criminalist blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 7.2007

    Babki mawiały, że prawdziwa twarz faceta wychodzi po alkoholu. I miały rację. Ja natomiast wczoraj, niekoniecznie specjalnie, odkryłam nową formę testu męskiego sposobu bycia. Otóż zafundowałam sobie nowe tipsy z zakończeniami w kolorze róż (pod warstwą żelu oraz żelu brokatowego róż powoli wpada w fiolet ale obstajemy iż pierwotnie jest to róż, taki fest róż). Ów kolor uwielbiany przez facetów zwykle nie jest, alternatywne kobiety tym bardziej (o czym panna Zuza też dawała mi do zrozumienia ale ona przynajmniej stara się to tolerować). Ale do rzeczy.
    Prawdziwa twarz mężczyzny wychodzi w momencie, w którym doliczamy się ilości razy, w których doliczyłyśmy się wypowiadaną niechęć do naszych nowych tipsów. W moim przypadku usłyszałam to nie raz, nie dwa, nie trzy, a więcej, przestałam więc liczyć i usłyszałam, że z pewnością będzie to powtarzane nie raz, bo się nie podoba i koniec. Poprosiłam o odwiezienie do domu, nie miałam ochoty spędzać wieczoru z kimś, kto jest apodyktyczny, i zamiast dać sobie spokój z przypominaniem mi o tym jak jemu bardzo, ale to bardzo nie podoba się ten róż i powiedzieć „są okropne ale najważniejsze, że tobie się podobają, bo to ty je nosisz, nie ja”, non stop PIERDOLI, że są fe, be, e, me, se itp. Dziękuję, postoję.

    Morał?

    Niekoniecznie tyczy się to różu, niekoniecznie tipsów, niekoniecznie naszego wyglądu zewnętrznego (mogą to być nasi znajomi albo whatever) – jeśli facet milion razy powtarza, że coś mu się nie podoba i SAM DO TEGO WRACA, to raczej należy myśleć o kopnięciu go w dupę. I nie myśleć nawet o zmienianiu czegokolwiek dla niego w takiej właśnie sytuacji. Wszystko ma swoje granice.

    ***

    Widziałam „W świecie kobiet” z Meg Ryan. Bomba.

    Ostatnio tak jakoś o blogu mi się zapomina.

    Mam się ok, pomijając rozmowę kwalifikacyjną która jest 28 lipca. Na mgr w Szczecinie.

    Sunrise w toku. Jednak pierwszą noc opuściłam o ok. 2. Nie chciało mi się zmuszać do zabawy. Usłyszałam tych, których usłyszeć chciałam (Erick E oraz Erwin Spitsbaard) i starczy. Tak tańczyłam, że kolano siadło, o stopach nie wspominając.

    W czwartek zaliczyłam bifor party w Mielnie w klubie Senso. I pojechałam tam również z powodu Erwina ;) Cóż, niektórych spotyka się raz na JAKIŚ czas. I po raz kolejny upiekło mi się bez zbędnych kosztów – w obie strony zostałam odwieziona.

    Włosy mają się dobrze.

    Rezygnuję z pracy w Mc Donalds.

    Mam czerwono-wiśniowe włosy z przebłyskiem blond pasm. Wyglądam REWELACYJNIE.

    O.

    No to odbiło mi totalnie.

    Składam papiery na zaoczne do Gdańska. Na Uniwersytet. Na OCEANOGRAFIĘ. Pomijam fakt, iż leżę i kwiczę z fizyki a chemii kompletnie nie pamiętam (a są to na owym kierunku przedmioty podstawowe), ale co tam. Od czego są korepetycje. Zasady przyjmowania to konkurs świadectw, więc z tym nie będzie problemu. Więc np. turystyka magisterka dziennie w Szczecinie a w Gdańsku oceanografia zaocznie. Poznań odchodzi w niepamięć, ale chyba wolę taką koncepcję, niż jedne zaoczne + praca i taka nicość. Nicość? U mnie? Ano, patrząc na moją apatię totalną…
    Odreagowuję w sumie ostatnie pół roku, a może i więcej. Wczoraj po raz pierwszy od dawna szalałam tak naprawdę. I upiłam się jakimiś 400ml białego półsłodkiego. Na plaży. Na kocu. Nie sama. A potem tańczyłam, śpiewałam, wygłupiałam się. Nie sama.

    Będę studiować dwa kierunki, o!

    Dziś rozpoczęłam walkę z żylakami za pomocą kąpieli ozonowej. Zobaczymy ile mi to da. Ale wątpię, aby zniknęło to, co już się pojawiło.

    Z kolanem problemów brak, ale za to znowu wysiadają mi mięśnie ud, tym razem w lewej nodze. Nie wiem co mi jest, przeraża mnie to i nawet nie wierze już w pomocną dłoń basenu. Dodatkowo zaczęło mnie boleć lewe ramię. Staję się kaleką w wieku 22 lat. Czyżby odbijało się na mnie ostatni pół roku? A może ostatnie 2 lata? Życie na maksa, łączenie uczelni z pracą, treningami, imprezami a ostatnio stres związany z zakończeniem studiów, teraz kolejne egzaminy, szkolenia oficerów łącznikowych na Finał The Tall Ships Races…

    Staram się odpoczywać ale raczej bardziej zamulona jestem. Wygasiłam się. Ktoś kiedyś mi mówił, że tracę energię na zbędne rzeczy i chyba miał rację. Tylko pojęcia nie mam, jak przywrócić ją z powrotem. Podobno schudłam, spoważniałam. Może życie tak mi dało po dupie?

    ***

    Nie lubię zapeszać. Zawsze jak poruszam temat facetów, to się rozpierdala.
    Mogę jedynie powiedzieć – jest postęp, nie rzuciłam się w wir lekkomyślności tylko postanowiłam rozpoznać teren. I czuję się jak dziewica, która odda się temu jedynemu, po ślubie. Mimo wzlotów i upadków, czuję się wyciszona. Nie boję się, że lód po moimi nogami pęknie. Ale nie mogę też pewnie stwierdzić, iż zamiast lodu jest to wietrzna zmarzlina. Nic nie jest pewne. Co ma być, to będzie.

    ***

    Ze względu na dość osobliwe okoliczności postanowiłam wgłębić się w procesy erozyjne wybrzeża w Kołobrzegu. Nawiązałam kontakt mailowy z kierownikiem Zakładu Geomorfologii Morskiej na swoim byłym wydziale a także skontaktowałam się z firmą, która zajmuje się usypywaniem plaży na nowo.
    Zastanawiam się, czy ku wykorzystaniu tych osobliwych okoliczności nie pcha mnie książka, którą zaczęłam czytać 22 czerwca (z przerwami) – ma ponad 900 stron, a ja już przeczytałam ok. 650….Tematyka geograficzno-biologiczna . „Odwet Oceanu”. Dla fanów „The Day After Tomorrow”. I bynajmniej nie chodzi on sztywniacki temat Epoki Lodowcowej.

    Biorąc powyższy fakt pod lupę śmiem twierdzić, iż kreatywność mnie nie opuszcza. Wręcz przeciwnie, pragnę urosnąć w swoich oczach i pokusić się o stwierdzenie, że sama siebie zaskakuje swoją inteligencją. Ale tak to jest, jak osobliwe okoliczności związane są z jedną z najsilniejszych pasji w moim życiu.

    ***

    Zaczęłam myśleć o karierze naukowca i przekwalifikowania się na zakres geografii morskiej. Naprawdę przerażam samą siebie. Ale to chyba taka wizja w razie gdybym miała pewność, że nie wejdę w posiadanie rodziny, której mogłabym skrzywić życie swoim spaczonym nauką mózgiem. W końcu wiemy, na co stać naukowców.
    Spodziewałam się po sobie wszystkiego, ale nie takiego pomysłu na życie.

    ***

    Miłość to rzecz wyimaginowana, stworzona na potrzeby znalezienia synonimu dla międzyludzkiej chemii. To straszne, zero w tym romantyzmu. Ale pchana wywodami naukowymi nawet w materii uczuć doszukuję się naukowego wytłumaczenia. Hormony, feromony, zależności, chemia. I koniec. Związki w ciele, które powodują takie a nie inne odczucia.

    A pomyśleć, że zanim będę mogła grzebać w takiej literaturze, czeka mnie przeczytanie Kompendium Turystyki na egzaminy…

    Wieczna nauka. Jakby zliczyć to, ile egzaminów w swoim życiu miałam…

    ***

    A co jeśli naprawdę poważnieje?


    • RSS