criminalist blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 11.2009

    Na dzień dobry zacznę tylko wzmianką, że śpiewało mi się wręcz super w nocy z soboty na niedziele weekendu obecnego. I to w Stargardzie. Takie rzeczy się raczej nie zdarzają, a tu proszę, niespodziewajka. Byle bym tylko z chrypy zeszła do piątku.

    Natomiast wątek damsko-męski zawarty w tytule notki tyczy się mojego zdumienia. Będzie bardziej wylewnie, no ale musze. Jakim cudem pierdolony casanova nie rozebrawszy siebie ani mnie (przy czym byłam w jeansach i koszulce no, zero szału), finishuje po niecałych 2ch minutach po tym jak już raczyłam ‚pojawić się na wysokości zadania’?!

    Nie mam kurwa pytań.

    Dodam jedynie, że im starszy facet, tym większy w niego bezmyślny 16latek w łóżku. Oni naprawdę myślą, że się mocno pomiętosi i już będzie zajebiście.

    Tak generalnie to dziś wieczorem będę mieć XBoX’a 360 Arcade. Tak, z powodu Tomb Raider’a Underworld, którego wczoraj rano zamówiłam sobie na allegro – do odbioru na terenie Szczecina. Czekam, aż rodzina sprzedającego (podobno wyjechał do Liverpoolu) odezwie się w celu przekazania mi gry.

    Z rzeczy przyziemnych to wczoraj siadłam za sterami radia ICE FM o poranku i do 14tej pojechałam z audycją ;] Nie ważne, że rozjechałam się na temacie kina, w którym generalnie jestem mocna. Potem było lżej.

    Szczytem szczytów natomiast było wyrywanie kolesi w saunie. Naprawdę. Po prostu do niej weszłam i na wjeździe rzuciłam tekstem ‚no nie, ja sama i was 4rech, chyba zwariowaliście’. Jedynie 2ch z nich ogarnęło moje poczucie humoru. Przypadkowo spotkawszy się w recepcji już po wszelkich torturach i zabiegach upiększających ciała, jeden z nich (ten wyższy i taki generalnie bardziej nieśmiały) zaproponował, że mnie podwiezie, tym bardziej, że moje strony. Niestety, kolega z pracy (tak dj, nie, nie wyrywam go) zadzwonił (umawialiśmy się w sumie wcześniej, sorry…) więc tajemniczemu nieznajomemy wyrwałam z krtani jego nr telefonu. Wymiana 2ch smsów późnym wieczorem, generalnie brak szału.

    ***

    To wyrywanie facetów to jakaś taka mania. W Coyote Club po występię, wdawszy się w konwersacje z dwoma kolesiami siedzącymi przy barze, w czasie gdy jednemu coś tłumaczyłam, drugi nie dawał na to szans, więc mu delikatnie dłoń na ustach położyłam. Że sobie tego nie życzył, zapytałam czy pocałować zamiast. I pocałowałam.

    To ten grudzień chyba, strzelcowy taki, sobie idzie.

    No coż, żadną niespodzianką nie jest, że straciłam głos. Niespodzianką natomiast jest, że z tego powodu siedze w domu i nie idę na Afterparty do Intro. Stwierdziłam, iż fajnie byłoby jeszcze mówić, o śpiewaniu nie wspominając. Tym bardziej, że na next weekend musze mieć znowu sprawne gardło.

    Jakby podsumować Trance Space.
    Właśnie zrzuciłam filmiki kręcone moim aparatem, początkowo zdegustowana ilością fałszy, poszłam po rozum do głowy, podpięłam pod laptopa słuchawki, skręciłam basy, wyciągnęłam średnie i wysokie i coś już było słychać. Fakt faktem, błędy które ogarnęłam już na miejscu typu nie wejście na czas (scena house była tuż za ścianą więc na dziurach i ciszy w numerach wiliczyć takt lekko było trudno), nie wejście wogóle bo się zapomniało o czymś tam, kilka złych trafień w dźwięk, jestem w stanie przeżyć. Nie jestem w stanie przeżyć natomiast tego, co słyszałam jako czyste, a do końca czyste nie było. Mogę wyciągać jedyny wniosek – nie słyszałam się wystarczająco dobrze na odsłuchach (a wierzcie mi, dźwiękowcy stawali na głowie żeby było ok). Coby nie zajechać się krytyką mniej lub bardziej konstruktywną dodam, że jak NA PIERWSZY RAZ NA DUŻEJ IMPREZIE MASOWEJ (większej niż w klubie) dało się przeżyć.
    Na sieci jak na razie nikt nie naskrobał na mnie nic przykrego, wręcz przeciwnie, więc wnioskuje że mimo przećpanego towarzystwa ktoś jeszcze miał sprawny słuch (i miękkie serce, hehe).

    Z atrakcji dodatkwych to oczywiście spędzanie czasu w towarzystwie ekipy technicznej, ogarnianie cateringu i alkoholu na vipie (ah, główny organizator miał kaprys a ja za dużo czasu wolnego na początku imprezy), przeprowadzenie wywiadu z Manuel’el Le Saux (jak na Włocha koleś gada niesamowicie dobrze po angielsku) no i niezapomniane oblanie egzaminu, na który wybrałam sie 2,5 h po zakończeniu imprezy (pociąg o 7.22 poprzedzony uprzejmością obsługi technicznej i zgarnięcia mnie do hotelu w celu zmycia cudownej ilości brokatu i lakieru na włosach, fryz przedni, ale na egzamin to taki niekoniecznie stosowny). Wyjątkowo jestem na NIE jeśli chodzi o zjazd tegoweekednowy więc wróciłam do Szczecina zaraz po egzaminie z zamiarem zawleczenia dupy na Afterparty. No ale rozsądek wygrał, moje gardło również.

    Cieszmy się i radujmy, spędzam wieczór z Mamusią zakazującą mi używania kompa w dniu jutrzejszym w związku z kompleksowym sprzątaniem łazienki. Ale ja naprawde nie mam lat 12tu.

    Jak zwykle.

    Z nowości technicznych – udało mi się przepisać ocenę z finansów, po prostu wlazłam do gabinetu profesora niczym Sierotka Marysia z tysiącem rozlatujących się map w rękach, wzięłam go na litość podając dobre argumenty (to tak można?) i…zamiast 4 przepisał mi 3. Nie ważne, śpię spokojnie, 13go interesuje mnie tylko Trance Space i nikt nie będzie mi stawiał ultimatum ‚bez próby nie zaśpiewasz, wybieraj uczelnia albo event’ (nie ważne, że jadąc z Pzn do Szna dostałam telefon, iż na próbę możemy wejść już w czwartek i że chciałam roznieść cały przedział).

    Za to 14go mam inny egzamin, tzn impreza kończy się o 5, a ja o 8:50 mam pociąg do Poznania. O 11 egzamin. Słodko. To ja sobie może zacznę ściągi pisać. Bo mapy to ja się raczej nie naucze (Polski, Świata itp itd).

    Pracę magisterską próbuję pisać, ale powala mnie zasób książek Książnicy, która z resztą od 2001 w komputerze posiada jakąś moją niezapłaconą karę, w wysokości 9 zł. Fajnie, szkoda, że jak później wypożyczałam, to mi nikt o tej karze nie mówił. Mmm, pomijam fakt, że oni nadal pamiętają o tej nieoddanej książce Andre Norton. Bo ja nawet nie wiem gdzie ją mam.

    Z branży tyle dobrego, że od wczoraj siedzę SAMA na audycjach w ICE FM.
    Można mnie posłuchać dziś od 19 jakby ktoś potrzebę miał. Uprzedzam, muzyka house i trance. RMFy i Eski to w radiu prawdziwym, szajsowi dziękujemy.

    A no i mam Internet tzw. stały w domu. W sensie, że admin w dniu aktywacji podobno nie dostał od biura cynku, że aktywować ma, więc Matka miała moje błogosławieństwo w związku z dzwonieniem do usługodawcy i zjebania go od góry do dołu. No bo to Internet, tak? I to dla mnie, i ja mam za niego płacić, więc kij im w plecy.

    Jak już nie wiadomo o co chodzi…to niewiadomo o co chodzi.

    Generalnie pytania typu ‚ty byłaś w pracy czy na imprezie rekreacyjnej’ albo ‚bo ja na przkład nie mam ochoty pół weekendu gadać o pracy’ (opcja pasja łączy się z pracą już wogóle nie wchodzi w grę), czy też ‚lubię cię ale twoje pierdolenienie nie na temat mnie mega wkurwia’ (w sytuacji gdy rozmówca nie czyta uważnie moich odpowiedzi na jego pytania, można wnioskować, że z góry ma wyjebane na jakąkolwiek odpowiedź skoro mój świat to nie jego świat i sam mówi o sobie ‚nie jestem ostoją tolerancji’). No to chuj panu w dupę, proszę pana, że tak brzydko powiem, bo trzeba być zjebem totalnym, żeby po 2ch spotkaniach pluć mi się, że moj tryb życia jest nie halo i mam go zmienić, bo pan go nie jest w stanie ogarnąć.

    ‚Jak na taką mistrzyni kiczu jak ty, to już jest przesadą’: mega fantastyczna lodówka

    To, że kiczowata być potrafię, naprawdę stawia mnie na równi z dziećmi emo?

    ***

    Z wieści ze świata wieści dobre. Zaśpiewałam sobie w Intro. Szły takie kociaki, i to do setów trance ! House to, tak w sumie, nie to że nie żaden wyczyn, bo duży, ale ja do seta trance nie śpiewałam NIGDY i raz pierwszy miał być 13go na Trance Space.
    Apropos.

    13go jest impreza. 13go mam również egzamin w Poznaniu, traktowany jako mój pierwszy termin, mimo że to termin 2gi. Tak ugadałam się z prowadzącym zajęcia, który z powowdu swojego widzimisię nie chciał przepisać oceny, mimo, że rocznikowi mojemu który rok temu kończył, przepisał. W tym roku nie, i chuj, bo za dużo tego.
    Jak teraz panu prowadzącemu powiedzieć, że ja 13go muszę wejść na próbę na hali w której śpiewam, i nie mogę być na egzaminie?
    Lekki debilizm…

    Sugestia jest następująca – jestem związana z firmą, dla której pracuje, do końca listopada. Jest to wynik bardzo skomplikowanego układu, który naturalnie jest tajemnicą handlową. Firma ta obecnie daje mi jedyne utrzymanie, w związku z czym muszę dnia tego i tego w godzinach takich i takich wywiązać się z zobowiązań zawartych w moich papierach. Plus do tego branie na listość, że to mój rok ostatni, że specjalnie wróciłam do kraju, aby te studia kończyć, że życie mi się tak skomplikowało i proszę pana prowadzącego o doradzenie mi co ja w takim razie powinnam zrobić aby ze spokojem zaliczyć jego przedmiot.

    Ostatnią opcją jest powtórzenie przedmiotu, ale nie mam zielonego pojęcia, jak to się ma, gdy ten przedmiot jest różnicą programwą, narzuconą dla całego roku.


    • RSS