criminalist blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z tagiem: animacja

    Audycje dzienne w radiu zawieszone. Biorąc na wzgląd to, że reklamodawców nie udaje mi się znaleźć, moim jedynym źródłem zarobku na dzien dzisiejszy to śpiewanie, które starcza mi tylko na uczelnię, dosłownie – czesne plus dojazd na zjazdy i zakupienie jakiegoś pokarmu. Ok, mieszkam z rodzicami (niestety, plany wyprowadzki legły w gruzach), ale poza dachu nad głową i lodówką z ich strony nic więcej nie dostaję. Więc myślę co wykombinować. Szukać pracy, która będzie mnie frustrować? Gdyby nie studia, a muszę je skończyć, wyjechałabym. 

    Jeśli śpiewanie nie rozkręci, to wyjeżdżam. Chyba, że jakimś cudem zmieni się sytuacja w radiu albo trafi mi się praca, dla której będę chciała tu zostać. Wolę być animatorką niż pracować w Mc Donaldzie czy za biurkiem jako pani od kawy i stosu dokumentów. 

    W materii osobistej Małolat został całkowicie wykreślony z mojej prywatnej sfery życia. Nie będę się umartwiać dla kogoś, po kim nie widać, że mu na mnie zależy. I to jest jedna część zadania domowego, które odrabiam bez zastanowienia, czy warto. Bo już kiedyś leżałam w tym temacie. 

    Tak, jestem zwolenniczką sprawnej organizacji czasu ponad wszystko. Ale nie drastycznej organizacji bez szczypty spontana. Rutyna zabija nie tylko związki między ludźmi, ale i pracę. A już na pewno pracę, jaką jest animacja.

    W niedzielę pracowałam wyjątkowo poza mini clubem i niestety nie powtórzy się to raczej nigdy, jeśli o ten sezon chodzi. W niedziele wyjeżdżał też Mistrz Niemiec w hip hopie (Polak z pochodzenia), z którym tańczyliśmy przedstawienie w zeszły czwartek i z którym bujałam hotelem (co muzyka to nowe ruchy). Tak więc niedziela upłynęła pod znakiem dobrej muzyki i dobrej zabawy połączonej z pracą. Padł pomysł z mojej strony – afterparty o 17 dnia każdego. Nie, o 17 Neckermann ora grę. Więc dziś o 13. Też nie, bo wszyscy to mają w dupie, poza tym każdy panicznie boi się, że jak poleci jeden numer spoza repertuaru animacji (tańce klubowe nad basenem o 13), dyrektor przyleci z ryjem. Wszystko wg kartki sumiennie rozdawanej nam przez szefa co tydzień, wszystko wiecznie zaplanowane, każdy spierdalający do domu jak najszybciej. To rozumiem akurat. Nie rozumiem jednak nadal, czemu wszędzie gdzie się znajdę, jako jedyna posiadam jakąś tam idealistyczną wizję świata, pracy z ludźmi i ogólnej egzystencji.

    Definitywnie czas wracać do domu. Jeszcze 3 miesiące.

    Jutro o 13:20 bede odrywac sie od powierzchni pustynno-wulkanicznego zadupia zwanego Fuertaventura. Mallorca sie klania.

    Pogoda chlodniejsza, ale dobrze mi to zrobi szczegolnie ze wzgledu na moje cudownie spalone plecy.

    Coz wiecej moge dodac, trzeba zrobic cos, zeby nadbagazu nie miec. Juz dzis 53 euro poszlo na paczuszke 10kg do Polandu. Lepsze to niz 150euro za 10kg nadbagazu.


    • RSS