criminalist blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 5.2007

    Shackowałam Win XP. Wedle wskazówek z jednego forum. LOL.

    A poza tym to smutno mi, bo nie mam do kogo napisać „kochanie, mam na ciebie ochotę”.

    LOL x 2.

    ***

    Aha, i podobno przedmiotowo traktuję facetów. To prawda?

    …kiedy na dupie trzeba siąść. Praca licencjacka ruszyła z kopyta – rozdział 3ci rozpoczęty wraz z analizą ankiet. Za mną również jest już jedna praca zaliczeniowa dotycząca raf koralowych – w końcu toż to sama przyjemność taki temat ;)
    Na horyzoncie pozostaje biogeografia wysp i eutrofizacja Zalewu Szczecińskiego (tak, kurwa jego pierdolona mać, jestem na turystyce ale chuj w to !!). Może jeszcze na coś się szarpnę? Ah! Zapomniałabym…w środę muszę 25 państw posiadać w swojej głowie, w tym część Afryki. Nic tylko się wziąć i zajebać. Czymkolwiek.

    I żeby nie było za wesoło, Welcome to… w tym roku nie odbędzie się. Moja nieoficjalna informacja to impreza Ministry of Sound z ramienia My Music i Ekwadoru (po raz kolejny się zajebać) owszem, 23 czerwca. Nie wiem ile żyć pozostaje po zajebaniu się 2 razy, ale 3ci też skorzystam, bo owego dnia mam…kolejne czasostratne szkolenie na oficera łącznikowego !! (tak tak, przeszłam ten debilny test…).

    Byle do lipca i wyjeżdżam w pi-zdu do Kołobrze-gu. Na 1 miesiąc, niestety. I żeby nie było mi za dobrze, poczytam sobie całe 3 lata wstecz materiałów z uczelni, coby do Poznania się dostać.
    No tak, już tak sobie zadecydowałam, że to Poznań będzie. Zaocznie. I nie, nie mam zamiaru tam dojeżdżać. Mam tam zamiar MIESZKAĆ, PRACOWAĆ, IMPREZOWAĆ i STUDIOWAĆ.

    Neevald to się chyba załamie a Terytorium zamkną. A potem Arenę wyburzą a MDT splajtuje.

    Tak więc, uśmiech na pysk raz!

    Wiedziała, że pobyt w Poznaniu tak się skończy. Ciuchy, Ikea, kosmetyki…:> A potem dopiero imprezy :D Coś mi się poodwracało ;)

    Juwenalia były całkiem całkiem. Scena – jak na darmową imprezę wyglądała przyjemnie (a’la Welcome to…2005; btw dotarły do mnie przykre wieści ze Welcome w tym roku nie będzie a Ministry of Sound robi My Music :( ), tyle tylko że jak to na wszystkich darmowych – masa wiochy, dzieci i jeden wielki ścisk, szczególnie pod sceną (gorszy niż na Sunrise…).
    Above & Beyond zagrali znacznie lepiej niż na Sensation White, więc warto było jechać, ale Tocadisco…mmmm! Zmiótł mnie swoim remiksem „Mas que nada” Black Eyed Peas z Sergio Mendesem. Mocne electro ze wstawką z oryginału w/w wersji.
    Jerry i The Menace…bo ja wiem…

    I wczorajsze sobotnie Terytorium. I Neevald. I dobra impreza, aczkoliek nie nastawiałam się na takie mocne kawałki (mocne na miarę Neevalda oczywiście). Bo lżej i „od serca” to jest we wtorki. A we wtorki to ja pracuje :P

    ***

    A wogóle to ja więcej tu nie przyjadę. Najpierw podczas zakupów spotkałam dj R@dcka, w nocy na Starym Rynku jednego z ochroniarzy imprez Krisa (i nie tylko jego), w Terytorium w noc Juwenaliów koleś do mnie „ja z Tobą jechałem na Sensation !!” a w Media Markt kolejnych klubowiczy…Dobrze, że nikt z MDT mi się nie nawinął. Najwyraźniej wiedzieli, że trzeba się chować, bo przyjechałam ;]

    ***

    Dygresja damsko-męska.
    Wychodzi na to, że wersja „Poznaniak, przed 30tką, lubiący komiksy Marvela i pracujący na uczelni plus jeszcze jakieś inne swoje zajęcie” – jest totalną pizdą. Więc nigdy więcej ;)

    Nie ma to jak pisac na kompie z angielskim XP ;)

    Dzwonilam dzis do szefa sanatorium, w ktorym pracowalam w wakacje na basenie – w sprawie wlasnej. Dostalam przy okazji pytanie, czy chce na lipiec do pracy przyjechac. No i zwiecha.

    Decyzja na Kolobrzeg oznacza rezygnacje z pracy w Mc Donalds, bo raz, ze zaraz po lipcu sa TTSR’y, a na pol miesiaca nie oplaca mi sie wracac (max. poltora, chyba ze we wrzesniu juz gdzies tam nie bede). Bo plan nadal aktualny – studia poza Szczecinem. Poza tym musze sie wykazac wypasiona samoorganizacja – egzamin na sternika + obrona + papiery na magisterskie…i wogole sam wybor magisterskich. Chyba jednak skusze sie na Poznan, ale…Ale sama nie wiem. Gdyby nie TTSR bez dwoch zdan jechalabym do Kolobrzegu (w koncu Amfiteatr i SF pod nosem ;) ) ale dylematem jest wszystko to co na raz do okola. Chcialam po pracowac w Macu, skoro przedluzono mi umowe. Chyba ze faktycznie – urlop na poltora miesiaca i potem wroce, bo nie wiadomo, co tak naprawde sie wydarzy. A moze potrzebne mi bedzie przeniesienie, jesli faktycznie Poznaniem sie to zakonczy?

    Dylemat jest. Bo jestem na skraju zakonczenia pewnego rozdzialu w moim zyciu.

    Nie umiem przygotować szpringu rufowego i cumy rufowej. No szlag mnie trafia. A to, jak się czuję, obnażając swoją niewiedzę przed kursantami i przede wszystkim – prowadzącym (ekhem…) – dobija mnie już totalnie.

    Jestem przemęczona i pragnę tydzień lenistwa. Nie da się. Wróciłam z manewrówki, powinnam pisać licencjat. Nie chce mi się.

    Chcę piątek. Chce poznańska Maltę i Terytorium. Chce 3 dni imprezy pod rząd. Do zajechania.

    Egzamin z niemieckiego…na 3. Zrobiłam awanturę. Wkurwia mnie to, że ludzie mają 5 a nie dogadają sie z Niemcem za Chiny. Ja mam 3. Bo pierdzielą mi się rzeczy w stylu „der die das dem den” i cholera wiec co jeszcze. Ale jako rekompensatę mam kolejny fakultet załatwiony, wystarczy napisać pracę i finito.

    Kolejny facet okazał się skończonym frajerem, widać, nawet na długoletniej znajomości nie można polegać i zaskoczeniem nie powinno być usłyszenie tego, czego się nigdy po drugiej osobie nie spodziewaliśmy. Tym razem nie dałam sobie kategorycznie wejść na głowę, dałam jasno do zrozumienia, że nie będę nic podawać na gotowca i czekać łaskawie na spotkanie. Nie jestem zabawką ani zapchajdziórą.

    ***

    Odliczam dni do Juwenaliów w Poznaniu.

    ***

    Przedłużono ze mną umowę w Mc Donalds. Na rok.

    ***

    Jutro test na oficerów łącznikowych.

    ***

    Robię kurs na sternika jachtowego.

    Jak to jest, że jak już się odzywa ktoś, to odzywa się ich nawet 2ch, a tak to żaden nie ruszy nawet palcem? Chciałabym ten mechanizm zrozumieć.

    Poczytuję ostatnio „Dlaczego mężczyźni wolą zołzy” – jest tam napisane wszystko to, co przez ostatnie lata powtarzał mi mój kuzyn (patrząc, jak rozpadam się na kawałki bo nie wiem jak mam ratować swoje związki – o ironio, nie pozostawało mi nic innego jak kopnąć delikwenta w zad). Bunia zapytała mnie o jedną ważną rzecz – jak długo można zgrywać zołzowatą, nie rozmawiając o swoich uczuciach? Jak długo można zachowywać się z dystansem tylko po to, aby mężczyzna chciał się z nami spotykać? Nie wiem, może zapytajmy mężczyzn.

    Bart natomiast zastanawia się, czy aby ja na pewno potrzebuję mężczyzny. Mam ich przecież ciągle do okoła. W branży. Na imprezach. Wieczny przemiał różnych postaci, o różnych cechach charakteru, gabarytów i sposobach bycia.
    Druga kwestia to było już stwierdzenie – ja nie jestem w stanie być z kimś dłużej. Nie dlatego, że nie chce. Chodzi właśnie o to środowisko, w którym się kręcę. Mam faceta, nagle pojawiają się nowi ludzie, ja popadam w fascynację, zastanawiając się (nawet podświadomie), czy ten, z kim jestem, faktycznie jest warty zachodu. Potem coś odpierdalam, facet zaczyna zachowywać się jak idiota, wszystko się rozpada (oczywiście pomijamy przykład zakompleksionego Logana który chyba sam ze sobą nie mógł dać sobie rady a pierdoliło się przez to, że to ja – dla odmiany – nie mogłam znieść nadgorliwości z jego strony. Whatever). Jest tylko jedna rzecz – kiedyś byłam z facetem jak tylko długo się dało, wierząc w to, że wszystkie cechy jego charakteru i to, co mi się nie podoba – zniknie, albo zmieni się na lepsze. Teraz jest odwrotnie. Nie godzę się na coś takiego. Dla wielu to złe, ale pomyślmy sami. Kim bylibyśmy bez własnych pragnień, własnych wizualizacji i własnego zdania? Nikim.
    Nie chodzi tu o szukanie ideałów, bo takowe nie istnieją. Ale to nie znaczy, że należy cieszyć się z czegokolwiek, co wpadnie nam w ręce. Owszem, można popracować nad tym co się ma. Ale jeśli uważa się, że nie warto wkładać w to siły (bo – patrz wyżej – facet i tak ma kompleksy – albo i tak jest egoistą, albo i tak nie porzuci kumpli dilerów, albo…)? To ja dziękuje, wole iść na kolejną imprezę i dobrze się bawić, niż siedzieć w domu myśląc, co zrobić, aby on się zmienił.

    ***

    Z wesołych wieści, to piątkowa impreza była dość vipowska ;P Mało ludzi. I chciałabym stwierdzenie „Neevald wie, jak zrobić mi dobrze” ująć inaczej, więc ujmę – „grał tak, że od razu chciało mi się tańczyć” ;>
    Byle do 18 maja, byle do Juwenaliów w Poznaniu.
    Do Szczecina przyjeżdża Westbam, płakać się chce.

    Będąc jeszcze w podstawówce, utożsamiałam każdą osobę z mojej klasy nadając jej imię/ksywę postaci z jakiegoś anime. Dewiacja została mi na starość – najpierw z Ekipy chciałam stworzyć Rodzinkę Marvela, teraz sama miotam się pomiędzy postacią Jean Gray jako The Phoenix a Rouge (obie z X-Men’a). Cóż, inne kobiety miotają się pomiędzy tą a inną parą butów, ja miotam się pomiędzy decyzją o prostowaniu czy też kręceniu włosów :D Tak tak, jakbym nie posiadała większych problemów ;) Zdziecinniała 22 latka…

    ***

    Na skrzydle od szafy powstał kolejny rysunek. Nikogo nie zaskoczy wiadomość, iż jest to komiksowa postać Jean jako The Phoenix ;)

    Nie zdziwi też nikogo, iż kolejny facet okazał się niewypałem i trzeba podjąć stosowne kroki zmierzające do zapodania mu kopa w dupę. Raczej się nie przejmie, ale ja przynajmniej będę miała o jeden problem mniej.


    • RSS