criminalist blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z tagiem: impreza

    Zonk.

    Brak komentarzy

    Kołobrzeg był niesamowity. 900 osób w lokalu. Fantastyczna ekipa pracująca w klubie. Live act udany, otworzył mi kolejne drzwi do kolejnego lokalu :) I nawet mój producent przyjechał ! W celach czysto alkoholowych ale udało mi się na nim zrobić wrażenie, skakał jak dzieciak w momencie gdy dorzuciłam do improwizacji wokal z „That sound” Steave’a Lawrel’a. No i oczywiście premierowo ‚Coolness’ przed publiką w klubie które…Nie powiem :) Obiecałam, że nie powiem. Ale ciesze się jak dziecko ze swojego wymarzonego prezentu świątecznego więc można się domyślać, co się kroi. 

    Konsternacja tygodnia – pojawił się człowiek, któremu w poniedziałkowy poranek miał ochotę pojechać po mnie w te nadmorskie poimprezowe okolice. I takie dziewne uczucie, bo przez niego naprawdę wracam z drugiej strony lustra i aż mnie to przeraża. Bo jak nagle pojawia się to, co tak naprawdę było przez was wyczekiwane, ale jak już spada, to nie wiecie co z tym zrobić. Agi sugeruje, żebym nie zjebała. Tym bardziej, że to jest takie zwykłe, szczere, codzienne. Takie jak życie. 
    I Małolat w tym wszystkim stał się kotem z Chershire. Zainspirowała go do tego moja kontuzja na treningu. Tak tak, było tak pięknie, że zbyt prawdziwie. Łokieć nie wytrzymał ciężaru mojego ciała. 

    To, że wezmę mikrofon na imprezie urodzinowej Toxic Noiz’a i Jay Bae’go, było do przewidzenia (ustalony live z Sashą Dubrovskim). Nikt natomiast nie przewidzał, że dostanę go do rąk 40 min po wejściu do lokalu przez samego Toxic’a właśnie (no nawet pod nosem pośpiewać nie mogę, od razu dla ludzi nakazują :P). Zaowocowało to wymianą numerów z 2ma producentami (w tym z człowiekiem który wydaje Martina Sasa, dla którego z resztą tekst już jest, trza siąść i nagrać) oraz parciem ludzi w stosunku do innych bardziej wpływowych o zaproszenie mnie gdzieś tam do klubu. Ponadto osoby które szydziły ze mnie, nie wierząc w to że ja NAPRAWDĘ śpiewam a nie chodzi i pierdole głupoty, zmieniły zdanie.

    No coż.

    ;]

    enHouse 2009 upłynął pod znakiem zdjęć, wywiadów i przećpania się zarówno informacjami jak i muzyką. Na samą myśl ile czeka mnie tłumaczenia robi mi się nie dobrze. No i jeszcze się nie wyspałam.

    Czy ktoś mnie jeszcze wogóle czyta?

    24

    Brak komentarzy

    No prosze, takie mam chill-out’a, ,że nawet o swoich urodzinach nie napisałam, a były wczoraj. Starsza o rok jestem w sumie ciut krócej, bo dosłownie od 23:55, więc szału nie ma ;) Torta spiekłam sama, smakował (konusmowała ochrona, barmani, kelnerki, tancerki, dj, oświetleniowiec, ‚bramkarka’ i jeden z właścicieli klubu Coyote w Szczecinie no i ja rzecz jasna), imprezy nie było bo się ludzie do lokalu nie zeszli (w sensie klienci, ja nikogo nie zapraszałam) więc po 1 byłam w domu. To się nazywa spokojne urodziny.

    Życzeń za to otrzymałam od ponad 100 osób.

    A, no i ekipa z Coyote’a składała się na słuchawki (dj Miqro również, wow).
    Sennheiser HD 202. Do audycji w ICE FM. :]

    Nie wiem co gorsze, to że w Kołobrzegu leje i MDT nie może odpalić swiateł w komplecie, to że Patterson dostał gorączki i nie zagrał i to, że jeszcze ktoś niby samoloty pomylił (uwierzę we wszystko ale nie w banał, że w momencie gdy bilety sprawdzane są na każdej bramce, koleś jest w stanie pomylić samoloty…), że Marco V dojechał z opóźnieniem i Eddie Halliwell zagrał za niego przez co go nie słuchałam, że Cez Are Kane grał w trakcie Sound Players i to w momencie kiedy szłam do pracy…

    …czy to, że moja kochana Nokia zpadła mi ze stołu na miękką gumowiastą podłogę w Mini Clubie, rozleciała się a po złożeniu przycisk on off nie odpowiadał (telefon ładuje się ale co z tego).

    Kupa.

    Generalnie to słucham Sunrise live w Planeta FM. Wczoraj sety były lipne. Dziś mega wypas.

    ***

    W pracy zmiany. Poza lalką Barbie z którą mieszkam (czemu otaczają mnie same dziwki które mają facetów w swoim kraju, a tu puszczają się z innymi ??) dostaliśmy Gabrysię ze Słowacji, wymiana za Elettrę, która ani mentalnie ani fizycznie do tej roboty się nie nadaje (sama sobie nadawała chore tempo pracy).a

    I jeszcze 3 miesiące i do domu ! Miesiąc i przyleci mama. I nie ma zmiłuj, odkładam kasę na konto PL i wydaje jak najmniej. Interesuje mnie teraz tylko Akwarium, może jakieś 2 kluby, Waterpark i koniec. No i naprawa telefonu. Bo Euro spada z drabinki dostatku i mogę się obudzić z ręką w nocniku.

    Wierzyc mi sie nie chce. Perspektywa spedzenia Sylwka w pracy byla dosc dolujaca, poki nie zlapala mnie glupawka, zaraz po tym jak kelnerzy zaczeli rozdawac zestawy w stylu, trabki-balony-maski-czapeczki-serpentyny, po czym wszyscy jak pojebani zaczeli trabic niczym na meczu Lecha Poznan. Zrobilo sie calkiem przyjemnie. Apogeum nastalo, gdy po polnocy, po fajerwerkach, wracam do bar salonu i co slysze zamiast tandetnego zespolu live ? House music. I to jeszcze kawalek, o ktorym myslalam caly dzien, 31.12.08. Coz, tego bylo za wiele jak na prace na wygnaniu. Poleglam, gdy tlum zaczal wygwizdywac zespol live, podczas proby podlaczenia ich po ich przerwie, w ktorej to namietnie walkowalismy rytmy klubowe. Zespol zaczal sie pakowac, ja natomiast skakalam na scenie jak gumis po gumijagodach.

    Praca zakonczyla sie o 3ciej, wybylismy na miasto, wstawienie ciut ciut (specjalnie pojechalam do domu po polskiego szampana ktorego dostalam od naszego housekeepera, sangrie i czerwone wino ktore do tej pory stoi na stoliku w pokoju Tima). Dosztukowala sie do nas cala watacha (czy tez samo h) animatorska z dorzutem koordynatorow a moja osobista impreza zakonczyla sie aktywnie o godzinie 6 nad ranem (ocenzuruje przebieg zdarzenia, przytocze tylko slowa Claudii, ze jak w nowy rok sobie pozwolisz to przez caly ciag dalszy roku owego bedziesz sobie pozwalac ciagle – szkoda ze zasada ta nie wskazuje z kim, gdzie i dlaczego). Nowy Roczek pracowicie rozpoczal sie o 15, gdzie pelna energii zostalam odeslana do dzieci, na kreatywne 2 godziny bazgrania im po pyszczkach.

    Z dni codziennych glupie zagrywki szefowej pod adresem moim czyli dzien jak codzien. Moge sie jedynie radowac, iz Timo jest spoza ekipy naszych animatorow, mimo i wspolpracuje z Sid’em w Crystal Beach, nie mieszka z nami w geccie, nie przebywa na probach etc, nie nasiaka aromatem skondensowanego gowna i mimo iz nie chce byc wciagany w to bagno – zgodnie nie chce go wciagac – sluzy mi uchem, rada i porada. Jak dobrze pojdzie, za jego sprawa uda mi sie pracowac na Ibizie dla Neckermana. We will see.

    Z nowin rodzinnych, ojciec sie szarpnal i zadzwonil do mnie dwa razy – raz w dniu urodzin, dwa 26 grudnia.
    Dziadkow po raz pierwszy od wyjazdu uslyszalam 1go, z okacji imienin staruszka.

    Wszyscy jakcys tacy rodzinnie hepi i nikt mi mozgu nie obciaza bredniami dotyczacymi mojej przyszlosci. Jak mus to mus, nie ma wyboru, albo akceptuja albo bedziemy sie ciac na topory.


    • RSS