criminalist blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 3.2008

    Żołądek na wysokości migdałków. Dziś odchodzę z DAIKINa. Do Campanile na recepcję nie zostałam przyjęta – uprzedzony dyrektor, co wnioskuje po negatywnej decyzji mimo szerokich pleców u kierowniczki recepcji. Pozostaje mi Ecco Holiday za 900zł + prowizja. I live acty. Świetnie, mój głos sprawił, że – dosłownie – zarabiam nim na życie. Kto by pomyślał.

    Jestem tak jakoś rozbita. Nieskładna. Pomieszana. Mimo iż słońce za oknem. Może wreszcie się przemogę i na rolki się wybiorę. Znów sama, wiecznie sama. Emocjonalnie.

    Wczorajsza podróż powrotna do Poznania (ciekawe, że teraz do Poznania a nie do Szczecina tak określam przejazd) napakowała we mnie dużo optymizmu – spędziłam ją na dyskusji z fantastyczną ekipą studentów (Poznań/Wrocław/Warszawa – wszyscy pochodzący z zupełnie innych miast, każdy solo w podróży). Generalnie gdyby nie chwilowa obecność nawiedzonej babci (religijnie rzecz jasna) w naszym przedziale, prawdopodobnie wogóle nie zamienilibyśmy ze sobą zdań. To ona nakręciła szaloną konwersację, którą potem my – po jej wysiadce – przejeliśmy.

    Nie spodziewałam się, że będę rozmawiała z ludźmi w swoim wieku o życiu, śmierci, religii, kulturach naszych przodków i obcych rasach z kosmosu. Myślałam, że takie tematy ruszają tylko ludzie naprawdę tym zafascynowani. Zaskoczona byłam, że lansujący się 17calowym laptopem skejcik tak fantastycznie ciągnął dialog. Cała akcja dała mi do myślenia. Jeszcze na tym świecie istnieją ludzie wartościowi, coś sobą reprezentujący (poza lansiarskimi laptopami :P ).

    Reinkarnacja. Jest to jedna z niewielu rzeczy, w którą wierzę. Poza dziedzictwem genów, które warunkują nasze charaktery.
    Tak sobie myślę, że w przeszłości zahaczyłam o życie w głębinach albo nawet byłam facetem (coś w stylu rycerza Okrągłego Stołu) ze względu na swoje seksistowskie podejście do życia i rzucający się w oczy brak ogłady. Podobno w następnym wcieleniu mam być artystką (pięęęęęknie – tyle pracy ładuje w swój rozwój, żeby za obecnego życia kariery nie zrobić?!), a moja mama ma być cesarzową (opcja całkiem w jej stylu, chociaż sądzę, że i w przeszłości jej dusza zawędrowała do jakiejś dworskiej damy typu „ą ę przez bibułkę” :P). Nie ma natomiast dla mnie nieba i piekła. Nie wierze w te pierdoły związane z tym, że kto niegrzeczny, ten będzie się smażył. Aczkolwiek jak się obejrzy „Constantine”, to nabiera to fajniejszego kolorytu ;)

    Wiara to wymysł ludzki, tylko i wyłącznie. Wszystkie korany, biblie i takie tam. Człowiek zawsze miał potrzebe wiary w coś. Stworzył sobie mase wierzeń (pokłony dla Starożytnego Egiptu, to było coś), być może ze strachu przed śmiercią. Cholera wie. Ale jak spojrzeć teraz, to trochę tego było.

    Każdy wierzy w to, w co mu wygodnie jest wierzyć. Z drugiej strony – i tak nas zjedzą robale i tak. Albo zostaniemy spaleni i rozsypani, gdziekolwiek. Wedle życzeń.

    ***

    Szukania pracy ciąg dalszy. W sobotę dzień próbny w Campanile (dobrze że sobie przypomnieli), dziś rozmowa w agencji reklamowej na stanowisko junior account. Praca w travelplanet.pl wisi na włosku, bo kobieta, u której 2 lata temu odbyłam praktyki (w biurze podróży), agencji doradztwa personalnego, która na potrzeby travelplanet tworzy profil mojej osoby, zajebała tekstem w stylu „nie jestem pewna czy jej temperament pozwoli jej na usiedzenie za biurkiem 8 godzin”. Nosz kurwa mać ! Jest pani fenomenalna, zajebista, wspaniała i full wypas, ale nie klient boi się, że taka aktywna i kreatywna osoba jak pani znudzi się pracą za biurkiem?! Czy ludzi pojebało?!

    Wrrrrrrrrrrr. Hipokryzja. To słowo dominujące i w pełni opisujące powyższe.

    Póki co – pewna perspektywa pracy za 900zł w innym biurze podróży. Mając wykształcenie wyższe w tym kierunku, praktykę, znajomość języków i spore doświadczenie w pracy z ludzmi.

    Kurwa.

    Ja naprawdę chciałabym uwierzyć, że robi się fajnie, ale nie mam zamiaru, bo zaleci naiwnością godną 6letniej dziewczynki wierzącej w Świętego Mikołaja (a, sorry, 6 lat to już nie, może jakoś mniej….ze 3 ?).

    Ludzie którzy „wczoraj” traktowali mnie jak wyrzutka społeczeństwa, wyzywali od hipokrytki i kazali spieprzać gdzie pieprz rośnie…Dziś oczywiście wykazują zachowanie o 180stopni odwrotne. Nie wierzę w magiczne przemiany na pstryknięcie palca. Taki jest showbiznes. Z resztą okazało się, że mój sceptycyzm nie był bezpodstawny – ściany mają uszy.

    Z rzeczy takich autentycznych to chyba info, iż redaktorowi naczelnemu DJ MAGazine Polska spodobał się mój cyniczno-ironiczno-sarkastyczny artykuł (szkoda, że nie mogę zrobić z niego swojej pracy zaliczeniowej na filozofię). Zostałam poproszona o przesłanie swojego foto (po cholere, nie dość, że mają moje, to jeszcze z poprzednią edycją gazety na głowie…), być może moja postać pojawi się w kolejnym już numerze (w obecnym i poprzednim figurowałam jako klubowiczka z weną twórczą uzewnętrzniającą się poprzez look, teraz uzewnętrznie się poprzez plik wordowski zawierający przykre spostrzeżenia związane z kulturą klubową, o której- swoją drogą, z muzycznego punktu widzenia – chyba gówno wiem, bo tak czytam obecny nr MAGa i czuje się jak zero totalne pod kątem wiedzy).

    Z drugiej strony jak zobaczą, kto artykuł spłodził, mogą się przerazić i lipa będzie ;) Ale kto tam wie…

    Jak już kiedyś bujnie stwierdziłam, nasze społeczeństwo (nietylko polskie, ale tu żyję, tu mieszkam, to moja rzeczywistość) dzielnie się skurwiło w ostatnich czasach. Nie chce mi się pisać o braku zaufania szczerości i innych rzeczach, które są po prostu archaizmem. Nie ma, było, nie wiadomo czy wróci. A że mężczyźni płcią słabszą się stali, żadne odkrycie, widać gołym okiem. Przykłady? Przesadny metroseksulaizm, bycie pizdą a nie facetem (z zachowania, i jeszcze pretensje ma, że jestem mniej kobieca od niego, LOL !), myślenie że mięśnie zastąpią całą resztę, coraz częstsze pieprzenie o pieniądzach (nawracający się snob, moja miłostka za czasów liceum, ostatnio się poprawiła i powiem szczerze, że w takim towarzystwie jeszcze idzie wytrzymać, gorzej z „tatusiowymi zegarkami za 6tyś hehe), otaczanie się tłumem kobiet w ramach leczenia swoich kompleksów, ciągłe zdrady (szczególnie obecne w małżeństwach z kupą kasy, dziećmi, domem, psem, 3ma samochodami i cholera wie czym jeszcze) i przede wszystkim sławny tekst „ja nie szukam związku/wszystkie kobiety są takie same/kobiety to dziwki/nie warto się angażować”. Mam wymieniać dalej? Ok, ok, to działa w obie strony, kobiety też takie potrafią być – lukier zamiast mózgu, przerost formy nad treścią, wychodzenie z założenia że jak ubierze się taka tylko w 10% materiału to każdy ominie jej brak inteligencji.

    No to ja teraz zapytam – do czego myśmy, droga populacjo damsko-męska, doprowadzili?

    Wstyd. Dla mnie należałoby uśpić i jedną i drugą płeć, chociaż tworzenie świata od początku i tak nie miałoby sensu. Wszystko skończyłoby się tak samo.

    A w ramach dygresji związanej z tematem notki – zawsze było tak, że im mniej człowiekowi zależało, im mniej się spinał, tym lepiej wychodziło. O dziwko – tym bardziej człowiek był zafascynowany, nawet jeśli się do tego nie przyznawał.
    Problem tylko, że od tego zawsze łatwiej odejść niż od pełnych zobowiązań. A może i nie?

    Na tym świecie pewna jest tylko śmierć, bo już nawet noworodki zbojkotowały przyjście na świat i potrafią mamie kaprysy nawywijać i w brzuchu zemrzeć. Wiedza wrodzona?

    W dzisiejszych czasach nic nie jest trwałe. Łyżka jest, ale brak jej sensu.
    Tak jak sensu nie widzę w obecnych relacjach damsko męskich.
    Z powodu nadmiernej ilości czasu wolnego znów zaczynają się rozmyślania.

    Czy przy boku, czy dalej, czy w kraju, czy za granicą, nic już nie jest trwałe.
    Nie ma fair play, nie ma liberalności, szacunku.

    A ja dalej jestem naiwna.

    Rzuccie mnie komuś w ramiona na chwile to potem znowu się zaczyna.

    Czy ja już mówiłam, że człowiek to najbardziej debilny gatunek na tej planecie?


    • RSS