criminalist blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 6.2009

    Tak naprawdę na emigracji wychodzą ze mnie wszelkie mroczności wynikłe z powikłań rodzinnych – czyt. pokazuje się charakterek ojca.

    Zawsze uważałam się za osobą w pełni okazującą wszelkie uczucia pozytywne wobec wszystkich. Niestety. To, że w związkach namiętnie starałam się zgarnąc partnera tylko dla siebie, wcale nie oznaczało okazywania uczuć pozytywnych w dobrym tego słowa znaczeniu.

    Nie potrafię chwalić, nie potrafię przytulać, nie potrafię wspierać. Umiem się lepić za to do mężczyzn, beznamiętnie. To takie odbicie. Chce w nich znależć to, czego nie pokazał mi ojcieć. Typowe DDD. Dorosłe dziecko dysfunkcyjne.

    Połowa sukcesu to samoświadomość. Gorzej tylko nad naprawianiem siebie. Pic jednak polega na tym, że nie mam ochoty poprawiać się dla bandy egoistycznych debili, myślących o własnej dupie. Bo z takimi pracuje.

    Ot co, kolejny tatuś. Są plus i minusy.

    Sniłam wczoraj o porodzie mojej mamy, urodziła mi rodzeństwo. Narodziny we śnie oznaczają smierć w rzeczywistości.

    Odszły 3 istoty – kot którego znaleźliśmy przy mini clubie, Farah Fawcett i Michael Jackson.

    Moja intuicja od zawsze była silna. Nie spodziewałam się aż tak.

    Nie mogę oswoić się z myślą, że król popu odszedł. Jakiś miesiąc temu nauczyłam się choreografii do jednego z jego hitów, tańczyliśmy ją wczoraj na przedstawieniu.

    Byłam jedną z wielu osób wśród znajomych które pilnie monitorowały informacje od tej pierwszej o przewiezieniu go do szpitala aż po oficjalnie potwierdzenie na serwisach zagranicznych.

    Król odszedł na zawsze.

    Bo umiera się bohaterem.

    Czy ja moge wiedzieć dlaczego? Być może z powowdu tylu wypuszczanych magistrów ? Bo ja w tej uczelni nie dopatruję się niczego nadzywczajnego poza tym, że budynki Fizyki i Geografii wyglądają cool i mają fajne wyposażenie sal.

    Turystyka i rekreacja, uzupełniające magisterskie zaoczne. Burdel w dziekanacie jak mało gdzie. Masa błędnych informacji, dezinformacja. I mega uwstecznione władze. Jak nasza nowa pani dziekan, która na zapytanie, dlaczego pracując w animacji poza granicami kraju (powody finansowe) nie mogę dostać normalnej dziekanki tylko chcą mi dać przerwe z pozbawieniem praw studenta odparła, iż ‚nie da się skończyć studiów siedząc sobie na Kanarach’. Podsumujmy – turystyka i rekreacja, praca w animacji w hotelu, co jest częścią usług turystycznych (sporą i nie należącą do najłatwiejszych usług), powinno to działać na mój koszt (chociażby jako praktyki), tymczasem władze mojego wydziału mówią mi ‚pocałuj się pani w dupę’. Pominę, jak wyglądał cały proces walki o jakąkolwiek zgodę na cokolwiek, pominę zmianę władz i anulację decyzji poprzedniego dziekana, pominę podjęcie decyzji w sierpniu a wystawienie formalnych dokumentów w listopadzie (tłumaczenie ciążą babki w dziekanacie i jej niedopatrzeniem związanym z jej stanem zdrowotnym, to ja może odpowiedzieć powinnam ‚a co mnie to kurwa obchodzi?’). I zadam po raz kolejny pytanie – co UAM robi na 3cim miejscu w rankingu ?

    I rok uzupełniających mam zaliczony, pani dziekan straszy mnie, że nie mam gwarantowanego przywrócenia statusu studenta (dostałam przerwę z wykreśleniem z listy co się zaprzecza samo w sobie bo dokumenty są w dziekanacie i nawet mi wystawili papier na potrzeby mojej Mamy, gdzie widnieje, że studentem jestem ale że jest taka i taka przerwa), kobieta w dziekanacie twierdzi, że skoro mam czysty Iwszy, to bez problemu mnie wchłoną na drugi.

    Jak to się skończy, pojęcia nie mam. Okaże się we wrześniu, jak wyśle im faksa. A może zabiorę się za niego już teraz, bo zanim go znajdą, zgubią, przeniosą, stwierdzą że nic nie ma i ponownie znajdą, to Boże Narodzenie będzie.

    To fakt, jak kogoś nie lubie to koniec i kropka. Tak podsumował mnie mój szef. Wymaga ode mnie zmiany swojej postawy, bo moje nastawienie dla ludzi których nie otaczam sympatią psuje moje stosunki z całą ekipą. Bo mamy pracować jako zespół, a nie każdy z osobna. Wszystko pięknie, tylko odnoszę wrażenie że takie farmazony pieprzy tylko pod moim adresem.

    Nie ukrywam, irytuje mnie np. wspólne dekorowanie scen do przedstawień. Może za bardzo przyzwyczaiłam się do robienia tego solo na Fuerte, w każdym razie nie lubie jak kilka osób zabiera się za jedną rzecz – zwykle trwa to dwa razy dłużej. Inna sprawa, że zwykle jako ostatnia wychodzę z pracy. Wyłączam sprzęt, zamykam to, wyganiam ludzi bo trzeba zgasić generalne zasilanie.l Ostatnio mam wyjebane – wraz z zamknięciem djki gaśnie generalka (czasem nie, jak ładujemy baterie do sprzętu). Jeśli ktoś na czas nie zabrał swoich rzeczy z backstage-u mam w dupie, nie będę za nikim biegać jeśli nie może pilnować czasu. Może to totalny egoizm ale mi tak naprawdę nikt w niczym nie pomaga a jak już, to trzeba każdemu pokazać wszystko jak małemu dziecku bo nikt nie raczy wykazać się wyobraźnią. Coż, oto skutki posiadania w ekipie 21letniego jaracza trawy i 25letniej pani z banku która nie może przeżyć bez kosmetyków Clinique-a albo mocniej zacisnąć gumki na włosach bo ona tak o nie dba, że ich szkoda, się zniszczą i wogóle. KURWA !!

    Dorzućmy fakt, że z panem zielskiem mieszkam w jednym mieszkaniu, on na szczęście dzieli pokój u góry z mister sportem (mega tępy koleś z wenezueli, mój szef naprawdę preferuje laleczki na sznureczkach do pełnej kontroli), niestety, obaj panowie nie wykazują się chęcia sprzątania wspólnej łazienki. Dziś zjebałam zielarza (akurat chichrał się jak idiota bo  5 min wcześniej palił), zaraz po tym jak zastukał do mych drzwi pytając czy obejrzmy sobie jakiś film. Dla niego jestem wyjątkowo niemiła i tyram go jak mało kogo. Brrr, nieodpowiedzialni ludzie doprowadzają mnie do alergii. I bynajmniej nie tyczy się to faktu palenia zielska, ale koleś potrafi po spaleniu przyleźć do roboty (na litość boską, ludzie na nas patrzą, a on zajmuje się dzieciakami w wieku od 9 do 15 !!) i mieć w dupie totalnie uczenie się czegokolwiek nowego (szczególnie jak wiąże się to z obsługą techniczną naszych przedstawień).

    I tak zaraz pozostaną jedyne 4 miesiące do końca tego pierdolniętego sezonu na Majorce.

    ***

    Z dobrych wieści w przeciwieństwie do wiecznych imprezowiczów spiących do niewiadomo jakich godzin dnia następnego, zwlekłam zad z rana, umyłam łazienkę, odświętnie zjadłam śniadanie w hotelu i wraz z polskimi goścmi (mieszkają w Anglii) wybrałam się do Porto Cristo drogą morską (łódź motorowa z pseudo przeszklonym dnem, lol ). Pobujało trochę więc mogłam poczuć się jak za starych dobrych czasów. Miasto bardzo przyjemne, uraczyłam swoje włosy doczepianą plecionką afrykańską, coby zrobić z siebie Jedi Padawana (ja to jednak chora jestem), kupiłam mega wielki biały zegarek na rękę (jakaś podróba ale co mnie to) i zeszłam kilka kilometrów pod ziemię (grota wapienna smoka, nazwa po hiszpańsku kojarzy się z kuwetą, w związku z tym dzień odbył się pod znakiem typowo polskiego cynicznego żartu ciętego).

    Swoją drogą, nie uważacie, że Vesper i Bond z Casino Royal (tego z blond Bondem) należy się nominacja do sarkastycznej pary na miarę Lei Organy i Hana Solo z Gwiezdnych Warów ? Taki dygres.

     Wiara w mężczyzn zostaje zachwiana przez nich samych. Mówi się, że im więcej facetów mamy tym większymi dziwkami jesteśmy. Tym czasem znajomy dziwi się, że ja, w Hiszpanii, nie mam żadnego Hiszpana do łożka. Konwersacja nawiązuje do eventów w Polsce i tu następuje ich profanacja – szkoda, że mnie nie będzie, bo dostałabym solidnego klapsa. Halo ? On chyba pierwszy, od ochrony…

    Pominę jak działa na mnie sprowadzanie imprez muzycznych w moim klimacie do poziomu seksu na parkiecie. Konwersacja więc zaczynała doprowadzać mnie do zdegustowania. Co więcej, oznajmując koledze (dziwne, że nie zorientował się wcześniej), że tak, jestem za stałym lądem, a nie zatapialnymi wyspami, zostałam wyśmiana i zasypana dziwnie debilnymi tekstami w stylu ‚powodzenia w odnalezieniu cudu’.

    Tak więc, drogie panny, teraz jest moda na rżnięcie się co noc z inną, związki są passe i stereotyp typu że my dziwki a oni maczo też przeszedł do historii.

    P.S. Dziwny traf gromadzonych na dniach informacji, przedwczoraj koledzy mojego ex z Fuerte (obecnie jest ma Majorce i wiecznie mnie pozdrawia, lol) chwala się 16tką do której każdy po kolei ma dostęp, z moim exem na czele (no w końcu jest obecnie szefem animacji, to co, mu nie wolno?).

    Rok temu o tej porze byłam jakoś w okolicach Costa Calmy na Fuerteventurze. Chyba nawet już w hotelu Playa Esmeralda, gdzie przebyłam 2 tygodnie praktyk.

    Rok temu z samego rana w Berlinie Mama i Babcia nie mogły przeżyć mojego wyjazdu. Pamiętam jak rozpłakałam się widząc Matkę machającą mi z tarasu widokowego podczas startu samolotu do Madrytu.

    Pamiętam wielkie poszukiwania dostępu do internetu na terenie lotniska w Madrycie, bezskutecznie.

    Potem wyspa, skały, piasek.

    I płacz na lotnisku ze stresu, bo koordynator nie przyjedzie, bo jadę do innego hotelu, bo mam jechać taksówką…

    Pierwsze oglądanie Mini Disco, Polkę w animacji (chora i stuknięta istota która w końcu została wyrzucona z firmy).

    Rok temu wsadziłam swoją dupę w samolot i wyemigrowałam do Hiszpanii, o dziwo, z planem pozostania tam jedyne 4 miesiące.

    Rok temu. Z okazji tej – 30 ml Kenzo Flower.

    Albo też i dobry pomysł.

    Kurs projektowania scenografii. W Szczecinie bądź Poznaniu. Nie chce żadnych studiów, no chyba że podyplomowe.

    Póki co w Szczecinie wykopałam to: http://www.wssu.pl/architektura_wnetrz/ niestety dziennie. Żeby chociaż zaocznie się znalazło.

    Nasza klasa pokazała mi, że najbliższy memu mózgowi kuzyn, którego niańczyłam, bawiłam, karmiłam…kończy jutro 18 lat !!! No przecież to jest niemożliwe. NIE MO ŻLI WE !! Aż Matce smsa wysłałam, bo wierzyć mi się nie chce.

    Jak widać, namiętnie walczę z wyglądem bloga. Słynę z wiecznych zmian (jak nie włosy to szablon na blogu ;))), tak więc i taym razem podjęłam się modelingu, uwzględniając html i styl css. Koszmar ! Na szczęście istnieją ludzie bardziej wgłębieni w temat.

    ***

    Z wieści samopoczuciowych, na razie jest na duży plus, poza 2ma lodami wczoraj (jeden normalny plus jeden wodny później), Burger Kingiem z soboty na niedzielę, płatkami Kellog’s z wiórkami czekolady – nie mam żadnego styku z niezdrowym jedzeniem też słodyczami. Od 10.06.09. Więc mogę sobie pogratulować powstrzymania się od ciast, emememsów, czekolad, lizaków, galaretki i Haribo. W moim przypadku to naprawdę COŚ.

    Kolejną motywacją do detoksu cukrowego jest fakt, iż komary mnie nie gryzą, nie kłują, nie wpierniczają. One mnie WPIERDALAJĄ, jakkolwiek wulgarnie by to nie brzmiało. Mam pogryzione prawie wszystko, ramiona, nogi, pośladki i twarz. Słodka krew. ZA SŁODKA. Brrrrr.

    Przestałam radzić sobie z emocjami już dawno. W sumie nigdy sobie z nimi nie radziłam. Nie ważne, co było po drodze, ważne, że teraz jestem na takiej cienkiej linii. Moje ciało rządzi się tym, co siedzi mi w głowie. W głowie siedzi jeden wielki czarny scenariusz. Chce powiedzieć sobie ‚kobieto, weź się w garść, przestań jeść dlwa samego jedzenia, przestań szukać w tym pocieszenia, ratunku, zabicia czasu i tęsknoty’. Niby kolejna baba która ma problem z wagą. Mieć problem fizyczny a psychiczny to różnica.

    Pragnę wstać rano i powiedzieć sobie – dam radę, rzucę wszystkie kretyńskie nawyki, ogarnę się, wzmocnie psychicznie. Jest jak jest, muszę zaakceptować stan obecny aby iść dalej.

    Nie umiem.

    Nie wierzę.

    Tymczasem codziennie czeka na mnie wizja bycia jak jedna z angielskich matek dzieciaków, które przychodzą do mojego mini clubu. Jedną wielką chodzącą kupą tłuszczu.


    • RSS