criminalist blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 9.2007

    Bo cóż miałoby się stać?

    W Poznaniu wylądowałam we wtorek, zajechałam do Nancy razem z nią i Izą, miałam generalnie typowo babską nasiadówę przed imprezą, na którą oczywiście wyruszyłyśmy do Terytorium.
    To, że impreza emanowała seksapilem, to mało powiedziane. Nie spodziewałam się, że wystarczy na chwilę założyć na nos okulary w prostokątnych oprawkach (należące do kolesia z ekipy z którą się bawiłam) aby pobudzić męską wyobraźnię (konkretnie wyobraźnię ukrytą w 130kg utalentowanym ciele…).
    Nie lubię, jak ktoś, kto jest poza moim zasięgiem ze względu przede wszystkim na moje zasady, ale nie tylko, nakręca sytuację. Nawet żarty i dobra zabawa w pewnym momencie zaczynają być pretekstem do rozmyślań. Szczególnie w moim przypadku.

    Weszłam w posiadanie dnia lenia, po którym totalnie sparaliżowana strachem udałam się na rozmowę kwalifikacyjną. I co? No i to, że ja nie ogarniam mojego szczęścia. Dostałam takie pytania, na które odpowiadałam głównie na podstawie swoich doświadczeń i wiedzy z liceum. Wyników nie ma jeszcze, ale czuję się Poznanianką.

    ***
    Ostatnie godziny pracy w Kolobrzegu. Wróciłam o 5 nad ranem, o 7 musiałam być już na basenie. Kolejne 15 godzin. W tej chwili zostały mi 3h40min. Jeszcze 7 jutro i 4 w niedzielę i uciekam. Na razie do Szczecina. I oby do Poznania jeszcze po weekendzie.

    Mazda RX 8 z niewidzianym 6 lat Mr Rootem za kierownicą, dobra house music w głośnikach, fajne knajpki, zakupy w (beznadziejnych) Złotych Tarasach i przypadkowe urodziny Eda Szynszyla w Mono.

    Oczywiście spotkanie z irlandzką przedstawicielką Ryan Air.Prezentacja i krótka rozmowa z każdym w 4 oczy. Wszystko po angielsku.
    Kwalifikuję się na crew training, ale muszę…zmienić kolor wlosow. Poza tym musi się wyklarować kwestia moich studiów. Zrobiłam wywiad z polskim pracownikiem Ryana-są ludzie którzy łączą studia z tą pracą. Czyli jak zwykle-nie ma rzeczy awykonalnych.

    9h podróży powrotnej pociągiem do Kołobrzegu. I od 11 do 22 w pracy. Jutro od 7 do 22, w poniedziałek też. Pociesza mnie jedynie Poznań od wtorkowego wieczoru. A egzamin w czwartek.

    Pozytywnie.

    2 komentarzy

    Na razie życie kręci się do przodu. Dostałam dziś N73 która rozgryzam w tempie natychmiastowym (musiałam zassać Operę Mini bo myślałam że z pseudo przeglądaniem stron bez niej szlag mnie trafi, do tego mobile gg i jesteśmy w domu; jakość fot też mnie mile zaskoczyła), UAM raczył powiadomić iż rozmowa kwalifikacyjna jest nie ok. 15, jak pani w dziekanacie zapewniała, nie ok. 20, jak było w tabeli ogólnej terminów ale za to…26 września. Niby fajnie, bo więcej czasu na naukę, z drugiej strony chujowo. Delikatnie mówiąc. Bo kurwa mać ileż można czekać.

    Jutro fahren na Hause. Jadę po paszporta, a w środę rano IC nach Warszau. Na spotkanie w sprawie pracy jako stewardessa na liniach Ryan Air. Nie, nie mam pojęcia czy to się da w JAKIKOLWIEK sposób połączyć z JAKIMIKOLWIEK studiami w JAKIMKOLWIEK trybie. Ale wiadomo – ja zawszę kuszę się na zasmakowanie chociaż przedbiegów w danym, niekonwencjonalnym sposobie na życie. I – UWAGA – Mama też ten pomysł popiera. Jeszcze do Ciotki muszę zadzwonić coby ewentualnie mieć gdzie spać. No chyba że do Kołobrzegu wrócę również w środę wieczorem, ale wolałabym odkurzyć moje warszawskie znajomości. Już nie jedna osoba i tam o mnie pyta ;)

    Oczywiście – 26 września to środa. Oczywiście – pojadę do Poznania 25tego. Po południu. Bo to wtorek. Bo to Terytorium i Sexy House Bomb by Neevald. No chyba że farciarz nie wróci do tego czasu z Ibizy to biby nie będzie. Póki co biba w planach, bo skoro UAM nie traktuje swoich kandydatów poważnie, to czemu oni mają go traktować.

    Tak tak, teraz tak gadam, a na rozmowie będę srać ze strachu.

    Naprawdę, niepewność związana z tym, co będzie dalej, doprowadza mnie do szału. Nie wiem kiedy egzamin, nie wiem kiedy wyniki, nie wiem, nie wiem, nie wiem. A chce wiedzieć. Jedna informacja, a może w moim życiu zmienić tak wiele.

    Wczoraj usłyszałam, że chęć działania świadczy o dojrzewaniu. Coś w tym jest.

    Wiem jedno – jeśli dostanę się do Poznania, będę zmuszona wziąć kredyt studencki. Matka ma zbyt duże problemy w pracy. A ja nie chce się już od nikogo uzależniać finansowo.

    Czyli kolejne dodatkowe 36 miesięcy z Erą, łącznie do stycznia 2013 + Nokia N73 za złotówkę i nowy abonament 201zł w tym…w chuj minut ;) Może wreszcie przestane miewać TAKIE rachunki??

    Boję się tego telefonu. Bo ma symbiana.

    Tak generalnie można określić to, co działo się we wtorek na jednym z poznańskim placu zabaw. Czarne szpilki, czarne kabaretki, spodnie bojówki moro czarno-białe, czarny gorset, czarne skórzane rękawiczki i moja czerwona szopa na głowie. I huśtawka, ślizgawka, piaskownica…

    Oczywiście zlądowałam w Terytorium. I stwierdzę, że przeznaczenie czegoś wybitnie ode mnie chce – natknęłam się na ludzi z MDT :]

    Z wieści uczelnianych to tylko tyle, że UAM wymaga ode mnie – poza prawie całą wiedzą z ostatnich 3lat na licencjacie – całej wiedzy geograficznej, jak do matury i po maturze. Tak więc może z pasją łyknę jeszcze 2-3 książki z liceum do geografii i będzie akurat.

    Ja chce już do domu.


    • RSS