Czemu jest tak, że jak już wszystko pierdolniemy, powiemy ‚dość!’ i zabierzemy się za zamykanie książki, chcąc tworzyć nową, to nagle świat wywraca się do góry nogami, i owszem, możemy zabrać się za pisanie nowej powieści, ale jest ona…kontynuacją poprzedniej?!

I znowu…kiedy porzuciłam wszelkie nadzieję i obiecałam sobie, że wykluczę z życia to, co mimo iż dało mi tyle radości, jednocześnie uraczyło tak samo dużą ilością bólu…larwa zaczęła przeistaczać się w motyla. Proces ten będzie za pewne wyboisty, ale efekt ostateczny może zaskoczyć mnie samą. Nie będzie to zapewne efekt końcowy efektu ostatecznego, pewnie znowu przeklnę to, że rzuciłam się w wir tego, co może pomóc odhaczyć kolejną pozycję na liście marzeń, znowu będę płakać, tupać, krzyczeć i przeklinać to za co się zabieram, znów przekreśle wszystko…a następnego dnia, po tym jak pierdolnę drzwami krzycząć ‚mam już dość ! pierdolcie się wszyscy !’ życie znowu wykręci mi jakiś numer.

Boże, jeśli istniejesz, musisz się fenomenalnie bawić.