criminalist blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 3.2009

    Wrocilam. I co gorsze, nie lece latem na Ibize. Chca mnie wyslac na Majorke, bo tam im bardziej pasuje wg mojego profilu animatora z Fuerte. Na Ibize leci Claudia, bo podobno ona pasuje tam bardziej. Konsternacja totalna. Bede z koordynatorem rozmawiac po weekendzie.

    Co do Polski, ciesze sie ze nie rzucilam wszystkich obowiazkow i nie polecialam za kolejnym osobnikiem plci meskiej. Okazal sie dupkiem. Zaczynam postepowac logicznie, a nie kierowac sie wiecznie glosem serca. No i prawidlowo.

    Rodzinnie bylo w chuj ze tak powiem, po raz pierwszy od lat plakalm w ramionach mojego ojca, beczalam na lotnisku, w samolocie, na Wyspie czekajac na autobus wiazacy mnie do Costa Calmy i w autobusie, potem przed szefowa. Strasznie przezylam rozlake z krajem

    I nie wiem czy zmienic wyspe czy zostac tutaj.

    Jakie to straszne, okłamywać samych siebie w imie jasno postawionych zasad. A potem boimy się, że stracimy, bo ryzyko nie było warte łamania zasad.

    Zdębiałam. Zatkało mnie. Przez głowę przeleciały setki myśli. Jak się ubrać ? Gdzie ja wogóle dzis jadę ? Czy pojadę rozmawiać z dziekanem ?

    Spadł śnieg.

    Wczoraj byłam na uczelni. Zamieszania specjalnie nie ma, wszystko poukładane, ale głupie wykręty w dziekanacie, że decyzja na moją przerwę została wystawiona dopiero w listopadzie, bo kobita, która otrzymała ją w sierpniu, z powodu ciąży była mega rozkojarzona, a potem zanim nowe władze nastały…Co mnie to obchodzi ! Napisałam podanie za czasów byłych władz, od sierpnia do listopada minęła masa czasu ! Kogo winić ?

    Spadł śnieg.

    Zobaczyłam to, czego tak bardzo pragnęłam. Wstałam, zbudzona wyjściem Agaty do pracy, ale i tak organizm wołał ‚toaleta !’. Wróciłam i zdębiałam. Wszystko białe.

    Spadł śnieg.

    A dziś będzie moja pierwsza od kilku lat impreza drum n bassowa. Pierwszy raz w klubie, do którego nigdy iść nie chciałam. Poza tym musze jeszcze w banku odblokować listę haseł, bo mi durne przelewy zablokowały.

    Spadł śnieg.

    No i popieprzyło mnie na pkt dj’a. Wnętrze mi się kroi.

    Śnieg nadal leży i nie zamierza spadać z drzew.

    Dziwnie tak pisać z polskimi znakami, więc za wszelkie błędy przepraszam.

    Odkopałam stary szablon, o którym ostatnio intensywnie myślałam i udało mi sie na niego wpaść na stronie, którą zawsze omijałam bo nie potrafiła mnie zainspirować projektowo. I otóż on, jakieś tam metro, jakaś fotografia z tych, co lubie, że pośpiech złapany w kadr.

    Coż, mam się dobrze, nawet aż za dobrze, bo impreza sobota zwana enTrance pod szyldem MDT upłynęła na zasadzie ‚sprzedałaś się za identyfikator’ – co niekoniecznie mnie wzrusza. W piątek natomiast poprzedzający imprezę zaczęłam w życie wprowadzać pomysły ludzi ktorzy przez 3 lata byli jakoś nadto zdystansowani do wszystkiego, co sobą reprezentuję. A jednak mikrofon w studiu mnie polubił. Niemniej jednak mówić do niego a śpiewać to dwie różne rzeczy, z czego ta pierwsza jest o niebo cięższa od drugiej.

    Byłam świadkiem produkcji rzeczy, które zwykły śmiertelnik tylko może usłyszeć, ew. zobaczyć wizualnie patrząc na dj’a na imprezie. To robi wrażenie. Każdy ruch i kliknięcie myszą, przesunięcie punktu a do punktu b i te rzeczy, których ja nie słysze a słyszy ten, kto składa. Przeraża mnie to, ile dźwięków istnieje a ja nawet o nich nie wiem albo mam tak bardzo przytępiony umysł. Wspaniałe doświadczenie.

    I dyskusje o rzeczach tak oczywistych a tak odległych dla mnie przez moją nieobecność, odkrywanie pasji na nowo, informacje, fakty, cała ja zatapiająca się w tym. Boże, dzięki Ci za tych ludzi, jakkolwiek bardzo nie kopaliby mnie znowu w dupe. Oni są we mnie, ja jestem w nich (nawet bardziej niż się tego mogłam spodziewać), chociaż oni się nigdy do tego nie przyznają. Może to tylko moje ideologie ale pierdoli mnie to, to moje życie, to ja wybieram sobie reguły swojego zachowania, czasem dając się zmanipulowac regułom innych ludzi, czasem tak trzeba a teraz szczególnie, po byciu maltertowaną przez ludzi tak naprawde mi obcych, pragnę być maltretowana przez ludzi których tak samo kocham jak nie cierpię, tak samo jak przez których jednego dnia płaczę innego się smieje.

     
    I hate you, I love you, I need you, I cry…are you fine, are you fine, are you fine, are you fine…?

    A nawet jeśli dobre chwile znikną, to i tak tam byłam, dostałam rzeczy o których kiedyś marzyłam, czyli bez względu na to w jakie gówno się nie wpakuję marzenia i tak się spełniają.

    Po 11 godzinach na lotnisku w Madrycie wpakowalam sie w samolot do Berlina, dolecialam szczesliwie i w sali porodowej (odbiorowej) ujzalam…matke wraz z ojcem. Ktos kurwa dostal olsnienia, ze posiada wlasna corke ? Ojciec przyjechal do Berlina ogladac jacht syna naszej znajomej, bo lajba do remontu…Wiec pytanie czy to przypadkowo przez lotnisko mu sie zahaczylo czy to takie zaplanowane ?

    Berlin stresowo bo oczywiscie matka uskuteczniala swoje jazdy, na szczescie w srode rano wyjechalysmy do Szczecina, a dzis zniknelam przy pomocy PKP (zaraz po ogarnieciu pioropusza i zafarbowaniu go na zywszy kolor) do kochanego miasta Poznania.

    Jutro nagranie, w sobote impreza…

    Zyc nie umierac.


    • RSS