criminalist blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z tagiem: fuerteventura

    Zielen, autostrady, duze obiekty, duze miasta, metro, pociag, przestrzen na ktorej chce sie oddychac. Oto Majorka.

    Serce mnie troche boli ze jestem tak daleko od Palmy, ale tak samo bylo w przypadku Fuerteventury – 65 km od stolicy wyspy. I o ile z Calas de Mallorca jestem w stanie wyrwac sie rano, o tyle powrot poznym wieczorem moze byc problemem. Nie wiem rowniez jak to do konca jest z komunikacja w niedziele, a cos czuje ze w tym dniu bedziemy miec wolne. Wszystko wyjdzie w praniu. Jeszcze mi sie praca nie zaczela a ja juz mysle o ucieczce na druga strone, hehe.

    Hotel mam przyjazny, mini club przesadzony, wczoraj zaczelam od podlaczenia techniki w sali animacji (no bo jakze inaczej) i prawie wszystko dziala tylko nikt nie wie ktory kabel jest kablem o glosnikow (co go w mikser wpiac).

    Przed moim lozkiem stoi zestaw mebli ktory dobitnie przypomina mi moja pierwsza lokacje w Poznaniu, kawalerke, ktora przyprawiala mnie o rozpacz zarowno finansowa jak i emocjonalna.

    Zobaczymy jak to bedzie. Do jutra w sumie jestem na obiekcie jedyna z animacji.

    Jutro o 13:20 bede odrywac sie od powierzchni pustynno-wulkanicznego zadupia zwanego Fuertaventura. Mallorca sie klania.

    Pogoda chlodniejsza, ale dobrze mi to zrobi szczegolnie ze wzgledu na moje cudownie spalone plecy.

    Coz wiecej moge dodac, trzeba zrobic cos, zeby nadbagazu nie miec. Juz dzis 53 euro poszlo na paczuszke 10kg do Polandu. Lepsze to niz 150euro za 10kg nadbagazu.

    Szansa byc moze przelazla obok mnie, bo tak bardzo balam sie przyznac do tego co czuje, aczkolwiek byloby to wyznanie absurdalne, szczegolnie w stosunku do osoby, ktorej prywatnie sie prawie nie zna. Z reszta, kto by na mnie czekal prawie 8 miesiecy, sensu brak, do listopada tak daleko.

    27go kwietnia zostane przesiedlona do pracy na Majorke, poki co to jedyna pewna informacja o mojej egzystencji poza krajem.
    Bardzo chcialabym wrocic do Polski, no ale coz, kasa to kasa.

    Na razie przytalcza mnie obecnosc miliona dzieci w mini klubie i koniecznosc rozpoczecia prob do przedstawienia z nimi w roli zwierzakow biegajacych wszedzie gdzie sie da. Fakt, praca bardzo satysfakcjonujaca szczegolnie finalnie, ale nie zmienia to faktu, ze czuje sie bardziej zmarla niz zywa. Dzien jak codzien.

    I chcialabym, kurwa, wreszcie miec jakiegos faceta na stale. Lapie sie na tym, ze zazdrosc mnie zzera, co do tych ktorzy przestali byc singlami.

    Juz w niedziele, o ile ktos jakims cudem dostarczy mnie na lotnisko (autobusy wyspowe jezdza jedynie o 9:30 i 16:30, mam na mysli bezposrenie na lotnisko a nie te ktore jada gdzies tam hen – w zwiazku z tym lipa bo mam czekin o 17:00 a tym drugim wyladowalabym na lotnisku o 18, jak dobrze pojdzie; autobusy z turystami tez mi jakos nie podchodza bo wszystkie sa poranne, auta za 25 czy 35 euro wynajmowac nie bede na godzine czasu tak naprawde, bo grzyba tyle sosu placic ?? – jedyna wiec nadzieja w moich koordynatorach EWENTUALNIE w Kamili, ktora auto ma, ale jej smok gdzies z 20euro na beznyne potrzebuje, LOL) – wylece z tego raju emerytow niemieckich, aby noc z 1go na 2go spedzic na lotnisku w Madrycie. Wiadomosc dobra to taka, ze maja tam WiFi, a mi wiecej do szczescia wtedy nie potrzeba (chociaz zastanawiam sie jak szybko znudze sie internetem hehe, skoro czekin bede miec 9:30 czyli po praktycznie 10h czekania…).

    A potem zycie bedzie piekniejsze…przez 26 dni, jakos tak.

    Mozecie spieprzyc na drugi koniec swiata do jungli amazonskiej albo na pustynie Gobi. Dorwa was te same problemy. Czy bedziecie sami, czy tez w grupie, przy czym druga opcja jest jeszcze bardziej skomplikowana. Kto oglada Lostow, ten wie, jak zycie potrafi dokopac, szczegolnie z dala od domu. To taka konkluzja na poczatek pieknego dnia, jakim jest 20.02, piatek.

    Smiech, postanowilam zerwac sie wczesniej, coby spokojnie zmyc z glowy lakier pielegnowany na wlosach do 3ch dni w zwiazku z przedstawieniem, poczytalam gazetke, polozylam na pyska maseczke, po czym wybieglam radosnie w strone miejsca, gdzie na pewno istnieje sygnal netowy. Coz, 9 rano zaledwie byla, a jaki spokoj na wyspie i tak lekkie powietrze, ze ledwo udawalo mi sie normalnie oddychac. Dziwne, ale takie rzeczy zauwaza sie w momencie kiedy na chwile ma sie spokoj od natloku turystow (ktorych fakt, nie ma az tylu co w lecie). No ale, zeby powietrze inne ? Ano inne…

    W miejscu, w ktorym jak wyzej pisalam, zawsze jest lacze, spotkalam hehe, mojego ex, jesli mozemy tak okreslac ludzi z ktorymi jest sie daleko daleko od domu, i niekoniecznie dlugo. Pan Timo popijal kawe, wygladal na przemielonego przez psa (efekt imprezy karnawalowej) i naprawde uradowany byl moim widokiem (w pelni go rozumiem, w koncu od dawna niczego nie mietosil, LOL). Spotkanie bylo nieplanowane, zeby nie bylo (to samo powiedzialam do jego aparatu ktory wczoraj udalo mi sie pozyczyc na czas krecenia przedstawienia, a o poranku chlopakowi zachcialo sie chyba robic muwi na pamiatke albo cos w tym stylu). Padla propozycja spotkania w poniedzialek po poludniu (rano ide na 6 godzin na kurs dla odpowiedzialnych za mini klub, o LOL, po 8 miesiacach, i tyle bylo z mojego wolnego poniedzialku), on sobie posiedzi na necie, ja sobie pogram w Tomb Raidera – w sumie dobra wymiana. Coby sentymentow nie bylo za dosc, Pan Timo odwiezie mnie na lotnisko 1go marca (pomysl byl moj, ale pierdole, w koncu cos mi sie nalezy od zycia, nawet jak bedzie to za moje pieniadze :D ), wiec generalnie zaczyna sie atmosfera zageszczac.

    No to, ja spierdalam do pracy. Nawet nie moje powiedziec ze ide, bo po 8 miesiacach w takich warunkach czlowiek juz nie okresla siebie tak lagodnie.

    Wierzyc mi sie nie chce. Perspektywa spedzenia Sylwka w pracy byla dosc dolujaca, poki nie zlapala mnie glupawka, zaraz po tym jak kelnerzy zaczeli rozdawac zestawy w stylu, trabki-balony-maski-czapeczki-serpentyny, po czym wszyscy jak pojebani zaczeli trabic niczym na meczu Lecha Poznan. Zrobilo sie calkiem przyjemnie. Apogeum nastalo, gdy po polnocy, po fajerwerkach, wracam do bar salonu i co slysze zamiast tandetnego zespolu live ? House music. I to jeszcze kawalek, o ktorym myslalam caly dzien, 31.12.08. Coz, tego bylo za wiele jak na prace na wygnaniu. Poleglam, gdy tlum zaczal wygwizdywac zespol live, podczas proby podlaczenia ich po ich przerwie, w ktorej to namietnie walkowalismy rytmy klubowe. Zespol zaczal sie pakowac, ja natomiast skakalam na scenie jak gumis po gumijagodach.

    Praca zakonczyla sie o 3ciej, wybylismy na miasto, wstawienie ciut ciut (specjalnie pojechalam do domu po polskiego szampana ktorego dostalam od naszego housekeepera, sangrie i czerwone wino ktore do tej pory stoi na stoliku w pokoju Tima). Dosztukowala sie do nas cala watacha (czy tez samo h) animatorska z dorzutem koordynatorow a moja osobista impreza zakonczyla sie aktywnie o godzinie 6 nad ranem (ocenzuruje przebieg zdarzenia, przytocze tylko slowa Claudii, ze jak w nowy rok sobie pozwolisz to przez caly ciag dalszy roku owego bedziesz sobie pozwalac ciagle – szkoda ze zasada ta nie wskazuje z kim, gdzie i dlaczego). Nowy Roczek pracowicie rozpoczal sie o 15, gdzie pelna energii zostalam odeslana do dzieci, na kreatywne 2 godziny bazgrania im po pyszczkach.

    Z dni codziennych glupie zagrywki szefowej pod adresem moim czyli dzien jak codzien. Moge sie jedynie radowac, iz Timo jest spoza ekipy naszych animatorow, mimo i wspolpracuje z Sid’em w Crystal Beach, nie mieszka z nami w geccie, nie przebywa na probach etc, nie nasiaka aromatem skondensowanego gowna i mimo iz nie chce byc wciagany w to bagno – zgodnie nie chce go wciagac – sluzy mi uchem, rada i porada. Jak dobrze pojdzie, za jego sprawa uda mi sie pracowac na Ibizie dla Neckermana. We will see.

    Z nowin rodzinnych, ojciec sie szarpnal i zadzwonil do mnie dwa razy – raz w dniu urodzin, dwa 26 grudnia.
    Dziadkow po raz pierwszy od wyjazdu uslyszalam 1go, z okacji imienin staruszka.

    Wszyscy jakcys tacy rodzinnie hepi i nikt mi mozgu nie obciaza bredniami dotyczacymi mojej przyszlosci. Jak mus to mus, nie ma wyboru, albo akceptuja albo bedziemy sie ciac na topory.

    Takim poznosierpniowym, polskim latem. Temperatura do 20, wiatr, czasem deszcz, pizdziwa w nocy. Fuerteventura, Kanary, Hiszpania, 18 grudnia.

    Zawsze chcialam miec urodziny latem. No to mam.

    23 lata.

    Zal.pl

    Brak komentarzy

    Jak bardzo popierdolonym trzeba byc, aby stwierdzic, ze wszystko co dotyczy mojego zycia wokalnego w Polsce, kilka live actow, przerobka myszy, pisanie tekstow, zwykle znajomosci z dj’ami – to jedne wielkie klamstwo ?

    Coz, to teza mojej szefowej. Najwyrazniej jest bardziej jebnieta niz ustawa przewiduje.


    • RSS