criminalist blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 9.2009

    Motyw przewodni ostatnich kilku dni – muzyka nie zostawi cię samej na środku parkietu, no przynajmniej do momentu do którego nie siądzie prąd.

    No i co? I się, kurwa, okazało, że babska intuicja rulez.

    Zaczynając od tego, co nastąpiło po moim pierdolniku na wzór 16latki – była jedna impreza. Było fajnie.

    Była druga. Progressive house w lokalu pod gołym niebem. Shined on me w fajnym remixie. Pumpiny. Ale on na jednym końcu parkietu ja na drugim. Jakieś smsy. Baba, pomyślałam.

    Dnia następnego niby czas razem, to tu to tam.

    Wieczorem ignore na mnie. Znowu smsy. Pewnie znowu baba.

    Wczoraj też więcej milczenia niż kreatywności. Znowu smsa. Kurwa, znowu baba?

    No bo za innymi się nie ogląda.

    No i baba. Polskie matki wyciągnęły z niego. Poczułam się jak skończony do kwadratu debil. Idiotka. Robię z siebie kobiete po chuj? No właśnie, po chuj.

    Nie wiem czy się zszedł, czy rozszedł, czy oba, w każdym razie miałam rację.

    Co do tego, że woli szczupłe blond, też.

    Przeżyłabym wszystko, kurwa, ale nie jego wygląd i zachowanie jak skrzyżowanie D. i jeszcze innego osobnika plus oglądanie Madagaskaru (ostatni film w kinie oglądany z D.).

    Gwoździem do trumy było pożegnanie się ze mną na parkiecie w trakcie Kylie Minogue. KYLIE !

    Idiotka.

    1 komentarz

    Poziom inteligencji kobiety spada drastycznie, gdy znajduje się ona w towarzystwie interesującego ją mężczyzny.

    Ufff, nie muszę na siłę robić z siebie idiotki.

    Gorzej, że mam tak do chwili obecnej, a jest po 15, czyli jakies 10h po tym jak się poodstawialiśmy do swoich pokoi po imprezie.

    Żeby to jeszcze był obcokrajowiec. Ale to jest Polak. POLAK. Londyński, ale jednak Polak. Sam, bo kumpel nie zdążył doczepić się do jego rezerwacji. Polak, który słyszał jak mówiłam jednej z naszych polskich żon turystycznych, że mi się podoba. Bo mówiłam to centralnie za jego plecami. Dosłownie.

    Nie wiem jakie ma chłopak zdanie o mnie, w każdym razie co impreza to impreza. Matko. Ja i impreza z facetem. Uh.

    No i od tych 10h go nie mam w zasięgu wzroku, i zblondyniałam dosłownie. I odmłodziłam się zachowaniowo, tak z 10 lat. No może z 8.

    Horror.

    Przerabiam swoje cv. Zaczęłam od dorwania jakiegoś innego szablonu, który wydaje się być dość solidnym wyborem. Niekolorowy, bardziej czytelny niż mój poprzedni, nie wybija się ponad normy więc spokojnie zostane zaszeregowana wśród innych, przecież na naszym polskim rynku wyróżniać się nie należy, bo się jest skreślanym na dzień dobry. A może właśnie należy? Sama już nie wiem.

    Tak więc rzeźbię to CV ze wszystkiego co mogę, potem będę przycinać w zależności od potrzeby adekwatnej do danej oferty pracy.

    Tak, rzeźbie je w godzinach pracy obecniej.

    Zasady

    Brak komentarzy

    Ile to już razy pisałam, jak bardzo się cieszę, że instynkty nie ponosiły mnie wtedy kiedy chciały? No właśnie…

    Dziś przekonałam się po raz kolejny, że warto było zacisnąć zęby i trzymać się zasad.

    Osoba, dla której te zasady chciałam złamać, dziś pokazała, że niewiele różni się od tych wszytkich, z powodu których te zasady powstały.

    Potraktowano mnie jak nic nie wartą desperatkę, która dla zaistnienia w branży zrobi wszystko, łącznie z użyczeniem głosu w jakiejkolwiek formie, jakości.

    Naturalnie, odwrócono kota ogonem.

    Kawał chuja.

    Ekipa turystów z Polski. Dosiadam się do nich na obiedzie. Już widzę typową polską parę. Ona, solarka, mega tipsy, klapki od Versace. On, jajcarz.

    Ona ma focha. On dalej dyskutuje z całym stołem na różne tematy.

    Idziemy do pokoju.

    Praktycznie wszyscy zaczynają jarać blanta (w tym nasi animatorzy). Ja sobie siedzę przy kompie (płeć męska poległa w momencie kiedy wyjęłam go z…damskiej torebki). Wyżej wymieniona osobniczka płci żeńskiej dalej ma focha. Tym bardziej, że on też jara. Zaczyna bluzgać pod nosem, wyzywa wszystkich od ćpunów. Ale dalej siedzi w pokoju. Mówi, żeby on się od niej odczepił, ale daje się obejmować ramieniem.

    Cudowna polska rzeczywistość zagranicą.

    Poległam.

    2 komentarzy

    Nie mogę spać, wymiotuję. Taka tam skromna choróbka. Prawdopodobnie jakieś syfiaste jedzenie na stołówce jak to w przypadku również innych osobników z mojego teamu (z czego jedna laska prawdopodobnie symulowała po to aby móc pobyć z tym osobnikiem rzeczywiście chorym, ale temat odpuszczam coby się nie irytować). Dziwne tylko, że w moim przypadku zaczęło się od gardła a teraz siedze lekko połamana w łóżku. Przy okazji, nie wiedziałam, że załamanie organizmu generuje jakieś dziwne chore sny.

    Szef się zlitował i pozwolił zostać w domu, ale…haha. No właśnie – wieczorem na przedstawienie muszę być fit, bo nikt inny nie jest w stanie dj’ować mu do quizu. Czyżbym stała się osobą niezastąpioną?

    Hepi ending.

    1 komentarz

    Z matką rozmawiałam tego samego dnia, w którym zachowała się jak kawał przygłupa, nie chcę rozwlekać się na ten temat, na szczęści e rozstałyśmy się w warunkach dość normalnych.

    Tymczasowo Mallorce zalał deszcz. Burza, grzmociska, woda na ulicy po kolana. Tu nie ma odpływów na ulicy. Tu jak zaleje to jest koniec. No cóż.

    Zalało nam taras. Woda podnosiła się więc orzekłam stan alarmowy – wszystko znika z podłogi w pokoju, bo jeśli jakimś cudem woda podniesie się jeszcze bardziej, coś może się przedostać przez teoretycznie mega szczelne drzwi od tarasu. Na szczęście tak się nie stało.

    Natomiast klatka schodowa pomiędzy górą a nami ciekła niemiłosiernie. Ściana i sufit. Ciekawe, że rano nie było po tym ani śladu.

    W Mini Clubie nie miałam żadnych durnych niespodzianek. Natomiast wczoraj po przedstawieniu uszkodziłam przejściówkę do kabla. 2gą w tym sezonie. A pierdolić, elektronika to elektronika. Jak się ustawia mikser tak, że nie ma się dostępu do kabli i za chuja nie można się tam dostać, to musi się tak skończyć.

    Szał

    1 komentarz

    W sumie niewiele osób wie w czym gustuje, gustów mam wiele, ale oszalałam na punkcie tego.

    Matka od rana częstuje mnie smsami ‚wynieś mi chelb i dżem z hotelu, kończy nam się kasa’. Takie zachowanie dominuje od czasu jej przyjazdu na wyspę. Nie mówiąc o ‚te pomidory są po 1,50, za drogie, znajdźmy po 1 euro’ (relacja jej kumpeli z którą przyjechała).

    Ta sama kobieta kupuje sobie kiecki i tandetne pamiątki dla rodziny, ta sama kobieta godziła się na wyżywienie na własną rękę, ta sama kobieta nie chciała all inclusive w moim hotelu za 10 euro dziennie, ta sama kobieta chce mi spłacić pozostałe zadłużenie w Erze i twierdzi, że miałabym jej nie oddawać tych pieniędzy.

    Załatwiłam jej transfer na lotnisko za free, gdyby był płatny, też musiałabym płacić?

    Nie chce pomocy od tej kobiety, nie wierzę w jej dobre intencje. Z resztą odpisałam jej, co myślę. Teraz tylko czekać aż wpadnie do mojego mieszkania i zabierze mi kremy i czyste płyty dvd które mi przywiozła (co dla mnie też śmierdzi).

    Zbawienie ?

    Brak komentarzy

    Matka zaproponowała, że spłaci moje resztki zadłużenia w Erze. Nie wiem czy korzystać czy też nie, bo nawet nie chce żeby jej kasę oddawać. Nie wierzę w dobre intencje mojej matki, szczególnie jeśli chodzi o sprawy finansowe. W końcu przez nią między innymi siedzę teraz na drugim końcu Europy (a wcześniej na drugim końcu Afryki).

    Nie powiem, byłoby mi to bardzo na rękę finansowo.


    • RSS