criminalist blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z tagiem: internet

    Juz w niedziele, o ile ktos jakims cudem dostarczy mnie na lotnisko (autobusy wyspowe jezdza jedynie o 9:30 i 16:30, mam na mysli bezposrenie na lotnisko a nie te ktore jada gdzies tam hen – w zwiazku z tym lipa bo mam czekin o 17:00 a tym drugim wyladowalabym na lotnisku o 18, jak dobrze pojdzie; autobusy z turystami tez mi jakos nie podchodza bo wszystkie sa poranne, auta za 25 czy 35 euro wynajmowac nie bede na godzine czasu tak naprawde, bo grzyba tyle sosu placic ?? – jedyna wiec nadzieja w moich koordynatorach EWENTUALNIE w Kamili, ktora auto ma, ale jej smok gdzies z 20euro na beznyne potrzebuje, LOL) – wylece z tego raju emerytow niemieckich, aby noc z 1go na 2go spedzic na lotnisku w Madrycie. Wiadomosc dobra to taka, ze maja tam WiFi, a mi wiecej do szczescia wtedy nie potrzeba (chociaz zastanawiam sie jak szybko znudze sie internetem hehe, skoro czekin bede miec 9:30 czyli po praktycznie 10h czekania…).

    A potem zycie bedzie piekniejsze…przez 26 dni, jakos tak.

    Mozecie spieprzyc na drugi koniec swiata do jungli amazonskiej albo na pustynie Gobi. Dorwa was te same problemy. Czy bedziecie sami, czy tez w grupie, przy czym druga opcja jest jeszcze bardziej skomplikowana. Kto oglada Lostow, ten wie, jak zycie potrafi dokopac, szczegolnie z dala od domu. To taka konkluzja na poczatek pieknego dnia, jakim jest 20.02, piatek.

    Smiech, postanowilam zerwac sie wczesniej, coby spokojnie zmyc z glowy lakier pielegnowany na wlosach do 3ch dni w zwiazku z przedstawieniem, poczytalam gazetke, polozylam na pyska maseczke, po czym wybieglam radosnie w strone miejsca, gdzie na pewno istnieje sygnal netowy. Coz, 9 rano zaledwie byla, a jaki spokoj na wyspie i tak lekkie powietrze, ze ledwo udawalo mi sie normalnie oddychac. Dziwne, ale takie rzeczy zauwaza sie w momencie kiedy na chwile ma sie spokoj od natloku turystow (ktorych fakt, nie ma az tylu co w lecie). No ale, zeby powietrze inne ? Ano inne…

    W miejscu, w ktorym jak wyzej pisalam, zawsze jest lacze, spotkalam hehe, mojego ex, jesli mozemy tak okreslac ludzi z ktorymi jest sie daleko daleko od domu, i niekoniecznie dlugo. Pan Timo popijal kawe, wygladal na przemielonego przez psa (efekt imprezy karnawalowej) i naprawde uradowany byl moim widokiem (w pelni go rozumiem, w koncu od dawna niczego nie mietosil, LOL). Spotkanie bylo nieplanowane, zeby nie bylo (to samo powiedzialam do jego aparatu ktory wczoraj udalo mi sie pozyczyc na czas krecenia przedstawienia, a o poranku chlopakowi zachcialo sie chyba robic muwi na pamiatke albo cos w tym stylu). Padla propozycja spotkania w poniedzialek po poludniu (rano ide na 6 godzin na kurs dla odpowiedzialnych za mini klub, o LOL, po 8 miesiacach, i tyle bylo z mojego wolnego poniedzialku), on sobie posiedzi na necie, ja sobie pogram w Tomb Raidera – w sumie dobra wymiana. Coby sentymentow nie bylo za dosc, Pan Timo odwiezie mnie na lotnisko 1go marca (pomysl byl moj, ale pierdole, w koncu cos mi sie nalezy od zycia, nawet jak bedzie to za moje pieniadze :D ), wiec generalnie zaczyna sie atmosfera zageszczac.

    No to, ja spierdalam do pracy. Nawet nie moje powiedziec ze ide, bo po 8 miesiacach w takich warunkach czlowiek juz nie okresla siebie tak lagodnie.


    • RSS