criminalist blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z tagiem: ludzie

    Tak się pieknie rozpisałam i szlag mi trafił całą notkę…

    Cóż. Może uda się odtworzyć, mam jakies 45 min czasu…

    Każdy w coś wierzy. Jedyni w boga, inni w pieniądze, jeszcze inni w reinkarnację (ja też, ale dziś nie o tym).
    Ja wierzę, że to co nas spotyka, nie pojawia się bez powodu, tak samo jak ludzie na naszej drodze.
    Dorzućmy do tego horoskopy, karty, wróżby. Nie jakoś maniakalnie. Mawia się, że w co wierzysz, to się sprawdzi. Tak jak Małolat mówi mi, że jak uwierzę, że coś mi się uda, to się uda…Ale akurat ten optymizm w mojej głowie to na dzień dzisiejszy abstrakcja.

    Karty pokazały mi Małolata już w listopadzie. J. przypomnała mi o tym, jak opowiedziałam jej o całym moim ostatnim emocjonalnym cyrku. Ludzie odchodzą albo zostają. Mogą też być lekcją, którą należy odrobić. I właśnie Małolat nią jest. Myślałam o tym za każdym razem, gdy przez moją głowę przchodziły myśli ‚czemu? czemu on? po co? przecież to nie ma sensu, przecież mój marazm kontra jego optymizm, to się nie może udać’. No i się nie udało. On jest dla mnie, przy mnie, jak jesteśmy razem. Gdy jesteśmy osobno, nie ma go. Nie chce, nie umie, nie potrafi. I przyznał się do tego bez bicia. I jak to ja, widząca tylko albo czarne albo białe, nie potrafię powiedzieć sobie tego, co sama napisałam w tekscie Sound Players feat. Baltica – Coolness: ‚let the things be as they want, cause thats fair’. Nie, ja pre strasznie, pod prąd, zamiast dać się porwać nurtowi. To chyba bardziej bolesne niż wieczny bunt, do którego jestem przyzwyczajona.

    Jestem teraz na etapie, w którym czuje, że wartości wyznawane do tej pory zamieniają się z innymi, proces naturalny w życiu każdego człowieka, o ile jest on istotą która chce się rozwijać i ma swoje cele w życiu. Taki proces biologiczno emocjonalny. Rozwój duszy? Może Małolat by tak to nazwał…Jest mi ciężko. Zastanawiam się o co mi właściwie chodzi, wiem, że nie czuję się szczęśliwa ale też nie potrafię wyrwać się ze stanu w jakim jestem. ‚Nie chcesz, a nie, że nie umiesz’ – kolejne słowa Małolata. No właśnie, postaci, która reprezentuje mnie sprzed lat, tylko że w wersji męskiej. Szalona małpa, która jest wszędzie, ale jak przychodzi co do czego to emocje w niej się kulą, nawet jeśli uznawana jest za kogoś ‚hej do przodu’. I teraz konfrontacja – mój paskudny stan,który naprawde analizuje i przerabiam tylko dlatego że Młody stał się bodźcem, bardzo dużo rozmawiamy, co gorszam podczas tych rozmów czuję szklaną ścianę miedzy nami, która teraz objawia mi się jako odgrodzenie w konfesjonale między księdzem a spowiadającym się – i jego pozytywizm, dusza której nie sposób złapać bo nie jest zmaterializowana. I teraz wyciągnąc z tego coś najlepszego, to jest wyczyn.

    Jakkolwiek by się wszystko nie potoczyło, skończy się dobrze. Tak czuję.

    I zastanawiam sie, czy to efekt 25tki która już trzaśnie w grudniu czy wina tego, że przeżywam świat każdą komórką swojego ciała, każdym nerwem.

    Skutecznie przeszłam na Ciemna Stronę. Niszczy mnie agresja i wybuchowość. Do tego nowy kolor włosów (niby ciemny brąz ale wygląda jeszcze mroczniej). Póki nie uda mi się ogarnąc samej siebie (dla samej siebie) pozostanę w szponach zła. Aczkolwiek, może taka moja natura, wiecznie niemiła, krzycząca na innych i za bardzo angażująca się we wszystko czego się dotknie (od czynności aż po relacje z ludźmi). Zgubiła mnie pasja i złość, zgubiły mnie moje własne nerwy. A teraz niestety jeszcze serce. A przecież prawdziwy Jedi nie może kochać.

    Tak, jestem zwolenniczką sprawnej organizacji czasu ponad wszystko. Ale nie drastycznej organizacji bez szczypty spontana. Rutyna zabija nie tylko związki między ludźmi, ale i pracę. A już na pewno pracę, jaką jest animacja.

    W niedzielę pracowałam wyjątkowo poza mini clubem i niestety nie powtórzy się to raczej nigdy, jeśli o ten sezon chodzi. W niedziele wyjeżdżał też Mistrz Niemiec w hip hopie (Polak z pochodzenia), z którym tańczyliśmy przedstawienie w zeszły czwartek i z którym bujałam hotelem (co muzyka to nowe ruchy). Tak więc niedziela upłynęła pod znakiem dobrej muzyki i dobrej zabawy połączonej z pracą. Padł pomysł z mojej strony – afterparty o 17 dnia każdego. Nie, o 17 Neckermann ora grę. Więc dziś o 13. Też nie, bo wszyscy to mają w dupie, poza tym każdy panicznie boi się, że jak poleci jeden numer spoza repertuaru animacji (tańce klubowe nad basenem o 13), dyrektor przyleci z ryjem. Wszystko wg kartki sumiennie rozdawanej nam przez szefa co tydzień, wszystko wiecznie zaplanowane, każdy spierdalający do domu jak najszybciej. To rozumiem akurat. Nie rozumiem jednak nadal, czemu wszędzie gdzie się znajdę, jako jedyna posiadam jakąś tam idealistyczną wizję świata, pracy z ludźmi i ogólnej egzystencji.

    Definitywnie czas wracać do domu. Jeszcze 3 miesiące.


    • RSS