criminalist blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 6.2008

    No to jestem tu sobie tydzien. Po wpadce koordynatora w stylu „nie odbiore cie, wez taxi, zaplac 65 euro, oddam ci na podstawie rachunku” wszystko jest ok. No, moze z wyjatkiem tego, ze za czerwiec kasy nie dostane, bo to okres bezplatnych praktyk (u nas sa 2 dni, tutaj max 2 tygodnie).

    Jestem w hotelu H10 Playa Esmeralda, piekny hotel, piekne plaze, widoki, wyspa. Zobaczymy, czy dyrekcja bedzie dalej chciala mnie trzymac w hotelu.

    I chyba kocham.

    Dzis Berlin, jutro Fuerteventura.

    Wspaniale minely mi Dni Morza oraz 4 Zlot Oldtimerow w Szczecinie. Trojmiastowo. Deszczowo, mokro, na pojedynczej przemoczonej koi we 2 osoby.

    Nowością nie jest, że najprzyjemniejsze rzeczy spadają na nas wtedy, kiedy praktycznie od ręki trzeba się z nimi pożegnać.

    Z dwojga złego, wolę takie zakończenie tych 9 miesięcy w Poznaniu, niżeli wersję, która nawiedziła mnie jeszcze w ciągu dnia pod postacią „nudzi mi się, co robisz?”.

    Nie jestem w stanie opisać, jakie emocje targają mną w związku z wyjazdem. Oczywiście najbardziej przytłaczającą kwestią pozostaje niezmiennie ta dotycząca finansów, ale w ostatniej chwili przyszła mi na myśl opcja, aby o dofinanosowanie poprosić Dziadka. Nie prosiłam go od dawna o nic, kompletnie, nie chcąc słuchać niewiadomo jakich kazań (tak samo jak unikam ciągnięcia kasy od starszych ale żem się ostatnio wkurwiła i kazałam ojcu się wykazać, póki co za pośrednictwem matki, bo nie mam ochoty słuchać ciętych tekstów na temat mojego życia, aczkolwiek o dziwo, mimo iż ojca o pomoc nie prosiłam od DAWNA, ostatnio wyjechał z takim tekstem, że nie wiedziałam czy go serio traktować czy też nie), ale pomyślałam że może może…

    Gapie się tępo w klawiaturę i naprawdę nie wiem co pisać. Jest m źle, bo targają mną dziwne emocje związane z układem nieemocjonylnym. Układem którego nie ma, do którego podchodzę na zasadzie „pierdol się”, chociaż może tak naprawdę oszukuję sama siebie. Nie jestem wyprana z emocji i nigdy nie byłam, ale skoro życie stawia nam pod nos takie a nie inne sytuacje, to dlaczego mam stać obojętnie i z nich nie korzystać, kiedy skorzystać mogę ? Tu nie chodzi o kaca moralnego bo to zupełnie nie ta liga, to są rzeczy związane nadal z całą kwestią egzystencji w świecie obcym dla mnie, co pół roku będę wracać i wyjeżdzać, sama się na to pisałam, sama wybierałam takie a nie inne drogi, pora ponosić konsekwencje. Pociesza mnie w tym wszystkim taki drobny fakt, który lekceważony jest przez całe tłumy na świecie szerokim – doświadczenie życiowe, jakie pozostanie mi po tych wszystkich podejmowanych decyzjach będzie czymś, czego nikt mi nie zabierze. Ból taki, że tych, co myślą, że wszystkie rozumy pozjadali, jest tyle, że czasem czuje się bezradna, słuchając pierdolenia głupot, bo czego to oni o życiu nie wiedzą. Gówno wiedzą. I może teraz ja brzmię jak wszechwiedząca, ale dziś, po półrocznym pobycie w mieście które kochanym nie było tak, jak za czasów, gdy przyjeżdzałam tu tylko się bawić, po tych bojach z własną rodziną, po tym okropnym okresie braku jakiejkolwiek namiastki bliskości, akceptacji, pewności że to jest to bo tak chciałam i takie podejmowałam decyzje – wiem o życiu W CHUJ. Przynajmniej jak na 23 letnią babkę.

    Dziś skrupulatnie stwierdziłam, że przyszła pora, aby przeobrażać się w kobietę. Zabieg dość bolesny, biorąc pod uwagę moje dość testosteronowe usposobienie, ale nie mogę wiecznie zgrywać bohatera narodowego, że jaka to ja samowystarczalna, bo się emocjonalnie wykończę. Fakt, w tym skurwionym świecie trudno wogólę być kobietą, ale tak patrzę, że faceci mają dość świecących anorektycznych tyłków na imprezach (chociaż nadal sami nie wiedzą czego chcą i to się raczej nie zmieni) i jakaś nadzieja gdzieś tam się we mnie budzi, że może to faktycznie nie wina tych moich czerwonych włosów. Aczkolwiek szkoda mi słowa typu „wypierdalaj” zastępować czymś poetyckim tylko dlatego, żem kobieta, skoro łacina podwórkowa tak pięknie obrazuje obecny stan emocjonalno-psychiczny człowieka, który z płuc owe słówka wyrzuca.

    Mama mówi, że ja zawsze byłam mega delikatna i wrażliwa. To prawda. Zawsze wszystkim się przejmuję. I chyba na przekór sobie robie z siebie głaz, mimo wszystko wrażliwy na świat. Przejebane mam, że tak powiem, jak każdy artysta (nie potrafię tego słowa wypowiedzieć a tym bardziej zaliczyć się do grona ludzi których świadomie i z pełnym szacunkiem tak określam), jestem tak kurewsko przwrażliwiona, że czasami nic tylko się powiesić.

    A czy mówiłam już, że Cez Are Kane jest uroczony moim wokalem do Deadmau5a ? Nie? To jeszcze powiem, że się zauroczył głośno podczas obecności w piątkowej audycji w radiu internetowym Ice FM (w środowy wieczór miałam nawet przyjemność pobiadolić sobie bzdury z Tomy’m na antenie, chociaż pare rzeczy miało nawet ręce i nogi ;)).

    Bo boli chyba to, że teraz, kiedy czuję, że coś zaczyna mieć sens, znowu uciekam na drugi koniec świata. Ale to tak już jest. Strach się bać, co będzie, jak wrócę.

    Z głowy mam odejście z pracy. Na głowie pakowanie i zgarnięcie wszystkiego co w mieszkaniu moje na jedną kupę. Dodatkowo czeka mnie wizyta w Urzędzie Miasta w Szczecinie z tytułu nadchodzących Dni Morza – że tak brzydko powiem wjebałam się im w paradę, bo gdy zadzwoniłam, lista oficerów łącznikowych była zamknięta, a jak zapowiedzieli, że mnie na rezerwową wezmę, to im w kulturalnej formie odparłam, że chyba są popierdoleni. Po 4rech latach człowiek lata dla nich charytatywnie a oni wolą jakieś żółtodzioby wrzucić ? Jak się okazało, nie ja jedyna zostałam potraktowana jak ściera do podłogi. Inni ze starego składu również. Jeśli jutro usłyszę, że nadal jestem na rezerwowej, powiem, żeby się pierdolili. Bo to jest czysta hipokryzja. Wtedy na głowie zostanie mi rzucenie okiem na plany związane z organizacją konwentu (hehe, o drobne sugestie poprosiła mnie sama matka głównej organizatorki). A potem już „take me away” dear EasyJet.

    Miałam dziś jakąś migawkę z życia. Z dzieciństwa. Nie przypomne sobie teraz co to było. Może rejsy z rodzicami? Skakanie z pomostu na Hiddensee, bieganie nago po plaży i płukanie kostiumu w morzu…? Nie pamiętam, ale tam chyba było coś jeszcze.

    Dzieciństwo miałam bajeczne. Pomijając wszelkie awantury – pamiętam nawet gdzie stałam podczas jednej. Pomijając uświadamianie mi przez Dziadka, że rodzice tak naprawdę walczyli o mnie przekupując mnie, ryjąc mi psychikę od samego początku.

    Ale dzieciństwo miałam piękne. Wyjazdy z chórem, malowanie po ścianach od pokoju. Pomijając zmuszanie mnie do zdawania do liceum muzycznego z którego i tak uciekłam oraz znienawidzoną wiolonczelę.


    • RSS