No, to generalnie znowu w skrócie.

- jestem na L4, psychika mi siada
- siada mi, bo matka w trakcie leczenia a wiadomo, różne rzeczy się wtedy słyszy, wyobraża etc
- nawiedzę wreszcie uczelnie w Poznaniu, trzeba kopnąć się i skończyć MGR
- jestem singlem. Historia względnie krótka. Po prostu koleś, jak się okazało, nadal żył swoim byłym związkiem, do tego dodajmy wielkie zakompleksienie leczone poprzez wytykanie innym tego srego owego, dawanie mi do zrozumienia (niekoniecznie werbalne) że ma być taka sraka i owaka. Skończyło się dość groteskowo, bo nie dałam z siebie zrobić ‚do serca przytul psa’, jak to było zanim ze sobą byliśmy. Szkoda kolejnych linijek na ten wątek, on mnie zostawił i on ma focha przez urażone ego, które kopnęłam w dupę
- śpiewanie z powrotem powoli ożywa, w sobotę jadę w teren śpiewać

Coś pominęłam?