzie lato, morze, woda, piasek, szum wiatru i krótkie sukienki.

    Zjebałam chłopa w smsie, że nasi wspólni znajomi już wiedzą o tym, że nie jesteśmy razem, a ze mną nawet nie raczył pogadać od czasu, gdy mnie po prostu olał.

    Więc dostałam maila. Pozwolę sobie zacytować fragment…

    „…Przez to jak mnie traktowałaś przestałem sie tobą przejmować i miałem totalny olew na ciebie myślałem ze sie domyślisz ze mam cię już dość…”

    Oto wypowiedź 27 letniego mężczyzny, pochodzącego z rodziny profesorskiej, doktoranta, pracownika UAMu.

    Cała zawartość maila to „jesteś zła, traktowałaś mnie jak śmiecia, nie doceniałaś mnie, moich starań” etc etc etc. Plus to, że zaczęłam do niego pisać dopiero jak on mnie olał.

    Cóż, ponownie pisać nie będę, iż do typa nie docierało gdzie leży granica między nadgorliwością a troskliwością, że robił wszystko tak jak on chciał (nawet mimo tego, że pytał mnie o zdanie, były ustalenia) i że puszczał fochy jak małe dziecko, kiedy starałam się mu wytłumaczyć wiele rzeczy. W tym momencie osoby to czytające powiedzą „ale wiesz, że potrafiłaś być za ostra”, więc napiszę, że i owszem, ale do tego człowieka nawet tłumaczenie delikatnie jak dziecku nie skutkowało.

    Temat dla mnie zamknięty, nie ma sensu wałkować. Cokolwiek by się nie działo, czy ja bym zawiniła bardziej czy on, to raczej mało cywilizowane jest po prostu od tak olać kogoś „bo wtedy dotrze do ciebie, że mam cię w dupie, jesteś bezwartościowa, przeciętna, wielka gwiazda” i chuj wie co. A, i że nie zasługiwałam na jakiekolwiek wyjaśnienia.

    Przypomnę, że facet po 2ch tygodniach związku wywalił mi, że jest we mnie wielce zakochany i to musi być miłość.

    LOL

    Trance Energy powaliło mnie jedynie cateringiem no i oczywiście samymi Holendrami, którzy mają zupełnie inne niż my podejście do życia (wyluzowanie, przyjazna postawa do innych ludzi, uprzejmość, tolerancja – i nie wynika to z zaćpania – im się po prostu lepiej żyje, bo mają państwo i władze na poziomie).

    Całą resztą nie odbiegamy specjalnie od Zachodu. Też stos syfu na parkiecie po cateringowych sprawach, kolejki tu i tam, syf w kiblu (np. potop na podłogach), płatne szatnie (w NL szafki depozytowe), wizualizacja i oświetlenie nawet nieco słabsze niż u nas (u nas to klubowicz jazdę robi jak nie ma 10 laserów, na main stage na TE było ich zaledwie 4 :] )…No i 90% składu dj’skiego było już w Polsce.

    Tak tak, jednak jest coś, w czym nadganiamy za Europą – to właśnie imprezy masowe.

    Nie obyło się bez akcji podczas podróży.
    LOL nr 1 – parking przy lokalizacji imprezy, stajemy przed szlabanem, bo na szlabanie ani wrzutu na monety ani parkingowego, nic. Jak już po połowie dnia obsługa imprezy podeszła, okazało się, że jak się podjedzie autokarem 5m dalej to się szlaban na czujkę otworzy..

    LOL nr 2 – po imprezie jakiś nieogarniający Holender chciał nam się wbić do autokaru – trza było go wywalić i spier… ;)

    LOL nr 3 – mało sympatyczne, ale prawdziwe. Jeden z naszych chyba przesadził z ilością dragów i rzucił się na kierowcę (autostrada w Niemczech, 200 km od granicy z PL, powrót z NL); autokar zatrzymaliśmy, typa się obezwładniło ale cyrk był jak wypuściliśmy go z autokaru – wyleciał na most przejazdowy nad autostradą i chciał skoczyć. Skończyło się na wezwaniu policji, która i tak nic nie mogła zdziałać, bo co zrobić z przećpanym Polakiem? Na granicy PL/DE odebrał go ojciec.

    LOL nr 4 – zostawiliśmy na jednym z postojów 2 osoby, bo które trzeba się było cofać 40 km. Tak, zorientowaliśmy się po 40 km ;]

    ***
    Matko, jeszcze egzamin z niemieckiego, projekt do napisania i zaliczenie jednego giganta na zalkę. Się zastrzelę.

    Chyba zaczyna mnie chwytać powolna ekscytacja na myśl, że już jutro znajdę się w Holandii :] Kto by pomyślał, że będę tam jeździc na imprezy.

    Za granicą jedna sprawa, w Polsce druga. Mam jakieś przeczucie, że w naszym kraju atmosfera wyjątkowo się kiepści, za dużo oczekiwań w stosunku do organizatorów albo za dużo obietnic ze strony organizatorów. Walka między konkurencjami sprowadzająca się do różnych dziwnych chwytów, która nawet mnie przestała bawić na poziomie „haha, pewnie szpiegiem jesteś”. W którymś miejscu takie rzeczy są po prostu mętne.

    Czy wspominałam, że jakiś inteligent zarzucił betonem, iż rozpowiadam na lewo i prawo bzdury w sensie, że pracuje dla MDT? Jeden wielki LOL i gratulacje dla tego, kto to wymyślił. Nie mam pojęcia, co chciał tym zdziałać.

    ***

    Tak tak, Logan nadal milczy, podobno nie odzywa się do nikogo, bo – cytuję – „jest zmęczony życiem”. Przypominam, iż ma 27 lat, doktorat pisze na własne życzenie, pracuje na uczelni też na własne życzenie, mieszka daleko daleko od cywilizacji (z dworca PKP jedzie się do niego półtora godziny) na własne życzenie i traci znajomości również na własne życzenie. Plus męczące wydarzenia w domu (też na własne życzenie, mógłby się od tego odciąć, ale po co, za leniwy jest). Facet idealny, nieprawdaż?

    ***

    W przyszły piątek mam nagrania. :)


    • RSS