criminalist blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 3.2010

    Audycje dzienne w radiu zawieszone. Biorąc na wzgląd to, że reklamodawców nie udaje mi się znaleźć, moim jedynym źródłem zarobku na dzien dzisiejszy to śpiewanie, które starcza mi tylko na uczelnię, dosłownie – czesne plus dojazd na zjazdy i zakupienie jakiegoś pokarmu. Ok, mieszkam z rodzicami (niestety, plany wyprowadzki legły w gruzach), ale poza dachu nad głową i lodówką z ich strony nic więcej nie dostaję. Więc myślę co wykombinować. Szukać pracy, która będzie mnie frustrować? Gdyby nie studia, a muszę je skończyć, wyjechałabym. 

    Jeśli śpiewanie nie rozkręci, to wyjeżdżam. Chyba, że jakimś cudem zmieni się sytuacja w radiu albo trafi mi się praca, dla której będę chciała tu zostać. Wolę być animatorką niż pracować w Mc Donaldzie czy za biurkiem jako pani od kawy i stosu dokumentów. 

    W materii osobistej Małolat został całkowicie wykreślony z mojej prywatnej sfery życia. Nie będę się umartwiać dla kogoś, po kim nie widać, że mu na mnie zależy. I to jest jedna część zadania domowego, które odrabiam bez zastanowienia, czy warto. Bo już kiedyś leżałam w tym temacie. 

    Tak się pieknie rozpisałam i szlag mi trafił całą notkę…

    Cóż. Może uda się odtworzyć, mam jakies 45 min czasu…

    Każdy w coś wierzy. Jedyni w boga, inni w pieniądze, jeszcze inni w reinkarnację (ja też, ale dziś nie o tym).
    Ja wierzę, że to co nas spotyka, nie pojawia się bez powodu, tak samo jak ludzie na naszej drodze.
    Dorzućmy do tego horoskopy, karty, wróżby. Nie jakoś maniakalnie. Mawia się, że w co wierzysz, to się sprawdzi. Tak jak Małolat mówi mi, że jak uwierzę, że coś mi się uda, to się uda…Ale akurat ten optymizm w mojej głowie to na dzień dzisiejszy abstrakcja.

    Karty pokazały mi Małolata już w listopadzie. J. przypomnała mi o tym, jak opowiedziałam jej o całym moim ostatnim emocjonalnym cyrku. Ludzie odchodzą albo zostają. Mogą też być lekcją, którą należy odrobić. I właśnie Małolat nią jest. Myślałam o tym za każdym razem, gdy przez moją głowę przchodziły myśli ‚czemu? czemu on? po co? przecież to nie ma sensu, przecież mój marazm kontra jego optymizm, to się nie może udać’. No i się nie udało. On jest dla mnie, przy mnie, jak jesteśmy razem. Gdy jesteśmy osobno, nie ma go. Nie chce, nie umie, nie potrafi. I przyznał się do tego bez bicia. I jak to ja, widząca tylko albo czarne albo białe, nie potrafię powiedzieć sobie tego, co sama napisałam w tekscie Sound Players feat. Baltica – Coolness: ‚let the things be as they want, cause thats fair’. Nie, ja pre strasznie, pod prąd, zamiast dać się porwać nurtowi. To chyba bardziej bolesne niż wieczny bunt, do którego jestem przyzwyczajona.

    Jestem teraz na etapie, w którym czuje, że wartości wyznawane do tej pory zamieniają się z innymi, proces naturalny w życiu każdego człowieka, o ile jest on istotą która chce się rozwijać i ma swoje cele w życiu. Taki proces biologiczno emocjonalny. Rozwój duszy? Może Małolat by tak to nazwał…Jest mi ciężko. Zastanawiam się o co mi właściwie chodzi, wiem, że nie czuję się szczęśliwa ale też nie potrafię wyrwać się ze stanu w jakim jestem. ‚Nie chcesz, a nie, że nie umiesz’ – kolejne słowa Małolata. No właśnie, postaci, która reprezentuje mnie sprzed lat, tylko że w wersji męskiej. Szalona małpa, która jest wszędzie, ale jak przychodzi co do czego to emocje w niej się kulą, nawet jeśli uznawana jest za kogoś ‚hej do przodu’. I teraz konfrontacja – mój paskudny stan,który naprawde analizuje i przerabiam tylko dlatego że Młody stał się bodźcem, bardzo dużo rozmawiamy, co gorszam podczas tych rozmów czuję szklaną ścianę miedzy nami, która teraz objawia mi się jako odgrodzenie w konfesjonale między księdzem a spowiadającym się – i jego pozytywizm, dusza której nie sposób złapać bo nie jest zmaterializowana. I teraz wyciągnąc z tego coś najlepszego, to jest wyczyn.

    Jakkolwiek by się wszystko nie potoczyło, skończy się dobrze. Tak czuję.

    I zastanawiam sie, czy to efekt 25tki która już trzaśnie w grudniu czy wina tego, że przeżywam świat każdą komórką swojego ciała, każdym nerwem.

    W zasadzie to na tyłku tymczasowo, bo w Mc Donaldzie w Poznaniu.

    Po uczelni, po jeżdżeniu między miastami w trakcie zjazdu (śpiewałam w piątek).

    Siedząc i myśląć o tym co będzie jak Młody spojrzy mi w oczy na treningu (o ile wogóle na niego przyjdzie).

    Paranoją jest PKP i osobowe: jeden jadący ponad 3h i drugi, ponad 2 ale krócej niż pośpiech czy tlk. 2gi dojeżdża do Szczecina 10min po pierwszym.

    „Jak jestem przy tobie to jest dobrze, ale jak mnie nie ma, to nie potrafię…” – w sensie wykrzesać z siebie zainteresowania moją osobą. Czy to mój to myślenia jest zjebany czy na początku znajomości zwykle właśnie jest się zainteresowanym drugą osobą? A może to już jest chęć trzymania na smyczy, dostać jakiegoś smsa bądź jakąkolwiek oznakę zainteresowania, gdy czas spędzany jest osobno? I nie mówię tu o milionach wiadomości na raz, z tego już wyrosłam.

    Dowiedziałam się wczoraj, że numer który nagrałam rok temu, zostanie wydany. Ta informacja od razu zapaliła mi lampkę w głowie, że skoro znowu w życiu zawodowym się układa, w prywatnym się spierdoli.

    I się spierdolilo.

    Teraz pozostaje mi przełknąć wszystko i z podniesioną głową nadal chodzić na treningi.

    Co siąde do notki to kupa wychodzi bo muszę gdzieś lecieć i coś robić.

    Wiadomości w pigułce:

    - praca magisterska ruszyła

    - w sobotę enTrance

    - w radiu się dzieje, dzieje się i generalnie to nie wiem co jak z czym, żeby było dobrze

    - czuję że żyję, takie mam zakwasy po treningach

    - nie mam czasu nawet napisać tekstu do kolejnego numeru Sound Players (a są już 2 numery, wspominałam?)

    - moja fascynacja Małolatem nadal trwa i nie planuje się skończyć

     

    Trele morele pewnie i tak o czymś zapomniałam. 


    • RSS