criminalist blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 7.2009

    Miqro zaczął swojego seta moim wokalem w remixie Luccio B czyli Miqro & Maiqel – Pumpin Feeling (Luccio B mix), dostępne na www.myspace.com/lucciobetega, zatem chociaż tyle majorkańskiego słońca wdarło się na ten pechowy event. Deszcze zepsuł wszystko co można było zepsuć. Humor organizatorów, ich plany a także nastawienie uczestników imprezy. Dobrze, że nie wydałam 1000zł na to, żeby się tam pojawić.

    Gdzie ja nie mogę, mój głos może ;)

    Nie wiem co gorsze, to że w Kołobrzegu leje i MDT nie może odpalić swiateł w komplecie, to że Patterson dostał gorączki i nie zagrał i to, że jeszcze ktoś niby samoloty pomylił (uwierzę we wszystko ale nie w banał, że w momencie gdy bilety sprawdzane są na każdej bramce, koleś jest w stanie pomylić samoloty…), że Marco V dojechał z opóźnieniem i Eddie Halliwell zagrał za niego przez co go nie słuchałam, że Cez Are Kane grał w trakcie Sound Players i to w momencie kiedy szłam do pracy…

    …czy to, że moja kochana Nokia zpadła mi ze stołu na miękką gumowiastą podłogę w Mini Clubie, rozleciała się a po złożeniu przycisk on off nie odpowiadał (telefon ładuje się ale co z tego).

    Kupa.

    Generalnie to słucham Sunrise live w Planeta FM. Wczoraj sety były lipne. Dziś mega wypas.

    ***

    W pracy zmiany. Poza lalką Barbie z którą mieszkam (czemu otaczają mnie same dziwki które mają facetów w swoim kraju, a tu puszczają się z innymi ??) dostaliśmy Gabrysię ze Słowacji, wymiana za Elettrę, która ani mentalnie ani fizycznie do tej roboty się nie nadaje (sama sobie nadawała chore tempo pracy).a

    I jeszcze 3 miesiące i do domu ! Miesiąc i przyleci mama. I nie ma zmiłuj, odkładam kasę na konto PL i wydaje jak najmniej. Interesuje mnie teraz tylko Akwarium, może jakieś 2 kluby, Waterpark i koniec. No i naprawa telefonu. Bo Euro spada z drabinki dostatku i mogę się obudzić z ręką w nocniku.

    O godzinie 18 zaczną wpuszczać ludzi do kołobrzeskiego Amfiteatru. Nie zaliczam się do nich.

    Dziś rozpoczyna się Sunrise Festival. Nie będzie mnie tam, po raz drugi z rzędu.

    Na pocieszenie dostałam kolczyki od rodziców jednych z moich dzieciaków. Raz, że przedwczoraj podczas zabaw w basenie zgubiłam inne, dwa, że przynajmniej uśmiechę się z innego powodu. A do śmiechu mi niekoniecznie.

    Kolejne problemy z dzieciakami, dziewczynka z zespołem Downa którą wzięłam do mini clubu, bo widzę, iż dobrze spisuje się w interakcjach z innymi dziećmi. Niestety. Raz uciekła. Daliśmy szansę drugi raz. Popycha dzieci, nie słucha się ani mnie ani innych animatorów. Uciekła drugi raz. I standardowo, rodzice określają to brakiem odpowieniej opieki i odpowiedniej ilości animatorów. Jest na dwie. 12 dzieci. Przygotowywujemy przedstawienie, Ella nie będzie w nim brać udziału. Oficjalnie nawet nie powinno jej u nas być, ponieważ nie mamy możliwości koncentrowania się tylko na niej (a tego niestety wymaga). Z innymi dziećmi nie mam takich problemów. Nawet największe rozrabiaki okazują skruchę gdy za karę siędzą na placu zabaw zamiast w basenie z piłkami, bo narozrabiały.

    Czuję się winna, a nie powinnam. Robię przysługę ludziom, dostaję nóż w plecy. To się pewnie nigdy nie zmieni.

    Rzuciłam okiem na notki i ich komentarze z okresu bycia z D. Dziwnym trafem zabolały. Nie będę czytać dalej. Za dużo rozpaczy kosztował mnie ten krótki związek. Swoją drogą, toczony po innym związku, pełnym absurdu i rozpaczy, co jest już wogóle mizernym połączeniem.

    Dużo dojrzałych komentarzy od osób które miały rację, niemniej jednak zastanawiam się po której stronie leżała wina, mówi się, że po obu, no ale na dzień dzisiejszy bardziej musi zależeć mi na mnie samej, coby błędów nie powielać (bla bla bla ha ha ha dobry żart).

    Dziwnym trafem, wszyscy oni są szczęśliwi (albo mi się tak wydaje) a ja niekoniecznie.

    Zajrzałam do września 2003. I dotarło do mnie to jak bardzo się zmieniam. Z dziecka w kobietę. Jak bardzo zmienia się mój tok myślenia, jak bardzo zmienia się świat, który mnie otacza. Klasa maturalna, blog założony tuż po skasowaniu starego, co spowodowane było narobieniem mi syfu w życiu prywatnym przez moich ‚kolegów’ z liceum. Następnie studia w Szczecinie. Początek studiów w Poznaniu. Szkoła muzyczna, studium wokalne, capoeira, kung fu. Mężczyźni życia mego. Walka pomiędzy egzaminami na studia a totalnym debilem który wreszcie stwierdził (poznałam kogoś kto należy do jego rodziny, przypadki chodzą po ludziach), że w tamtych czasach zachowywał się jak idiota. Potem pan D., wielka i ostatnia moja miłość (nigdy nie było tak i nie wiem czy kiedykolwiek będzie znowu) zakończona szybko i boleśnie, aczkolwiek przechodziło mi długo (wyleczył mnie Sunrise Festival 2006 i ogólnie MDT, które wciągnęło mnie właśnie przez D.). No i MDT. I ja, śpiewająca. Branża klubowa. Kopanie po dupie. Rozpacz i walka o swoje, przez 3 lata. Aż do momentu pierwszych live actów, pierwszych nagrań, bootlegu, zaproszeń…Aż do wyjazdu z kraju, pobytu w Hiszpanii.

    Aż do dziś.

    Masakra. A mówią, że ludzie się nie zmieniają.

    Skutecznie przeszłam na Ciemna Stronę. Niszczy mnie agresja i wybuchowość. Do tego nowy kolor włosów (niby ciemny brąz ale wygląda jeszcze mroczniej). Póki nie uda mi się ogarnąc samej siebie (dla samej siebie) pozostanę w szponach zła. Aczkolwiek, może taka moja natura, wiecznie niemiła, krzycząca na innych i za bardzo angażująca się we wszystko czego się dotknie (od czynności aż po relacje z ludźmi). Zgubiła mnie pasja i złość, zgubiły mnie moje własne nerwy. A teraz niestety jeszcze serce. A przecież prawdziwy Jedi nie może kochać.

    Tak, jestem zwolenniczką sprawnej organizacji czasu ponad wszystko. Ale nie drastycznej organizacji bez szczypty spontana. Rutyna zabija nie tylko związki między ludźmi, ale i pracę. A już na pewno pracę, jaką jest animacja.

    W niedzielę pracowałam wyjątkowo poza mini clubem i niestety nie powtórzy się to raczej nigdy, jeśli o ten sezon chodzi. W niedziele wyjeżdżał też Mistrz Niemiec w hip hopie (Polak z pochodzenia), z którym tańczyliśmy przedstawienie w zeszły czwartek i z którym bujałam hotelem (co muzyka to nowe ruchy). Tak więc niedziela upłynęła pod znakiem dobrej muzyki i dobrej zabawy połączonej z pracą. Padł pomysł z mojej strony – afterparty o 17 dnia każdego. Nie, o 17 Neckermann ora grę. Więc dziś o 13. Też nie, bo wszyscy to mają w dupie, poza tym każdy panicznie boi się, że jak poleci jeden numer spoza repertuaru animacji (tańce klubowe nad basenem o 13), dyrektor przyleci z ryjem. Wszystko wg kartki sumiennie rozdawanej nam przez szefa co tydzień, wszystko wiecznie zaplanowane, każdy spierdalający do domu jak najszybciej. To rozumiem akurat. Nie rozumiem jednak nadal, czemu wszędzie gdzie się znajdę, jako jedyna posiadam jakąś tam idealistyczną wizję świata, pracy z ludźmi i ogólnej egzystencji.

    Definitywnie czas wracać do domu. Jeszcze 3 miesiące.

    Szczerze, to myślałam że film jest jedną wielką gnidą o niczym, z totalnie mega pustymi tekstami ale okazuje się…że nie. Jest babski. Babski z jajem, ironią, cynizmem, tragedią i prawdą, jaką ukrywa się mimo wszystko. Jest wzorem dla Lejdis. Prawdą o tym, jak kobiety bardzo pragną być kochane. Oczywiście mam na myśli te dojrzałe w sensie emocjonalnym i psychicznym (można mieć 40 i widzieć faceta jedynie jako kartę kredytową, bywa). Nie miałam czasu łyknąć filmu za jednym razem więc bardzo nie mogłam doczekać się czasu wolnego na dokończenie. Wierzyłam w wielki ślub, chociaż tak do końca nie było wiadomo nic. No i ta babska przyjaźń. Hmm, z mojego doświadczenia niestety wynika, że najczęściej baba babę i tak zrobi w chuja. W sumie, ja i tak zawsze z płcią męską się trzymałam, więc może się nie liczę. Chociaż na starość doceniam damskie towarzystwo.

    ***

    Tymczasowo jak zwykle rozpaczam z powodu niewłasnego faceta. Czyli wszystko w normie.

    Tak mi przyszło na myśl, co usłyszałam wczoraj w salonie fryzjerskim jak oznajmiłam, że pracuję na drugim końcu wyspy jako animatorka. ‚No to wyjaśnia, czemu jestes tak mega sympatyczna, public relations i wszystko jasne’. Zastanawia mnie tylko, czy w sensie wyuczonym czy genetycznie. Bo gadatliwa zawsze byłam. Do ludzi ciągnęło mnie zawsze. Lubie rozmawiać, zagadywać, poznawać, a Hiszpanie są mega otwartymi ludźmi. No, prawie wszyscy. Bywają wyjątki.

    Dziś była Palma. W sumie można by uznać, że Palma też mi odbiła. Zamiast bezpośrednim autobusem do stolicy wyspy, wybrałam się autobusem do Manacoru, z Manacoru dotarłam do Palmy pociągiem.

    Święto lasu, bo kino, aparat cyfrowy, prostownica do włosów, ciuchy, kosmetyki (Yves Rocher !!!!), fryzjer (jedynie mycie i ścięcie objętości, już oszczędzę fryzjerowy patrzenia na mój kolor – w sumie ekipa w salonie mega prstzyjemna, kupa śmiechu i żartów no i racjonalne podejście do rozwiązania problemu moich czerwonych włosów i powrotu do koloru naturalnego).

    Aparacik sprawiłam sobie Lumix Panasonica, 8 mpx, srebrny, bez cudów. Karta pamięci 2Gb dokupiona i pomarańczowy pokrowiec ;)

    Kino – Transformers 2 w oryginalnej wersji językowej. Mega wielki kubełek popcornu na mnie jedną i cholernie lodowata klimatyzowana sala kinowa. Ludzie maści międzynarodowej, sala z niespecjalnie wielkim ekranie (w stylu kina Pionier w Szczecinie, jeśli nawet nie ciut mniejsze) – takie jest pojęcie MULTI kina w Hiszpanii ;))).

    Film nie zawiódł, masa akcji, znaczenie więcej niż w pierwszej części, wiele zaskoczeń i tekstów rodem z Gwiezdnych Wojen (wszystko zapewne tłumaczy udział Light and Magic spod bandery Lucasa heheheh). Niestety zbyt obiektywna nie będę, gdyż łykam takie filmy jak dzieci bajeczki na dobranoc, z resztą lokacja głownej akcji tak mnie podnieciła że…sami zrozmiecie jak obejrzycie film.

    A tymczasem, koniec święta lasu, wracamy do domu.


    • RSS