criminalist blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 10.2009

    Się dzieje się.

    Brak komentarzy

    Od momentu w którym moja Babcia podarowała mi naszyjnik (połączone delfinki tworzące ‚widełki’, w których zakodowana jest data mojego urodzenia, podobno) dzieją się rzeczy conajmniej dziwne, a przede wszystkim jedna, podstawowa – układa mi się równocześnie w życiu prywatnym i zawodowym !!

    Jak szybko takie rzeczy potrafią się spierdolić?

    Hmm, rzecz w tym, że opierają się one na solidnych osobach, więc jedynym ogniwem które może peknąć, jestem ja sama.

    Jajniki.

    Brak komentarzy

    Zastanawiam się, jak dużo jeszcze czasu musi upłynąć zanim zacznę się obchodzić z facetami jak należy, szczególnie na pierwszym spotkaniu.

    6 lat

    Brak komentarzy

    Ha, nawet nie zauważyłam, że ten blog przeżył 6 lat. Wow. 4 i będzie 10. Musze jakoś zarchiwizować wpisy, aczkolwiek jak czytam się sprzed tych 6 lat to nie wiem czy śmiać się, płakać, załamać czy może porzygać. Jaka ja durna i naiwna byłam.

    ***

    Poznan welcome to.

    Jak za starych czasów – jedź na uczelnie, do domu po walizke, na pkp walizke zostawić, na wydział prawa zapytać o przepisanie oceny, pkp i na Szczecin, jutro na rozmowę o pracę (w Neckermanie ! łałałiła), potem jazda na PKP i na spóźnione seminarium i pracownie mgr. Jeszcze pewnie impreza wieczorem. No ja się powieszę.

    Tak ! Bo ja bym chciała w łóźku być i nie robić nic! Już tak było, wczoraj, 8h snu po imprezie, to u mnie nienormalne, zwykle były 2h snu…albo i zero.

    Ale teraz tak jakoś bym chciała. To może jednak się uda, po weekendzie, w Szczecinie, w łóżku własnym. O ile mnie od razu do pracy nie przyjmą, haha.

    Poland welcome to.

    1 komentarz

    20 min opóźnienia samolotu w Berlinie, to też bus mi zwiał. Na szczęście złapałam bezpłatną bezprzewodówkę i do drugiego busa zleciało. Jazda się zaczęła, jak z Schonfeld trza było na Tegel i dopiero potem do Szczecina. O 10 wyleciałam z Majorki, o 20 weszłam do ‚swojego’ mieszkania.

    Dnia tego samego, a raczej wieczoru, zawitałam w byłej Lokomotywie na imprezie elektryczno/elektronicznej w towarzystwie kumpeli z Univ Szczecińskiego. Spotkanie po latach, tym bardziej, że dziewczyna mieszkała w Londynie.

    Impreza średnia, gdyby nie mały parkiet z wynalazkami od techno i minimalu po schranz i rave, to bym z nudów umarła. Bujał mnie czasem parkiet środkowy, troche deepowego ibizowego house’u tam dawali, natomiat main, Hardy Hard i inne wielkie gwiazdy walące konie (czyli robiące mega nierówne przejścia między numerami) – pomijam milczeniem. Poza tym było tam mega zimno, stare tereny byłej Perły mają chociaż ogrzewanie.

    Spotkania rodzinne – na szczęście nie było awantur natury finansowej z dziadkiem, aczkolwiek współczuje chłopu, że naprawdę wierzy w te dzisiątki tysięcy PLN na moim koncie.

    Dodatkowe info godne uwagi to fryzjer (nie, nie mam czerwonych włosów i Tiny Tuner na głowie) oraz tipsy (tak, błyszczą się, to się nie zmieni nigdy).

    AAAAAAA!! Mężczyzna ! Zapomniałabym.

    Pan T. (eks, ten od rzucenia mnie w Walentynki, ten którego szefowa Neckermanna przywiozła mi na tydzien przed wyjazdem do hotelu i ten sam do którego pojechałam 2 dni później w odwiedziny) NADAL pyta, czy odwiedze go na Teneryfie. NADAL pisze, że teskni, i to nie na privatach na FB, tylko w PODPISACH DO ZDJĘĆ. Jaki facet w dzisiejszych czasach, mający w nawyku niekoniecznie stabilne podejście do kobiet, pisze takie rzeczy na ogólnym ?

    Zniesmaczył mnie tylko ogląd foty, którą wrzuciło to 18letnie coś, co go zakręciło na tydzien przed moim wylotem na urlop za czasów Fuerteventury. Suka oznaczyła go na zdjęciu. Brrrrr.

    Hit sezonu.

    Brak komentarzy

    Pati, moja współlokatorka modelko-barbie-chuj wie jaki model, dziś o 10 miała samolot powrotny.

    O 5:30 wróciłyśmy z imprezy pożegnalnej (naszej plus jeszcze jednej animatorki). Pati zalana w chuj.

    Postanowiłam nie spać przez następne 30 min coby ją obudzić, bo Nina (szefowa ekipy Neckermanna z naszego hotelu), o 7 była z nią ustawiona na recepcji w celu odwiezienia na lotnisko. W tym czasie podziwiałam, jak Pati przez sen rzyga sama na siebie. Urocze.

    6:00. Budzę Pati. Ni cholery. Szturchasz, pchasz, plaskacze, nic. Aż sprawdziłam czy oddycha. Oddychała. Polazłam po wodę, coby pochlapać. Zadziałało, wstala. Ja polazłam spać.

    Budzi mi telefon. Nina. Patrzę na zegarek, jest 7. Pati śpi.

    Nina zlazła do nas, budzimy barbie. Barbie sama chyba się nie orientuje, więc dzwonie do szefa. Wpakować za wszelką cene do auta – a jak już totalnie się nie uda, cóż, nie możemy być odpowiedzialni za głupotę dziecka.

    Do samochodu wpakowałyśmy zwłoki, Nina poprosiła mnie żebym jechała z nimi.

    Barbi ma lot najpierw do Barcy, potem do Pragi. Ubiera się jak na lato, mamy jakieś 12 stopni na zewnątrz. W Pradze ile?

    Nie mam pojęcia, czy wpuścili ją do samolotu. Raz że bagaż mega wielki, dwa że jechało od niej alkoholem na kilometr. I nie dowiem się. Pati od dawna nie ma telefonu.

    2 dni.

    Brak komentarzy

    2 dni do powrotu, tymczasem mi życie zafundowało nawrót choróbska sprzed półtora roku. Wręcz zajebiście, że tak powiem.

    To już trzecie podejście do tej notki, co rusz zdycha mi łącze, może chodzi o to, że nie powinnam się tak rozczulać i rozwodzić, więc będzie krótko.

    Bardzo się cieszę, że spotkałam się z tym totalnym dupkiem. Ten człowiek nadal sprawia, że cała agresja i zło spływa ze mnie w trybie natychmiastowym. Tak stało się i teraz.

    Nie wiem, co by było, gdybym zdecydowała się na spotkanie wcześniej. Pewnie nie miałoby takiej Mocy, jak teraz, sprowokowane tak naprawdę przez piątkową niespodziankę Niny.

    Nadal nie wiem tylko, czy mężczyźni chociaż czasem naprawdę myślą tak jak mówią, szczególnie jeśli chodzi o te rzeczy o których z nami, kobietami, dyskutować nie lubią. Ale jak rzeczy te powtarzane są dwa razy, to jednak wątpliwości maja prawo się rozwiać.

    Heh, miało być krótko, mogłabym pisać dalej…

    W każdym razie, nie zmieniło się nic, nawet to, że znowu posiałam gdzieś u niego okulary przeciwsłoneczne.

    ***

    Hitem jest posiadanie zaplecza animacyjnego w postaci starego basenu krytego, rzecz jasna pustego, bez wody. Jest to teren dość podatny na zużycie, co tyczy się robienia zdjęć w azjatyskiej sukience ze stójką. Nie ważne, że nie do końca przelazła mi przez biodra. Efekt – bezcenny.

    Co zrobiła szefowa ekipy Neckermanna z naszego hotelu? Przywiozła mi mojego ex (tego, co mnie w Walentynki rzucił).

    Co zrobiłam ja? Rzuciłam się mu na szyję (bynajmniej nie do gardła).

    Jak to się skończy w niedzielę wieczorem, jak będę mieć wolne po pracy? Każdy chyba wie.

    Choinki jeszcze nie ma, ale już niedługo.

    Za 8 dni lecę do domu. W sumie nie wiem czemu ta notka nie powstała w obliczu dni 10ciu, jakoś wyszło. Może kolejną spłodzę na dzień przed, a może wogóle.

    Co gorsze, chodzi mi po głowie myśl, że gdyby nie Univerek, to zostałabym w animacji…chore ale prawdziwe. To uzależnia. Z resztą, wszystko, czego nie nawidzimy, zwykle chwyta za serce, taka natura, przynajmniej moja. Ale myślę, może kiedyś. Teraz wiem, że rozsądkiem jest odpoczęcie od tej kupy gnoju i emocji, bo inaczej sama siebie wysadze w powietrze.

    Póki co na twarzy mej dnia dzisiejszego oficjalnie zawisł Joker raz ostatni.

    Na kaca.

    1 komentarz

    Mowa o kacu moralnym oczywiście jakim było zrobienie z siebie totalnej idiotki, o czym pisałam w poście poniżej.

    Ku memu zaskoczeniu obiekt westchnień dodał mnie na Facebooku całkiem sprawnie i szybko, pokusił się nawet o umieszczenia naszego zdjęcia z imprezy (ryjek ma troche krzywy ale ujdzie). Well. Sentyment?

    W każdym razie ja swoje samopoczucie podreperowałam wizytą w Palmowym Akwarium, szał pał to to nie był, aczkolwiek jest na czym oko zawiesić. Gdyby nie mój skromny budżet, pokusiłabym się na nurkowanie wśród rekinów za jedyne 200 euro, ale może innym razem. I już po tym, jak w innym miejscu ktoś mi rurki będzie do ust wkładał, bo nigdy nie miałam przyjemniści pływania w akwalungu, nie mówiąc o nurkowaniu. No i do tego kwestia ciśnienia w uszach, które mi je czasem rozpierdala.

    Z rzeczy najprzyjemniejszych pozostaje fakt, iż za 16 dni o tej godzinie prawdopodobnie będę szykować się do wyjścia na imprezę, aczkolwiek nie jest to tak pewne, jak plan trafienia do domu, wyjścia gdzieś ze znajomymi i posiadanie całej tej pieprzonej Hiszpanii głęboko w dupie.

    A, żebym nie zapomniała, poznałam wczoraj osobnicę, z którą bazgramy od jakiegoś czasu na gg, gdzieś tam się na Sieci wyłapałyśmy bo ona na Majorce żyła kiedyś, więc się zgadało. Więc o ile charakter cudny, o tyle…myślałam, że to ja jestem nieatrakcyjna. Coż, życie daje ludziom takie a nie inne wyglądy. Szkoda mi babki, bo naprawdę fajna, i ja pewnie brzmię jak kawał chuja.


    • RSS