I podjęłam decyzję o L4. Na 3 dni. Oczywiście szef zaszalał i przez telefon zapytał, jak długo mam zamiar chorować. Jeden dzień, dwa? Cóż, zwolnienie dostałam na 3. Ucho dla mnie ważniejsze niż jego pieprzone reklamacje od klientów.

enHouse generalnie średni. Muzycznie. Organizacyjnie dobry, że aż nudą wiało. W dodatku umierałam, bo z pt na sb całą noc w studiu dziergałam reklamę do Independance co – uwaga – nie jest szczytem możliwości, a kroplą w oceanie, jeśli o ilość czasu spędzonego nad reklamą chodzi. Efekt generalnie ujdzie w tłoku, podobno.

Natomiast w sobotę zapychałam się na cateringu. Nie chciało mi się wybitnie słuchać muzyki tego wieczoru. Chyba odwykłam, przez to bieganie za wywiadam. Z tej nocy mam 2, powinny być 3. Na 3ci nie chciało mi się czekać.