criminalist blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 8.2009

    Chuj to daje.

    1 komentarz

    Tak moge pokrótce opisać efekty 2tygodniowego biegania, ponad miesięczną zmianę diety i brzuszki. Weszlam na wagę po raz pierwszy od czasu jak biegam. 74,5 zrobiło się na 75. Inni po 2ch tygodniach schodzą od 1 kg tyg przynajmniej. Mi najwidoczniej nie jest to dane. I co, na zawsze wpiszę się w nieszczęśliwą posiadaczkę rozmiaru 42 na dupie ?

    Brak mi wiary w dalszy sens i biegania i pilnowania jedzenia. Nie chce mi sie tracić sił na coś, co nie przynosi efektów.

    Kumpela 2 miesiące zmieniła rozmiar z 42 na 40. Tylko dlatego, że chodzi na fitness prawie codziennie.

    Idę się, kurwa, zakopać.

    Pomijając ciąganie się z walizami po mieście, bo matka oczywiście auta wynająć nie chciała (44 euro za dzień i 100euro kaucji za benzynę na 3 dni), więc podjechałyśmy sobie w kilka miejsc komunikacją miejską. Mogę stwierdzić, że chamstwo zarówno tubylców jak i turystów jest porównywalne do chamstwa narodowego Polaków. I kierowca potrafi perfidnie zamykać drzwi autobusu przed nosem, i ludzie nie przepuszczą cię z walizami, a nie daj boże mieliby pomóc. Marzenie, lol.

    Mata do dance dance revolution została już stestowana, niestety mój układ do Are You Fine jest przesycony strzalkami i muszę go trochę podciąć, bo jak sama nie jestem w stanie go wyskakać, to jakim cudem mam tego wymagać od innych xD

    O 4:30 siedziałam już w autobusie transferowym Nackermanna na lotnisko w Palmie. Matka przylatuje o 9:30. Wizja siedzenia na mega przeklimatyzowanym i zimnym lotnisku trochę mi nie smakowała. O 6:40, pochłonąwszy kanapkę i kawe z mlekiem zawlekłam swój zad na przystanek autobusowy i pognałam komunikacją miejską do centrum, z nadzieją że znany mi Mc Donald-s będzie już otwarty. Spacer po Palmie przyjemny, znacznie cieplej (trochę jednak za duszno), Mc D zamknięty (otwierają o 9, buuuu).

    Wojaże w samotności są ql, bo nie jest się na smyczy z inną osobą, ale jednak przydałby mi się jakiś freelancerowy facet. Eh.

    20 minut marszu i 20 minut biegu, bez przerwy, podczas biegu zaliczona 2 razy góra której nie nawidze.

    Bo ściany podobno stawiamy sobie sami, w najczęstrzych przypadkach.

    No coż :)

    Cóż, 2 miesiące do końca pracy motywują tylko do tego aby intensywniej myśleć o tym, co będę robić jak już znajdę się we własnym kraju, we własnym mieście, mieszkaniu w którym się wychowałam i pokoju który do niedawna był mój. Teraz nie traktuje mieszkania moich rodziców i wszystkich tych rysunków na ścianach w turkusowym pokoju jako swoje. Dziwnie to tak. Mimo że stoi tam moje pianino, moja wieża, mój komputer, są tam moje rzeczy. No tak jakoś.

    W ręcę wpadł mi remix Pumpin Feeling w wykonaniu Martina Sasa, nie rozumiem czemu nie wykorzystał chłopak sampli obrobionych, wstydze się tego że mi głos leci jak schodze na dźwiękach w dół, porażka straszna, Mirosław Kosiński, śpiewak operowy tępiący mnie za to ze 4 lata udusiłby mnie jakby usłyszał moją zjeżdżalnie.

    Sukces.

    1 komentarz

    Wczoraj zmobilizowałam swój zad i o godzinie 8 rano zwlekłam się z łożka. W jakim celu ?

    Biegałam. A raczej truchtałam. Pierwszy raz w życiu. Jutro podejście drugie.

    Na szczęście, jakimś dziwnym trafem, z pomocą przychodzą różni ludzie…

    Dzięki dzisiejszej pomocy mogłam sobie zabookować bilet.

    Wracam 16 października !!

    Samopoczucie mam do dupy i pewnie pozostanie tak jeszcze trochę czasu.

    Do tej pory nie zakupiłam biletu na powrót bo firma zaliczki wysłała z opóźnieniem więc jest zajebiście.

    Moja próba olania ludzi, którzy kompletnie mają w dupie swoją pracę, nie wypaliła. Wczoraj doszło do sceny z mojej strony, wydarłam się na największego debila w naszej ekipie który robi wszystko, aby pracować jak najmniej, a jak mu się zwraca uwagę, do przypierdala się do mnie o totalnie bezsensowne rzeczy. Zostałam zatem wyrzucona z próby i co usłyszałam ? Że mam się sobą interesować, nie innymi, że mam dbać o swoją pracę, nie pracę innych. Przypominam, że wszyscy razem mamy tworzyć team. Co team robi? Pracuje razem. Na chuj więc mi pierdolić takie farmazony, skoro nikt nie wyciąga konsekwencji z nicnierobienia innych ludzi ?

    Chciałam zabrać się za bieganie, mój szef zapytał mnie jakim cudem, skoro jestem wykończona, mam kupe stresu, mamy dużo pracy, pogoda jest kompletnie nienadająca się na durny trucht, a poza tym ja nigdy w życiu nie biegałam (poza treningami na sali ale to są kompletnie dwie różne rzeczy). Opadłam na fotel i stwierdziłam, że nie widze ratunku dla mojej coraz bardziej staczającej się samooceny.

    Czuję się gruba, bo noszę rozmiar 42, który i tak nie ukrywa moich bioder. I nigdy, przenigdy nie myślałam, że będzie mi z tym tak ciężko. Na pewno moją pewność siebie podkopuje moja cudowna matka, co chwile pytając się w mailach kiedy wreszcie schudne, bo po zdjęciach widać, że kompletnie mi to nie idzie.

    Nie znajduje radości w niczym. Nawet w tym, że w ostatni wtorek śpiewałam podczas przedstawienia.

    Jesteśmy głupie, przewidywalne i próżne.

    To stwierdzenie sprawiło, że z łatwością skasowałam tego człowieka z listy komunikatora. Oby pomogło mi to wyrwać się z jego czaru.

    O taka właśnie jestem, czytając inne blogi i patrząc jak ludzie potrafią opisywać swoje życie w pozytywach pięknie ubranych w słowa, a ja żenująco się nad sobą użalam, pesymistka pierdolona za przeproszeniem.

    Zgorzkniała się zrobiłam, przez tą dorosłość, pogoń za kasą i emigrację. Problemy z uczelnią, z facetami, ze zdrowiem. Doszukuję się pozytywów i doszukać się nie mogę. Jak się pojawiają to na chwilę, bez żadnych cudów na dłuższą metę.

    By the way, jak to jest, że lista gadu taka pełna, tylu znajomych w kraju, a poza Michałem i rodzicami nikt do mnie nie zadzwonił od czasu wyjazdu??


    • RSS