criminalist blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 2.2008

    Zaczęło się od porzucenia kuli u nogi jaką był snobistyczny lansujący się leniwy egoista (kombo wszystkiego co mnie do tej pory spotkało, bez kitu). Poprzez informację, że pracuje w DAIKINie do końca marca i ani chwili dłużej, doczołgało się do skręcenia nogi i odświeżenia kontuzji kolana (wypadek na snowboardzie 2 lata temu. Pragnę nadmienić, że kupiłam sobie karnet na basen, który chyba posłuży mi za wykałaczkę do zębów :/ Tymczasem czekają mnie kule i stabilizator (najlepiej orteza, ale nie stać mnie).

    Chciałam odpocząć od pracy? Odpoczne. Na L4 niestety. W sumie i tak powinnam mieć pare rzeczy w dupie, miałam cień nadzieji na to, że wynajdą mi jakieś stanowisko w firmie albo zostawią na tym samym, a nadchodzącą studentkę umieszczą jako asystentkę key account managera. No cóż.

    Czuję się, że tak powiem, chujowo.

    Bo nawet jeśli znajdę fajną pracę, to przecież chce tam być tylko 2 miesiące (no chyba, że będą mi płacić górę siana), bo w wakacje marzyła mi się Ibiza i inne shity śródziemnomorskie.

    Ja tego wszystkiego nie widzę.

    Do niedawna po wpisaniu w google mojego imienia i nazwiska, w pierwszej kolejności odnajdywało się stronę The Tall Ship’s Races i mnie na liście rady programowej owej imprezy. Teraz widnieje przede wszystkim jako podopieczna mojego promotora ze Szczecina oraz jako były członek sekcji pływackiej Uniwersystetu Szczecińskiego. Łącząc te 3 rzeczy wychodzi nam pasja do wody i sportu.

    W Sieci więcej jest moich zdjęć. Poza tym, że lubie dobre imprezy, często zmieniam fryzury i jestem jedną wielką ekscentryczną bombą wodorową w różnych przebraniach – nikt za dużo się nie dowie. Sobie jestem, rozpoznawana w rzeczywistości (nawet w Holandii na imprezie podchodziły do mnie obce osoby), nie kojarząca połowy ludzi z którymi się witam. Gdzieś tam przwinie się miasto z którego pochodzę, studia, data urodzenia, nr gg czy adres mailowy, link do myspace. Prywatność to jedno a ja publiczna (przynajmniej dla ludzi z branży ) to drugie.

    ***

    Live act w sobotę wyszedł mega. Pomijając cyrk związany z problemami technicznymi saksofonisty i perkusisty, brak drugiego laptopa aby mnie wreszcie nagrać. Zdobyłam (wreszcie !) uznanie dj Micro. Zjawił się o właściwej porze (po 3), kiedy już leciały połamane głębsze rzeczy a moja inwencja twórcza zaczęła sięgać zenitu. Sięgneła, gdy do Cafe del Mar zaśpiewałam refren z Silence. Nie ważne, że tonacja była o jakieś 3-4 dźwięki wiższa niż w samym Silence. Ludzie płynęli. I o to chodziło.

    Szczerze, Walentynki nigdy mnie nie ruszały. Ale jakoś przykro mi się zrobiło na myśl, że mam siedzieć w domu sama nad notatkami, kiedy można siedzieć z kimś (po raz pierwszy od ?????), tym bardziej że współlokatorki polazły na miasto.

    Więc wypełzłam z domu, pognałam do klubu.
    Posiedzieliśmy ze znajomymi, pogadaliśmy, zostaliśmy odwiezieni i…

    I konsternacja.

    Jak można kobiecie, z którą się spotyka, nie powiedzieć na do widzenia nic, kompletnie? Ani „na razie” ani przysłowiowe „pocałuj mnie w dupę”. Wysiadł, zabrał rzeczy z bagażnika, poszedł. I jeszcze pytanie/stwierdzenie na gg, że pewnie teraz się do niego odzywać nie będę.

    Za co – niech ktoś mi wreszcie KU*WA MAĆ powie – muszę przechodzić takie rzeczy po raz kolejny w swoim życiu.

    ***

    Serdecznie zapraszam na mój liveact, jutro, Klub Intro – al. Niepodległości (Al. Fontann), Szczecin (na przeciw Castelari, centralnie w kamienicy po drugiej stronie). Start godzina 22.

    Może uda się wyczarować listę, proszę chętnych w komentarzach z mailem. Albo gg, kto zna ;]

    Pomijając fakt, iż żadnia poradnia DDD i DDA nie odpisała mi na mojego maila (sram na nich, dzwonić nie będę), zaczyna być ze mną lepiej. Wystarczył jeden sms, a wszystko nagle zaczęło po mnie spływać. Nawet fakt, iż czekają mnie 2 poprawki (z własnej głupoty pewnie, bo nie chciało mi się uczyć).

    Przede mną dość stresujący etap w życiu – po weekendzie dowiem się co z moją dalszą karierą w firmie DAIKIN. Umowę o pracę mam do końca marca. Nie wiem, kiedy na moje stanowisko wskoczy zaplanowana już przez firmę postać. Wracam do punktu wyjścia czyli prawdopodobnie czeka mnie ponowne poszukiwanie pracy.

    Z życia imprezowego – dj Miqro aka Micro B-Day Party@Dekadencja, Szczecin. Miniona sobota. Grubo grubo, MDT, Neevald i Bartes, masa znajomych solenizanta, biba taka jakiej dawno Szczecin nie widział. I pumpin electro minimal house, łamane dzwięki, prawie że na zamówienie. Poezja. Nogi mi nie wytrzymały. O 3 byłam w domu (a podobno później było minimal techno !! :/ ).

    Miałam kryzys. Kolejny.
    Że innych na coś stać, mnie nie.
    Że nie potrafie się rozpieszczać.
    Że zarabiam tylko na rachunki i jedzenie, a nie tak powinno być.
    Bo imprezy? Na nie idą grosze.
    Więc się wkurwiłam i kupiłam sobie zegarek.

    O.

    A swoje rozpieprzone w drobny mak rozterkami różnej maści życie osładzam sobie rozpieszczonym kąskiem.
    Też dwa światy i zupełnie inne podejście do życia. Ciekawe na jak długo.

    Uważam siebie za skończoą idiotkę. Robię to samo, co 3 lata temu. Co z tego, że sama przed sobą obiecuję, że nie będzie tak jak kiedyś. Jest. Zatracam się bezpowrotnie. Chce mieć wszystko już, teraz, natychmiast. Potrzebuję ciepła, bliskości. Ale zapominam o zasadach tych kretyńskich gier damsko męskich. A potem budzę się z reką w nocniku.

    Jestem rozczarowana sama sobą.

    Czas wrócić do tego, co zaczęłam kiedyś.

    Szukam w Poznaniu spotkań dla DDD.

    Tak, ale chyba w marcu, bo luty jest jednym wielkim maratonem imprezowym. Jeśli nie zacznę normalnie żyć w sensie snu, ubierania się i odżywiania, nie widzę szans na pozbycie się kataru i kaszlu.

    MUSZĘ ruszyć się wreszcie na basen. MUSZĘ wrócić do ruchu, bo oszaleję. Siedzenie na dupie od października nic mi nie da, a ruch na imprezach to nie wszystko. Imprezy albo zdrowie – wybór należy do Ciebie. Taaaa :/

    A przy okazji, media znowu naskakują na nas, klubowiczów. Pośrednio, ale jednak. Nie będę wklejać linka, wygrzebcie na gazeta.pl artykuł wyszukując słowa techno-polo. Recenzję imprezy trance sporządziła kobieta interesująca się jazzem.

    Skoro obraża się nas, to może my poobrażamy Gazetę Wyborczą?

    Doskonale wiem, że to jest prowokacja.

    No to stało się. Połamałam doszczętnie na kawałki najważniejszą zasadę ostatnich prawie 3ch lat – zaczęłam się spotykać z kimś z branży. Poznań mnie psuje. A może to naturalna kolej rzeczy…?

    RMI Trance Xplosion – edit no 5 za mną. Eddie Halliwell i Rank 1 pozamiatali Arenę. Scena piękna (tak ! chwalę konkurencję ! :D ), dzwięk soczysty, tylko gdyby nie ta cisza x2 podczas seta Eddie’go (jak pierdolnął słuchawkami ze złości to myśleliśmy że już nie zagra). Gra świateł. Wizualizacja do dupy – w końcu nie Clockwork robił ;)

    Next event – enTrance@Łuczniczka, Bydogszcz, 8.03.08

    ***

    A dziś mama ma urodziny. Albo imieniny. Nie pamiętam, bo 6go też coś ma. W każdym razie świadoma jestem i dzwoniłam ;]


    • RSS