Dobrze, że zostawiłam tego bloga.

Ciężko żyje mi się z myślą, że gdybym z pół roku temu nie powiedziała, że istnieje małolat, być może teraz byłabym milion razy szczęśliwsza. Jestem prawie pewna, że coś by się z tego zrodziło…

Małolat miał być ucieczką. Nieudaną jak się okazało. Katastrofalnie skończyło się wszystko. A teraz sama nie wiem, czy są jakiekolwiek szanse…

Szanse u tego typu mężczyzny, co dawno temu zraniony, na zawsze przywdział zbroję (pomijam jej zdjęcie pomimo zapewnień, że nie, oczywiście dla innej) i nie ma zamiaru jej zdejmować. Oczywiście w chwilach słabości potrafiło z niego wyleźć to słabsze ogniwo…Potem jednak temat znikał, bo ego pewnie się odezwało, że jak tak można.

A ja, mimo że już chłodniej, nadal wierzę. Nie wiem po co, nie wiem na co. Blokuje sobie w ten sposób szansę na szczęście gdzie indziej, ale nadal wierzę.

Z tym chyba nie za wiele da się zrobić.