criminalist blog

    Twój nowy blog

    No dobra, dotarło już do mnie to, że faktycznie zaczynam się cofać emocjonalnie albo że tak naprawdę nie dorosłam ani odrobinę od kilku dobrych lat. Inna sprawa, że moje ADHD doprowadza mnie do jakiegoś rozdwojenia osobowości. Napady szału radości, krzyki, zachowanie się niczym małolaty…a z drugiej strony w miare zrównoważona postać z jakimiś betoniarskimi tekstami od czasu do czasu, konkretna i zorganizowana osoba, która potrafi swoje życie tak ustawić, że w ciągu chwili ogarnąc kilka kwestii na raz.

    Jestem osobą bardzo inwazyjną i męczącą. Jestem osobą której wszędzie pełno. Dobrze mi z moją ekspresją i dobrze mi z moją ilością energii. Źle mi natomiast z tym, że rzeczy które teoretycznie poztywne, obracają się przeciwko mnie, gdyż otoczenie nie traktuje mnie poważnie. I nie mówię tu, o szalonym skakaniu na parkiecie. Do tego już każdy przywykł. Chodzi o całą resztę. Pominę kwestię tego, że mam wewnątrzną potrzebę wyglądania nawet śmiesznie, jeśli wkręci mi się w głowę faza, że chcę tak wyglądać. I nawet najbardziej krytyczne komentarze tego nie zmienią. Pada pytanie – gdzie kończy się chęć samorealizacji a zaczyna się walka o to, żeby na siłę się wyróżniać, gdzie kończy się chęć doradzenia mi a zaczyna chęć manipulacji i ustawiania, bo branża wymaga czegoś tam.

    Rezygnacja z mojej ekspresji, pohamowanie temperamentu – przecież to bomba z opóznionym zapłonem. Prędzej czy później wybuchnie i zamasakruje całe otoczenie (o czym niektórzy już się mieli okazję przekonać w miniony weekend). Nie mam zielonego pojęcia, jak wypośrodkować to wszystko.

    Przecież jak zacznę się zmieniać, bo tego oczekują inni i wymaga tego rzeczywistość, stanę się wrakiem, prędzej czy później.

    Pomijam milczeniem 4 dni Sunrise Festival. W sumie 3, ten 4 to Before Party w mieleńskim Senso.

    Liczy się efekt końcowy, czyli wywiad z Arminem van Buurenem, dj Sasha, Ashley Wallbridge’m, Maarten’em de Jong’iem, Andy Moor’em. I CoolnesS otwierające set chłopaków i sobotnią edycję imprezy.

    Pominę milczeniem również Afterparty na którym sama się skończyłam i podziwiam ludzi, że mnie nie zakopali za pierdoły jakie gadałam. Szacun. Jest mi okropnie wstyd.

    A jak już przyszedł poniedziałek, to pojawiło się to:
    Sound Players feat. Baltica – CoolnesS [incl remixes] ON BEATPORT

    Sound Players feat. Baltica – CoolnesS [Remixes]

    Nareszcie.

    I jakby ktoś chciał posłuchać remixu:

    Sound Playres feat. Baltica – CoolnesS (Conrad S mix) [ripped from Kyau and Albert Euphonic Sessions July 2010]

    W sumie zastanawia mnie zła sława ludzi z którymi współpracuje. Ale również może zastanawiać mnie to, że na mój temat też pierdoli się głupoty (a potem okazuje się, że wcale nie jestem taka zła).

    Jeszcze bardziej zastanawia mnie czy ludzie mają prawo do mówienia, że mój poziom jest zaniżany przez ludzi, których twórczością owi opiniotwórcy wogóle specjalnie się nie interesują.

    Myślę, że dobrałam się pod kątem współpracy idealnie. I o nich zła fama, i o mnie. Natomiast jak przychodzi co do czego, to nas grają zagraniczni dejoci, nie tych ‚znawców’. :)

    Ten tydzień to same dobre informacje.

    Nie wiem, co mam zrobić z wylewającą się ze mnie euforią. Wczoraj na przykład po prostu położyłam się na podłodze i zaczęłam się bezwładnie śmiać.

    A myślałam, żeby ctrl + c zrobić, bo coś się wyjebie i wyjebało. Zamknęłam przeglądarkę :]

    Zaczynając więc moją wylewność od samego początku…

    Słyszeć słyszeliście. The Secret. Sekret. Książka i film. Ale czy oglądaliście bądź czytaliście? Taka mantra na życie.

    Ok, wierzęw to, iż pozytywne patrzenie na świat pomaga nam bardzo. Wierzę też, ze strach przed złym to zło przyciąga. Ale jakoś wiara w to, że kasa będzie przed nami leżała, jeśli tego zapragniemy, to już sprawa naciągana. Całe szczęście, że zaznaczono, iż trzeba zrobić coś od siebie, poza marzeniami i życzeniami.

    Wdzięczność i dziękowanie za to, co już mamy. Chyba wolę umiejętność cieszenia się tym, co już mamy. Sprawa dość trudna, bo ciągle człowiek skupia się na tym czego nie ma a czego by chciał. Nawet ja. I to właśnie przełożyło mi się na moje życie.

    W ostatniej chwili okazało się, że żadna z 2ch stron, które mogą załatwić dla mnie sprawę, nie załatwiła nic. Jedna strona myślała, że zrobi to druga, druga że ta pierwsza. Temat udało się odkręcić. Moje przywileje jednak będą mniejsze, niż gdyby załatwiała to strona, hmm, bliższa tematowi. Chwyciła mnie rozpacz, bo gdybym odpowiednio wcześniej, z odpowiednią powagą zadała pytanie, odpowiedź raczej byłaby pozytywna. Bałam się. Uważałam, że malutlkie dokonania, które udaje mi się stworzyć dzięki współpracy, nie obligują mnie do posiadania większych praw. Liczyłam na propozycję z tej strony. Jak już wspomniałam, strona ta myślała, że temat załatwi strona druga. I ostatecznie załatwiła.

    Po przelanych łzach (nie byłabym sobą) z powodu własnej głupoty, braku odwagi wtedy kiedy właśnie powinnam ją mieć i braku rozeznania w tym, jak dużo mi wolno a jak nie (już odrębnym tematem jest kwestia mojego mniemania, iz przylepiono mi plakietkę ‚ona jest oszołomem, nie traktujcie jej poważnie’ której nie da zmienić się na ‚może i jest oszołomem, ale ma potencjał, pojęcie o temacie i daje radę, należy ją szanować’ przez co boję się walczyć o swoje) posłuchałam się Małołata (‚kobieto ! mogłaś skończyć sprawę z niczym, skup się na tym, że i tak kończysz na plusie, a tego co ty masz, wielu nie ma i mieć nie będzie’ – ‚ale jeszcze inni mieli więcej bez starania się o cokolwiek i bez jakiejkolwiek walki !’ – ‚a co cię inni obchodzą?’ – no niby tak, ale nawet to, że sukces podany na tacy szybko stacza się na dno, nie pociesza mnie wcale) i tak jakoś…wieczorem siedziałam przy komputerze, szukając odpowiedniej grafiki na ubarwienie elementów mojego ubioru ‚służbowego’. Skupiłam się na dumaniu nad tym, nad czym najbardziej będę musiała się poświęcić i jak najprofesjonalniej zrobić to, co mam do zrobienia. Walczę jeszcze z tym, że będę z dala od tych, z którymi uważam, że być powinnam. Swoją drogą, to taki test. Okaże się, kto zainteresuje się, odseparowaną Balticą.

    Chce wierzyć, że tak miało być. Że cierpliwość popłaca, a to, o co tak dzielnie walczę, zostanie osiągnięte.

    Znika i wraca, chcąc mojej uwagi. A potem ignoruje. I znowu wraca. I wykłada filozofię, jaką powinnam przyjąć w podejściu do świata. Jaka powinnam być. Mówi o czystej, bezinteresownej miłości.

    I wszystko jest dobrze do momentu, kiedy ja oczekuję odwzajemnienia zainteresowania. Co słyszę? Że nie można oczekiwać niczego jak kocha się bezinteresownie.

    Więc ja mówię – PIERDOLĘ. Bo mam prawo oczekiwać zaintersowania ze strony osoby, która się do mnie garnie i otrzymuje zainteresowanie z mojej strony. Dlaczego to ja wiecznie mam układać się pod wygodnictwo drugiej strony?

    Małolat. Bo któżby inny.

    …to Kyau & Albert zagrali nas podczas Euphonic Sessions July 2010.

    Człowiek, który zostawił mnie na backstage’u w obliczu powyższego duetu i nie stawił się w celu wsparcia emocjonalnego (bo tak baaaaardzo bałam się zrobić sobie z nimi zdjęcie) sprawił, że owe obiekty kultu zagrały numer w którym śpiewam.

    Have you ever dreamed of going everywhere?

    Sentence of House In the Mix – Summer 2010 :)

    Pozycja nr 8.

    Singiel z wersją oryginalną i remixami podobno już jakoś wkrótce.

    Działo się oj działo, i w Koszalinie i w Szczecinie. Udane live acty, zacna ekipa.

    No i jeszcze kogoś poniosło i z seta Pedro Del Mar’a wyciął to i wrzucił:

    Sound Players feat. Baltica – CoolnesS (Original mix)


    • RSS