criminalist blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z tagiem: emigracja

    Kiedyś na nazwę EVANGELION robiło mi się niedobrze. No, może poza faktem połączenia z ową nazwą dwóch numerów, które mi się bardzo podobały i z kumpelą z podstawówki, z którą jeden z owych numerów, bo intro do anime, odgrywałyśmy na fortepianie w auli na 4 ręce. Bo mowa o kultowym anime Neon Genesis Evengelion. Nie cierpiałam.

    Zassałam całą serię i w sumie nadal zastanawiam się nad jej fenomenem. Pisał ją psychol, to jest pewne. Zanim ją jednak napisał, przeczytał cały Stary i Nowy testamen milion razy, do tego dorzucił sobie Koran i jeszcze inne wynalazki. Najśmieszniej jednak patrzy się na daty realizacji wydarzeń w anime, to tak jakoś lecą od 2000 wzwyż aż do 2015.

    Niemniej jednak anime oglądam z zacięciem i ciekawością. Wątek psychologiczny mnie rozpierdala, bo jest prowadzony na kilkunastu płaszczyznach i momentami połapać się nie mogę, chyba Wiki będzie mi musiała pomóc. W każdym razie, jakoś jest. Następny na celowniku jest cały Tenchi Muyo, hue hue.

    ***

    Z dwojga złego nie wiem co gorsze, nie mieć w głowie nikogo czy mieć i nie móc mieć w rzeczywistości. Szlag mnie już trafia. Nie wiem, czy znanie daty powrotu do Polski pomoże mi w ogarnięciu czegokolwiek w tej kwestii. W sumie to chyba nadal boję się powrotu. Tak silnie jak silnie pragnę już wrócić.

    Ciekawe spostrzeżenie
    – człowiek zdrowieje wraz z lepszym humorem i chęcią życia. Pamiętacie
    umierającą przy porodzie Padme, w trzecim epizodzie Gwiezdnych Wojen ? Z
    medycznego punktu widzenia jej organizm był całkowicie zdrowy, niestety
    rozgoryczenie, rozpacz, bezsilność i inne negatywne emocje odebrały jej wolę
    życia. Myślę, że tak samo dzieje się gdy chorujemy. Nasza odporność gwałtownie
    spada, gdy nie dopisuje nam humor. Nie dopisuje, gdy jesteśmy pod wpływem
    stresu i nie mamy czasu dla siebie. Może Ameryki nie odkryłam, bo przecież
    świat od dawna wie o skutkach obecności stresu w naszym życiu, ale tak naprawdę
    na własnej skórze przekonałam się dziś rano, a może raczej doznałam objawienia,
    uśmiechając się na widok słońca i słysząc śpiew ptaków. Poetyckie i tandetne,
    ale jednak dobrze wpływające na psychikę. Jeśli zatem idzie się do roboty w
    stanie kompletnie zrujnowanym emocjonalnie, nie ma szans na obronienie się
    przed choróbskami. Mnie niestety rozłożyło 3 tyg temu, po wypadku w morzu, jak
    tylko zaczęły mnie boleć plecy. Frustracja, potem narastający stres związany z
    pracą rozwaliły mnie doszczętnie. Od 2ch dni zaczyna mi przechodzić, mogę w
    miarę normalnie mówić, chociaż z nosa leci mi namiętnie.

     

    ***

    Z rzeczy bardziej
    przyziemnych, po raz pierwszy w życiu wystawiałam Królewnę Śnieżkę z
    dzieciakami w roli krasnali (sama byłam jednym aby maluchy pokierować) i
    zwierzaków. Pomijając oranie dekoracji i strojów do samego wieczora (w tym
    jedyne pół godziny spędzone w domu), całe przedstawienie, obsługa techniki i
    bieganie z dziećmi na scenę w sumie nie było tak źle, w końcu montaż imprezy to
    montaż imprezy, może i to nie Sunrise jest ale dajemy radę. Energia padła mi
    jak usiadłam na posiłku u kumpelek z Neckermanna. Cały dzień pełne obroty a tu
    takie coś.

    Pierwszy raz od
    dawna nie czułam rozgoryczenia po kilkunastu wpadkach ekipy i siedzeniu od rana
    do nocy nad organizacją. Czyżbym przechodziła na kolejny etap  rozwoju emocjonalno-psychologicznego?

     

    **

     

    Z ciekawostek przyrodniczych
    – w baseniku z piłkami dla dzieci znalazłam pinezki. Czemu ?? Bo nasz kochany
    Ivan, animator lat 20, wskoczył sobie do niego podczas sprzątania naszego
    pobojowiska. Dziś rano jedna z mam dokonała przykrego odkrycia – biednego Ivana
    czeka wyciąganie wszystkich piłek i sprawdzanie baseniku. No cóż, lajf.

    Praca przytlacza, plecy bola, wizyty u lekarza nie widac.

    Mail od Mamy rozlozyl mnie jeszcze bardziej, zwracajac uwage na fakt, ze Dni Morza i Zlot Oldtimerow w tym roku mnie ominie lokiem kilkutysiecznokilometrowym. Nie wytrzymalam, puscily mi nerwy. Rozplakalam sie.

    Nie mam cierpliwosci do debili, do ludzi ktorzy nie potrafia otworzyc umyslu, zaakceptowac wielu rzeczy (i kto to mowi, heh). Nie mam sily do ludzi ktorzy zaczynaja sie uczyc i wszedzie widza same problemy, chca byc perfekcyjni do bolu, do urzygania. Nie mam po prostu sily.

    Nie mam sily co do mysli, ze gdyby nie pieniadze, spalabym dzis we wlasnym lozku. Nie wazne, ze Ojciec krzyczalby na Mame. To bylyby krzyki znane, nie obce, ludzi dla ktorych istnieje w sensie pelnym, a nie tylko uzytkowym.

    Chce do domu, do Polski, do znajomch, do kotow, do Mamy, Taty. Do Kuzynow i Cioci, do Dni Morza, do Imprez, do MDT, na Sunrise Festival, do mojego komputera.

    Che do siebie.

    W hotelu w ktorym pracuje 70 procent gosci to Wielka Brytania, Irlandia. Co za tym idzie, cisniemy na rozrywke i muzyke w jezyku angielskim. Spedzajac dnie w mini clubie, zameczam dzieci rozna muzyka, na dniach przerabialismy oba albumy Spice Girls. Podspiewywaly sobie nawet matki oddajace mi dzieciaki pod opieke.

    Nasunela mi sie mysl, ktora w sumie w glowie siedzi mi od dawna, szczegolnie od momentu kiedy na scianie pokoju mojej mlodszej kuzynki zobaczylam plakat Pussy Cat Dolls. Jak to jest, ze Spice-tki byly tak mega popularne bez specjalnego rozbierania sie na ekranie, krecania dupami niewiadomo jak i jednoznacznego wicia sie po parkiecie ? Czy to kwestia czasu czy mentalnosci ludzi ? Mnie, jako osobe zwiazana z muzyka bardzo mocno, przeraza fakt, iz kariera w muzyce (i na ekranie) zaczyna sie od pokazania tego czy tamtego w kwestii nagosci. W Pusiketkach glowne wokale robi dlugowlosa blondyna a nie Nicole, ale dla kogo ma to znaczenie ? LIczy sie fajny numer i fajna dupa a nie to, czy ktos faktycznie spiewa czy nie. Niestety, nie koniecznie przeszlo to w przypadku Mandaryny, ktora, jak wiemy, uniosla sie kiedys honorem aby spiewac na zywo a nie z playbacku no i cos jej nie wyszlo ;)

    Strach pomyslec, kto najwiecej zarabia na tych biednych porozbieranych tylkach, bo na pewno nie ich wlascicielki.

    Sposob na kariere ? Wij sie, bejbe, wij, a komputer sam obrobi ci glos.

    Zielen, autostrady, duze obiekty, duze miasta, metro, pociag, przestrzen na ktorej chce sie oddychac. Oto Majorka.

    Serce mnie troche boli ze jestem tak daleko od Palmy, ale tak samo bylo w przypadku Fuerteventury – 65 km od stolicy wyspy. I o ile z Calas de Mallorca jestem w stanie wyrwac sie rano, o tyle powrot poznym wieczorem moze byc problemem. Nie wiem rowniez jak to do konca jest z komunikacja w niedziele, a cos czuje ze w tym dniu bedziemy miec wolne. Wszystko wyjdzie w praniu. Jeszcze mi sie praca nie zaczela a ja juz mysle o ucieczce na druga strone, hehe.

    Hotel mam przyjazny, mini club przesadzony, wczoraj zaczelam od podlaczenia techniki w sali animacji (no bo jakze inaczej) i prawie wszystko dziala tylko nikt nie wie ktory kabel jest kablem o glosnikow (co go w mikser wpiac).

    Przed moim lozkiem stoi zestaw mebli ktory dobitnie przypomina mi moja pierwsza lokacje w Poznaniu, kawalerke, ktora przyprawiala mnie o rozpacz zarowno finansowa jak i emocjonalna.

    Zobaczymy jak to bedzie. Do jutra w sumie jestem na obiekcie jedyna z animacji.

    Jutro o 13:20 bede odrywac sie od powierzchni pustynno-wulkanicznego zadupia zwanego Fuertaventura. Mallorca sie klania.

    Pogoda chlodniejsza, ale dobrze mi to zrobi szczegolnie ze wzgledu na moje cudownie spalone plecy.

    Coz wiecej moge dodac, trzeba zrobic cos, zeby nadbagazu nie miec. Juz dzis 53 euro poszlo na paczuszke 10kg do Polandu. Lepsze to niz 150euro za 10kg nadbagazu.

    Szansa byc moze przelazla obok mnie, bo tak bardzo balam sie przyznac do tego co czuje, aczkolwiek byloby to wyznanie absurdalne, szczegolnie w stosunku do osoby, ktorej prywatnie sie prawie nie zna. Z reszta, kto by na mnie czekal prawie 8 miesiecy, sensu brak, do listopada tak daleko.

    27go kwietnia zostane przesiedlona do pracy na Majorke, poki co to jedyna pewna informacja o mojej egzystencji poza krajem.
    Bardzo chcialabym wrocic do Polski, no ale coz, kasa to kasa.

    Na razie przytalcza mnie obecnosc miliona dzieci w mini klubie i koniecznosc rozpoczecia prob do przedstawienia z nimi w roli zwierzakow biegajacych wszedzie gdzie sie da. Fakt, praca bardzo satysfakcjonujaca szczegolnie finalnie, ale nie zmienia to faktu, ze czuje sie bardziej zmarla niz zywa. Dzien jak codzien.

    I chcialabym, kurwa, wreszcie miec jakiegos faceta na stale. Lapie sie na tym, ze zazdrosc mnie zzera, co do tych ktorzy przestali byc singlami.

    Juz w niedziele, o ile ktos jakims cudem dostarczy mnie na lotnisko (autobusy wyspowe jezdza jedynie o 9:30 i 16:30, mam na mysli bezposrenie na lotnisko a nie te ktore jada gdzies tam hen – w zwiazku z tym lipa bo mam czekin o 17:00 a tym drugim wyladowalabym na lotnisku o 18, jak dobrze pojdzie; autobusy z turystami tez mi jakos nie podchodza bo wszystkie sa poranne, auta za 25 czy 35 euro wynajmowac nie bede na godzine czasu tak naprawde, bo grzyba tyle sosu placic ?? – jedyna wiec nadzieja w moich koordynatorach EWENTUALNIE w Kamili, ktora auto ma, ale jej smok gdzies z 20euro na beznyne potrzebuje, LOL) – wylece z tego raju emerytow niemieckich, aby noc z 1go na 2go spedzic na lotnisku w Madrycie. Wiadomosc dobra to taka, ze maja tam WiFi, a mi wiecej do szczescia wtedy nie potrzeba (chociaz zastanawiam sie jak szybko znudze sie internetem hehe, skoro czekin bede miec 9:30 czyli po praktycznie 10h czekania…).

    A potem zycie bedzie piekniejsze…przez 26 dni, jakos tak.

    Wierzyc mi sie nie chce. Perspektywa spedzenia Sylwka w pracy byla dosc dolujaca, poki nie zlapala mnie glupawka, zaraz po tym jak kelnerzy zaczeli rozdawac zestawy w stylu, trabki-balony-maski-czapeczki-serpentyny, po czym wszyscy jak pojebani zaczeli trabic niczym na meczu Lecha Poznan. Zrobilo sie calkiem przyjemnie. Apogeum nastalo, gdy po polnocy, po fajerwerkach, wracam do bar salonu i co slysze zamiast tandetnego zespolu live ? House music. I to jeszcze kawalek, o ktorym myslalam caly dzien, 31.12.08. Coz, tego bylo za wiele jak na prace na wygnaniu. Poleglam, gdy tlum zaczal wygwizdywac zespol live, podczas proby podlaczenia ich po ich przerwie, w ktorej to namietnie walkowalismy rytmy klubowe. Zespol zaczal sie pakowac, ja natomiast skakalam na scenie jak gumis po gumijagodach.

    Praca zakonczyla sie o 3ciej, wybylismy na miasto, wstawienie ciut ciut (specjalnie pojechalam do domu po polskiego szampana ktorego dostalam od naszego housekeepera, sangrie i czerwone wino ktore do tej pory stoi na stoliku w pokoju Tima). Dosztukowala sie do nas cala watacha (czy tez samo h) animatorska z dorzutem koordynatorow a moja osobista impreza zakonczyla sie aktywnie o godzinie 6 nad ranem (ocenzuruje przebieg zdarzenia, przytocze tylko slowa Claudii, ze jak w nowy rok sobie pozwolisz to przez caly ciag dalszy roku owego bedziesz sobie pozwalac ciagle – szkoda ze zasada ta nie wskazuje z kim, gdzie i dlaczego). Nowy Roczek pracowicie rozpoczal sie o 15, gdzie pelna energii zostalam odeslana do dzieci, na kreatywne 2 godziny bazgrania im po pyszczkach.

    Z dni codziennych glupie zagrywki szefowej pod adresem moim czyli dzien jak codzien. Moge sie jedynie radowac, iz Timo jest spoza ekipy naszych animatorow, mimo i wspolpracuje z Sid’em w Crystal Beach, nie mieszka z nami w geccie, nie przebywa na probach etc, nie nasiaka aromatem skondensowanego gowna i mimo iz nie chce byc wciagany w to bagno – zgodnie nie chce go wciagac – sluzy mi uchem, rada i porada. Jak dobrze pojdzie, za jego sprawa uda mi sie pracowac na Ibizie dla Neckermana. We will see.

    Z nowin rodzinnych, ojciec sie szarpnal i zadzwonil do mnie dwa razy – raz w dniu urodzin, dwa 26 grudnia.
    Dziadkow po raz pierwszy od wyjazdu uslyszalam 1go, z okacji imienin staruszka.

    Wszyscy jakcys tacy rodzinnie hepi i nikt mi mozgu nie obciaza bredniami dotyczacymi mojej przyszlosci. Jak mus to mus, nie ma wyboru, albo akceptuja albo bedziemy sie ciac na topory.

    Na drugim koncu swiata bez rodziny po raz pierwszy. Z banda ludzi ktorzy sa jedna wielka paczka zlosliwych i falszywych wezy. Jestem wykonczona.

    2 dni spedzone na probach z dziecmi do przedstawienia, lzy, pot, zlosc, stres, wkurwiajacy goscie hotelowi, w tym Polacy, do ktorych nie dociera, ze czasami mamy prawo nie miec ani czasu ani ochoty na rozmowy z nimi. I do cholery, jesli maja szmal na wyjazdy na Kanary z okazji swiat, to niech sobie zasponsoruja kurs angielskiego albo innego jezyka obcego, bo zal dupe sciska, ze biegam jak idiot i robie za tlumacza.

    To tyle w kwestii pierwszego dnia swiat. Pozostale tez spedzam w hotelu.

    Wesolych.


    • RSS