Praca przytlacza, plecy bola, wizyty u lekarza nie widac.

Mail od Mamy rozlozyl mnie jeszcze bardziej, zwracajac uwage na fakt, ze Dni Morza i Zlot Oldtimerow w tym roku mnie ominie lokiem kilkutysiecznokilometrowym. Nie wytrzymalam, puscily mi nerwy. Rozplakalam sie.

Nie mam cierpliwosci do debili, do ludzi ktorzy nie potrafia otworzyc umyslu, zaakceptowac wielu rzeczy (i kto to mowi, heh). Nie mam sily do ludzi ktorzy zaczynaja sie uczyc i wszedzie widza same problemy, chca byc perfekcyjni do bolu, do urzygania. Nie mam po prostu sily.

Nie mam sily co do mysli, ze gdyby nie pieniadze, spalabym dzis we wlasnym lozku. Nie wazne, ze Ojciec krzyczalby na Mame. To bylyby krzyki znane, nie obce, ludzi dla ktorych istnieje w sensie pelnym, a nie tylko uzytkowym.

Chce do domu, do Polski, do znajomch, do kotow, do Mamy, Taty. Do Kuzynow i Cioci, do Dni Morza, do Imprez, do MDT, na Sunrise Festival, do mojego komputera.

Che do siebie.