criminalist blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 6.2007

    Witamy w Kołobrzegu.

    Drogę w pociągu umilały mi drące się i biegające po wagonie maluchy. Niestety, będąca z nimi kobieta nie była ich matką i po kilku próbach uspokojenia ich dała sobie spokój. W końcu ja kulturalnie poprosiłam o uciszenie małolat. Też na nic. Na 5 min przed miejscem docelowym przypomniało mi się, iż moja książeczka ratownika została w domu ;]

    W sanatorium skład ten sam. Pokój tym razem posiadam wielkosc 3×3. Poważnie. Łóżko 1 osobowe, szafa, mała szafka, stół, krzesło. lodówka, czainik, 2 szklanki. LOL. Będę walczyć o większą kasę za coś takiego.

    Szykuje się ciekawy lipiec. W zaprzyjaźnionym pubie jako dj pracuje kumpel, więc będzie wesoło. Istnieje też dobra opcja na dogadanie się z innym ratownikiem który pracuje u nas na rano, aby zasąpił mnie na 2 ostatnie godziny pracy w kilka czwartków, żebym mogła do Mielna pojechać. Brzmi sensownie. No i oczywiście zastępstwo na Sunrise Festival.

    Tzn. ona sama odeszła. Pchana ku temu wewnętrznymi kaprysami i potrzebami.

    Źle mi.

    Ojoj.

    2 komentarzy

    No to zakończyłam pewien etap edukacji. Jestem pani specjalistka ds. turystyki i rekreacji o stopniu licencjata. Obrona na 5, na dyplomie będzie 4.

    Dziś ogarnęła mnie panika, bo UAM życzy sobie 2tyś za semestr na zaocznej turystyce, ale jeszcze większe załamanie dopadło mnie jak pobuszowałam po stronach uczelni na Wyspach. Chyba jednak na ten Poznań będzie mnie stać. A wyjechać i tak kiedyś wyjadę.

    Teraz ogarnia mnie bezczynność. Za tydzień będę już w Kołobrzegu (mam nadzieję). Póki co zaczytuję się w „Odwecie oceanu”. Jakieś 950 stron.

    Bronie się w piątek. Czyli jutro. To ta dobra nowina. Pomijam milczeniem co się działo we wtorek jak walczyłam o ostatnie wpisy i jak miałam wszystkiego serdecznie dość.

    Zła nowina…noga do kasacji. No może do kasacji nie, bo chodzę, chwilę pobiegnę, ale to drugie definitywnie nie wskazane. Nadal boli mnie biodro – z tym jeszcze nie wiadomo co należy zrobić. No i znów kolano, znowu kontuzja. Czyli reasumując – zakaz chodzenia do pracy.

    Martwię się. Ratownik musi być całkiem sprawny, a wyjdzie na to, że to ja wyląduje w sanatorium na rehabilitacji.

    O 13 będę miała kolejny wpis, zostaną jeszcze 2 oraz zaliczenie praktyk. Zastanawiam się, co jest najmniej realne, jaka jest szansa na zaliczenie praktyk na podstawie umowy wstępnej i z biurem, i z hotelem oraz ich opinii na mój temat, podanych również na papierku?
    Jakie są szanse na uzyskanie wpisów z fakultetów, na które napisane prace powinnam oddać dawno temu, a chcę otrzymać wpis do indeksu od reki?

    Jeśli powyższe się uda, będę mogła się spokojnie obronić w nadchodzący piątek.

    ***

    Zapalenie mięśnia mnie dopadło. Raz chodzę, raz nie, raz mogę wstać, raz nie mogę. Z tej oto okazji nie ma mnie w pracy 3 dni. Nie wiem tylko na co kuracja, skoro we wtorek idę do roboty na jakieś 10h.

    ***

    Myślę też jak pogodzić opijanie obrony z Nocą Multikina i szkoleniem oficerów łącznikowych dnia następnego, oczywiście z pracą zaczynającą się w trakcie szkolenia. LOL.

    Jak wiesz, że jak ktoś chce, to zawsze Ciebie znajdzie, ale mimo wszystko przy spotkaniu po dłuuuuugim czasie (cisza z jego strony) nadal wciska Ci, że nie, że jak, bo przecież kontaktu do mnie nie ma.

    Cóż, zła odpowiedź. Przecież obie wiemy, co porabiam i gdzie jestem. Nie tylko w Sieci.

    No i komu tu zależy bardziej?

    Taki to już trzeci. Praca jako oficer łącznikowy na III Zlocie Olditmerów w trakcie Dni Morza.

    Duma.

    Było bosko. Było fajnie. A Oficerowie Łącznikowi potrafią sobie poradzić i bez łosiów z góry.

    Skończyłam licencjat, muszę tylko jednego bawoła w tekście poprawić, przez co czeka mnie zakopanie się w książkach Książnicy Pomorskiej.

    Nadal chcę już lipiec.

    Żyję, żyję. Po prostu konstruktywności brak. Głowa boli mnie częściej niż ustawa przewiduje, do tego natłok obowiązków. Chciałbym wszystko rzucić w kąt, olać, nocować nie u siebie, gdzieś tam, daleko, poza domem. Więc byle do lipca.

    O ten lipiec to się wiecznie z matką kłócę. Mając w głowie wspomnienia jej wyczynów z zeszłego roku naprawdę nie mam ochoty aby zjawiała się u mnie co tydzień w Kołobrzegu. Chce odpocząć, robić co i jak chcę, przygotować się do zmiany życia, do kolejnego etapu. A znając moją matkę, raczej mi to uniemożliwi.

    Zassałam nowego Tomb Raidera. Re-make pierwszej części gry, w którą nie grałam, jedyni widziałam. Widać, że to stare dobre czasy, więcej skakania niż strzelania (mogłoby tak ciągle być), gra dla inteligentnych ludzi którzy potrafią kombinować.

    Otworzyli nowy lokal z miesiąc temu. I klub dotarł do mnie. Tak jak ja gdakałam reklamując TrezORa czy Intro na zasadzie „bo ja się tam bawie, jest taka i taka impreza” opis tu, opis tam, wzmianka tu, etc etc, tak i ten klub ma swoich „wspomagaczy”. Różnica taka, że oni rozkręcają lokal od zera. Mam wrażenie, że i ja ulegnę.
    Propaganda muzyki klubowej, w tym muzyki trance, dawno już wymarłej w naszym mieście. Rozmowę rozpoczęłam więc od dołującego monologu o pokoleniu RMF Maxxx, co to Pakito-szito słucha. Ale skusiła mnie wzmianka o tym, co tam się gra, jakie kawałki, jakie tytuły. I może wykażę się znowu skrajnym sado-masochizmem i w trakcie Dni Morza i pracy na Zlocie Oldtimerów zaliczę sobie imprezkę w sobotę, chociażby po to aby się zorientować co i jak.

    A praca licencjacka się piszę. Muszę to cholerstwo w tym tygodniu skończyć, coby bronić się przed wyjazdem. Kurs na sternika jest sobie bo jest, na zasadzie konsultacji telefonicznych. Egzamin również w trakcie Dni Morza, więc daje sobie spokój. Kurs zawsze będzie wpisany, nie przepadnie, egzamin zawsze będzie można zdać. No no, byle by się to nie skończyło jak z prawem jazdy – ale to planuje zdawać sierpień/wrzesień, coby do Poznania już z kolejnym plastikiem w portfelu jechać.

    I tak to sobie, życie, leci. Larowato Crofowato. Idę pograć. Niby na odstresa, ale samo bieganie po ciemnych jaskiniach mnie stresuje.


    • RSS