Wkurwia mnie to ze skrajności w skrajność. Jak to trafnie zauważyła jedna persona (czytasz mnie jeszcze?), najszczęśliwiej wyglądam podczas śpiewania, jestem zrównoważona, spójna i powinnam to robić jak najczęściej. Nie śmiem zaprzeczać. Tyle że teraz zbieram siły na wydarzenie, które nastąpi już wkrótce. Czekam na oficjalne info ze strony organizatorów.

Generalnie jestem zawiedziona ludźmi plus mam problemy z pogodzeniem się, iż nigdy nie będę przynależeć tam, gdzie bym chciała, mimo wszystkich dziwnych zawirowań i dróg prowadzących ku temu. Nie i chuj. To była lekcja, która po prostu jebła mi do domu zadanie domowe do odrobienia. Chyba nie mogę się z nim uporać. 
Dorzućmy do tego jeszcze error w pracy. Aj, jak można powiedzieć ‚będą redukcje, chce pani zostać czy odejść, bo nie dam pani ani dnia wolnego z urlopu do końca umowy, przedłużenia umowy nie gwarantuje, podwyżki pani nie dostanie’ i dać mi 3 dni do namysłu? Co z tego, że wysyłam cv w odpowiedzi na oferty? Nie oddzwaniają. Wkurwia mnie to, że taka patologia następuje zaraz po serii wydarzeń rozpierdzielających moje serce z radości, bo poukładały się inne tematy. 
Boże, żebym ja codziennie była w takim stanie i z takim uśmiechem na twarzy, jak po pierwszej próbie do kolejnego wielkiego występu.