criminalist blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 8.2007

    Pozostawiam bez komentarza.

    http://di.com.pl/news/17410,Polska_Wiezienie_za_brak_rejestracji_strony_lub_bloga_w_sadzie.html

    Jest wiśniowa czerwień! Kolor fenomenalny. Natomiast ścięcie definitywnie zjebane. Czytaj – pchnęłam się pod nożyce raczej amatorce w kwestii awangardy. Bardzo dobrze, że Izuś jest, że wtorek tuż tuż i że boki bardziej wycieniujemy. Generalnie to włosy się skróciły przez zasrane końcówki, ale cóż poradzić. Więc Jean Gray to ze mnie może za kilka lat będzie, jak mi włosy urosną i nie przejdzie mi faza na taki kolor, co niestety – bardzo wątpliwe jest. Więc na razie można ze mnie Black Widow zrobić…

    Chyba nikt nie lubi, jak inne oczy spoglądają mu zza pleców. Tak jest i teraz. Zostałam zmuszona – paranoiczną sytuacją w mojej pracy, którą na szczęście kończę za miesiąc – wynosić się do kafejki. I jak tu pisać o najmniejszych szczegółach swojego życia intymnego?!?! ;]

    Z każdym dniem dowiaduję się coraz więcej o mężczyznach. I z każdym dniem coraz słabiej ich rozumiem. Padają na pysk wszystkie logiczne wytłumacznia na dane zachowania tej właśnie płci i nie zawsze rodzą się nowe.

    To, co wydarzyło się ostatnio w moim skromnym życiu, mimo iż zaczęło się rewlacyjnie (nie ważne że miało się skończyć po kilku godzinach) okazało się być bliskie telenowelom brazylijskim. Tak więc ostrzegam – faceci sypiający z kobietami w ilościach hurtowych mają NIERÓWNO pod sufitem.
    Pewnie żadne to odkrycie, ale akurat takich nierówności to ja osobiście jeszcze nie spotkałam u mężczyzn.

    Dodatkowo akcja ->moja psychika vs moje ambicje<- w toku. Chodzi mianowicie o moją reakcję na to:

    http://geoinfo.amu.edu.pl/wngig/informator/Z_TIR_2L_SUM_tematy.htm

    a moje ambicje. Łatwo się domyśleć, iż wpadłam w histerię natychmiatową i zbieranie mi się do kupy zajęło trochę czasu. Na szczęście ambicje wygrały – po ok. 40h na nogach bez snu (snu w pociągach nie licze bo co to za sen) w ramach wyjazdu do Szczecina i Poznania + pracy zaraz po powrocie do Kołobrzegu) podjęłam decyzję o ponownym wyruszeniu do Szczecina w celu otrzymania pokaźnego kartonu notatek z całych 3ch lat naszej kochanej turystyki.
    Dorzućmy do tego telefony z Univ Gdańskiego, który odrzucił moją kandydaturę na oceanografię (wytłumaczę – trzeba było się zarejestrować przez sieć, podać wyniki ze świadectwa maturalnego, na tej podstawie przyjmowali, więc teoretycznie człowiek już był, tylko jeszcze trzeba było w terminie papiery dosłać), ponieważ nie przysłałam oryginału świadectwa dojrzałości. Jak mi ktoś powie, jak miałabym to zrobić, skoro dyplom licencjata jeszcze nie kompletny i nie ma szans na wyjęcie jakichkolwiek dokumentów z dziekanatu mojego wydziału w Szczecinie, to będę wdzięczna. A że oceanografia zaoczna, muszą miec 30os. a ze mną mieli 28, a nawet już 27, bo ksero świadectwa potwierdzone przez liceum to…nie świadectwo, kopnęli mnie w dupę. Pozwolę sobie jeszcze dodać, że raczyli mnie o tym poiformować telefonicznie, zaraz po przypadkowym spotkaniu z moim dziadkiem w szczecińskim tramwaju i wysłuchaniu jego monologu na temat „po chuj ci ta oceanografia”. Tak więc generalie – będąc już na PKP w Szczecinie, na schodach do kasy w celach kupna biletu do Poznania – siadłam se na owych schodach i zaczęłam beczeć.

    Reasumując – póki co dzienne uzupełniające w Szczecinie, ale ambicja walczy jeszcze o Poznań zaocznie. Oceanografia poległa przez biurokrację (żadna nowość w naszym kraju).

    A po co ten Poznań? Bo to wtorek był…
    Bo ja i tak jechałam do Szczecina do dziekanatu (od wtorku otwarty) więc sę zęboleczenie do tego dorzuciłam i już był pretekst na dłuższy wyjazd. Kolejnym powodem okazała się randka (trauma opisana na samym początku tej notki) no i oczywiście bal w Terytorium przy nutach Neevalda. Ale kurwa mać – za nic nie spodziewałam się, że podróż Poznań – Kołobrzeg osobowym jest tak trudna do zniesienia. 4tego września planuję ją powtórzyć…

    Innych wesołych wiadomości w sumie brak, bo żadną rewelacją nie będzie fakt, iż znów społeczeństwo z branży klubowej pierdoli sobie coś tam na mój temat, tym bardziej, że się ostatnio nie udzielam. Najwyraźniej tęsknia.

    Za mną jeden z najokropniejszych dni mojego życia. Poza wysłaniem papierów do Poznania i Gdańska na uczelnię oraz Transformersami (chce takie do domu !!) dzień można uznać za jeden wielki koszmar.

    Począwszy od wejścia w posiadanie kolejnej dawki wiedzy na temat mężczyzn („dorosnę kiedy będę musiał” – takiego typa zostawiłam i opisywałam w poprzednich notkach) na awanturze z matką skończywszy (w awanturę uwikłani są również inni pracownicy Sanatorium). Kobieta nie rozumie, że ja tu w pracy jestem a nie na wakacjach i przebywanie u mnie po raz kolejny i to cały tydzień pod rząd jest delikatnie mówiąc niesmaczne. Interwencja ojca również nie pomogła – matka nie odbierała od niego telefonów.

    Jak ja się do Poznania nie dostanę to się chyba powieszę.

    Wbiłam się na tlenowy czat o tematyce seksu. Se siedzie i sobie patrzę na męskie reakcje na mój nick. Jeśli facet potrafi zagadać czymś ambitniejszym niż „masz kamerkę/skąd jesteś/ile masz lat/jak masz na imię/jak lubisz/zrobisz loda?” etc, to konwersacja ma szanse na pójście dalej. Jeśli faceta na to nie stać, jego problem, niech spierdala.

    Nie, to nie jest żadna próba zemsty na rodzie męskim. Bo niby za co?
    Jak każdy user tego śmieciowatego świata jakim jest Internet, szukam sobie znajomych do konwersacji bądź dalszej znajomości. A wbrew pozorom na czacie o takiej tematyce łatwo takich ludzi (facetów m.in.) przeczesać jak przez sito – poprzez prezentowany przez nic poziom i tematykę rozmowy.

    Widzę również, że często spragnione przez mężczyzn wzorce kobiet (np. bezpośredniość, pewność siebie, bezpruderyjność) giną w momencie kiedy facetowi naprawdę coś takiego się prezentuje. On głupieje. Cóż, zawsze uważałam, że tak naprawdę to męski naród nie wie, o co mu właściwie chodzi.

    ****

    Polecam:

    http://witwicka.blog.onet.pl/2,ID237315439,index.html

    I podobno to ja jestem lekkoduchem, imprezowiczką.

    Ale to nie ja znikam, doszukuję się despotyzmu ukrywając tak naprawdę znudzenie i niechęć do dalszej znajomości (najwyraźniej pojawiło się inne źródełko sponsoringu). I nie ja odwracam kota ogonem, sprawiając by druga strona czuła się winna.

    Po raz kolejny w swoim życiu stwierdzam z pełnym przekonaniem – kobiety są fałszywe i tchórzliwe, nie stać je na konfrontację twarzą w twarz i odzywają się w takich sytuacjach, kiedy im wygodniej, kiedy jest szansa na to, żeby to nie one były oczernione.

    Wychodzi na to, że smaruję sama na siebie. Może dlatego w moim życiu nie ma kobiet.

    Tzn. pojawiła się jedna. Ale jest to kobieta w pełni odpowiedzialna za swoje życie i poczynania.

    Jednak temperament z drugim temperamentem być nie może. Więc odeszłam.

    I obojętna jak nigdy jestem. Spływa po mnie. Po prostu pierdolca brak. Albo to wydarzenia ostatnie, stres, inne sprawy. Zycie po prostu.

    Wracam jutro do Kołobrzegu.

    Jakby kto pytał, to żyję nadal, aktywnie ponad 13h na dobę, zapieprzając spod kapitanatu portu na Wałach Chrobrego pod estakadę, do Akademii Morskiej, na Łasztownię, itp itd. Krótko mówiąc – The Tall Ships’ Races trwają. Bogu dzięki, że do jutra. Jestem w takim stanie, że w dupie mam imprezy dla załóg, fajerwerki, koncerty Mel C. I niech ktoś mi powie, że nie wiem, co to znaczy zapierdalać przy organizacji imprezy masowej, to przetrące.

    Tipsy jednak nie okazały się wyczynem męskiego gatunku. Przebiło je mizianie się z inną panną na moich oczach i tłumaczenie się, że przecież ja mam czas dla wszystkich tylko nie dla niego i że z nią mu się lepiej siedzi.

    Tymczasem ja siedziałam skulona w ławce w wersji „rozjechał mnie walec” z powodu grypy żołądkowej i wiecznych kłótni z matką = kiepski humor.

    Prawdziwy mężczyzna jak nic.


    • RSS