criminalist blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z tagiem: mallorca

    Grill zakupiony wreszcie został użyty na imprezie hawajskiej zrobionej na moim taraso-ogrodzie. Po raz pierwszy w życiu utknęłam na ruszcie jako kucharka, z efektami – ku memu zaskoczeniu – pozytywnymi. Niestety, mimo wielkich starań przygotowawczych ze strony mojej ekipy, kilka osób olało kompletnie swoje obowiązki, o pomocy przy sprzątaniu nie wspominając. Pierdolę, nie robię wiecej niczego na własnym podwórku. Z resztą, dziękujemy naszym wspaniałym sąsiadom, którzy uprzedzeni na 4 dni przed imprezą w jej ‚noc’ grozili nam policją i niewiadomo czym. E viva Espana.

    Na widok moich zdjęć z grilla kochana Mamusia znowu stwierdziła, że nie chudnę i pewnie nie mam zamiaru, tak więc miłość rodzicielska w pełni.

    Ja naprawdę szukam powodów do radości ale na horyzoncie ich nie widać.

    A, i napad histerii z powowdu braku pracy w PL i upadku Euro wraca.

    Nie wiem co gorsze, to że w Kołobrzegu leje i MDT nie może odpalić swiateł w komplecie, to że Patterson dostał gorączki i nie zagrał i to, że jeszcze ktoś niby samoloty pomylił (uwierzę we wszystko ale nie w banał, że w momencie gdy bilety sprawdzane są na każdej bramce, koleś jest w stanie pomylić samoloty…), że Marco V dojechał z opóźnieniem i Eddie Halliwell zagrał za niego przez co go nie słuchałam, że Cez Are Kane grał w trakcie Sound Players i to w momencie kiedy szłam do pracy…

    …czy to, że moja kochana Nokia zpadła mi ze stołu na miękką gumowiastą podłogę w Mini Clubie, rozleciała się a po złożeniu przycisk on off nie odpowiadał (telefon ładuje się ale co z tego).

    Kupa.

    Generalnie to słucham Sunrise live w Planeta FM. Wczoraj sety były lipne. Dziś mega wypas.

    ***

    W pracy zmiany. Poza lalką Barbie z którą mieszkam (czemu otaczają mnie same dziwki które mają facetów w swoim kraju, a tu puszczają się z innymi ??) dostaliśmy Gabrysię ze Słowacji, wymiana za Elettrę, która ani mentalnie ani fizycznie do tej roboty się nie nadaje (sama sobie nadawała chore tempo pracy).a

    I jeszcze 3 miesiące i do domu ! Miesiąc i przyleci mama. I nie ma zmiłuj, odkładam kasę na konto PL i wydaje jak najmniej. Interesuje mnie teraz tylko Akwarium, może jakieś 2 kluby, Waterpark i koniec. No i naprawa telefonu. Bo Euro spada z drabinki dostatku i mogę się obudzić z ręką w nocniku.

    Tak, jestem zwolenniczką sprawnej organizacji czasu ponad wszystko. Ale nie drastycznej organizacji bez szczypty spontana. Rutyna zabija nie tylko związki między ludźmi, ale i pracę. A już na pewno pracę, jaką jest animacja.

    W niedzielę pracowałam wyjątkowo poza mini clubem i niestety nie powtórzy się to raczej nigdy, jeśli o ten sezon chodzi. W niedziele wyjeżdżał też Mistrz Niemiec w hip hopie (Polak z pochodzenia), z którym tańczyliśmy przedstawienie w zeszły czwartek i z którym bujałam hotelem (co muzyka to nowe ruchy). Tak więc niedziela upłynęła pod znakiem dobrej muzyki i dobrej zabawy połączonej z pracą. Padł pomysł z mojej strony – afterparty o 17 dnia każdego. Nie, o 17 Neckermann ora grę. Więc dziś o 13. Też nie, bo wszyscy to mają w dupie, poza tym każdy panicznie boi się, że jak poleci jeden numer spoza repertuaru animacji (tańce klubowe nad basenem o 13), dyrektor przyleci z ryjem. Wszystko wg kartki sumiennie rozdawanej nam przez szefa co tydzień, wszystko wiecznie zaplanowane, każdy spierdalający do domu jak najszybciej. To rozumiem akurat. Nie rozumiem jednak nadal, czemu wszędzie gdzie się znajdę, jako jedyna posiadam jakąś tam idealistyczną wizję świata, pracy z ludźmi i ogólnej egzystencji.

    Definitywnie czas wracać do domu. Jeszcze 3 miesiące.

    Ciekawe spostrzeżenie
    – człowiek zdrowieje wraz z lepszym humorem i chęcią życia. Pamiętacie
    umierającą przy porodzie Padme, w trzecim epizodzie Gwiezdnych Wojen ? Z
    medycznego punktu widzenia jej organizm był całkowicie zdrowy, niestety
    rozgoryczenie, rozpacz, bezsilność i inne negatywne emocje odebrały jej wolę
    życia. Myślę, że tak samo dzieje się gdy chorujemy. Nasza odporność gwałtownie
    spada, gdy nie dopisuje nam humor. Nie dopisuje, gdy jesteśmy pod wpływem
    stresu i nie mamy czasu dla siebie. Może Ameryki nie odkryłam, bo przecież
    świat od dawna wie o skutkach obecności stresu w naszym życiu, ale tak naprawdę
    na własnej skórze przekonałam się dziś rano, a może raczej doznałam objawienia,
    uśmiechając się na widok słońca i słysząc śpiew ptaków. Poetyckie i tandetne,
    ale jednak dobrze wpływające na psychikę. Jeśli zatem idzie się do roboty w
    stanie kompletnie zrujnowanym emocjonalnie, nie ma szans na obronienie się
    przed choróbskami. Mnie niestety rozłożyło 3 tyg temu, po wypadku w morzu, jak
    tylko zaczęły mnie boleć plecy. Frustracja, potem narastający stres związany z
    pracą rozwaliły mnie doszczętnie. Od 2ch dni zaczyna mi przechodzić, mogę w
    miarę normalnie mówić, chociaż z nosa leci mi namiętnie.

     

    ***

    Z rzeczy bardziej
    przyziemnych, po raz pierwszy w życiu wystawiałam Królewnę Śnieżkę z
    dzieciakami w roli krasnali (sama byłam jednym aby maluchy pokierować) i
    zwierzaków. Pomijając oranie dekoracji i strojów do samego wieczora (w tym
    jedyne pół godziny spędzone w domu), całe przedstawienie, obsługa techniki i
    bieganie z dziećmi na scenę w sumie nie było tak źle, w końcu montaż imprezy to
    montaż imprezy, może i to nie Sunrise jest ale dajemy radę. Energia padła mi
    jak usiadłam na posiłku u kumpelek z Neckermanna. Cały dzień pełne obroty a tu
    takie coś.

    Pierwszy raz od
    dawna nie czułam rozgoryczenia po kilkunastu wpadkach ekipy i siedzeniu od rana
    do nocy nad organizacją. Czyżbym przechodziła na kolejny etap  rozwoju emocjonalno-psychologicznego?

     

    **

     

    Z ciekawostek przyrodniczych
    – w baseniku z piłkami dla dzieci znalazłam pinezki. Czemu ?? Bo nasz kochany
    Ivan, animator lat 20, wskoczył sobie do niego podczas sprzątania naszego
    pobojowiska. Dziś rano jedna z mam dokonała przykrego odkrycia – biednego Ivana
    czeka wyciąganie wszystkich piłek i sprawdzanie baseniku. No cóż, lajf.

    Nie wiem jakim cudem, moze wiadomosc ze moj kregoslup jest caly i zdrowy sprawila,ze znowu tryskam energia.

    Przebylam droge do Manacoru, znalazlam sie w szpitalu i udalam sie na ER, gdzie przeswietlono mi plecki i stwierdzono ze wszystko jest si. Dostalam recepte na cpanie jakis tabletek przeciwbolowych.

    Poza tym przerabiam Gwiezdne Wary, wczoraj z kumpel rozwazalismy alternatywe dla sceny, w ktorej Imperator zabija Windou i Anakin przemienia sie w Vadera. Plus analiza czemu 1 2 i 3 sa slabsze od 4 5 i 6.

    Praca przytlacza, plecy bola, wizyty u lekarza nie widac.

    Mail od Mamy rozlozyl mnie jeszcze bardziej, zwracajac uwage na fakt, ze Dni Morza i Zlot Oldtimerow w tym roku mnie ominie lokiem kilkutysiecznokilometrowym. Nie wytrzymalam, puscily mi nerwy. Rozplakalam sie.

    Nie mam cierpliwosci do debili, do ludzi ktorzy nie potrafia otworzyc umyslu, zaakceptowac wielu rzeczy (i kto to mowi, heh). Nie mam sily do ludzi ktorzy zaczynaja sie uczyc i wszedzie widza same problemy, chca byc perfekcyjni do bolu, do urzygania. Nie mam po prostu sily.

    Nie mam sily co do mysli, ze gdyby nie pieniadze, spalabym dzis we wlasnym lozku. Nie wazne, ze Ojciec krzyczalby na Mame. To bylyby krzyki znane, nie obce, ludzi dla ktorych istnieje w sensie pelnym, a nie tylko uzytkowym.

    Chce do domu, do Polski, do znajomch, do kotow, do Mamy, Taty. Do Kuzynow i Cioci, do Dni Morza, do Imprez, do MDT, na Sunrise Festival, do mojego komputera.

    Che do siebie.

    W hotelu w ktorym pracuje 70 procent gosci to Wielka Brytania, Irlandia. Co za tym idzie, cisniemy na rozrywke i muzyke w jezyku angielskim. Spedzajac dnie w mini clubie, zameczam dzieci rozna muzyka, na dniach przerabialismy oba albumy Spice Girls. Podspiewywaly sobie nawet matki oddajace mi dzieciaki pod opieke.

    Nasunela mi sie mysl, ktora w sumie w glowie siedzi mi od dawna, szczegolnie od momentu kiedy na scianie pokoju mojej mlodszej kuzynki zobaczylam plakat Pussy Cat Dolls. Jak to jest, ze Spice-tki byly tak mega popularne bez specjalnego rozbierania sie na ekranie, krecania dupami niewiadomo jak i jednoznacznego wicia sie po parkiecie ? Czy to kwestia czasu czy mentalnosci ludzi ? Mnie, jako osobe zwiazana z muzyka bardzo mocno, przeraza fakt, iz kariera w muzyce (i na ekranie) zaczyna sie od pokazania tego czy tamtego w kwestii nagosci. W Pusiketkach glowne wokale robi dlugowlosa blondyna a nie Nicole, ale dla kogo ma to znaczenie ? LIczy sie fajny numer i fajna dupa a nie to, czy ktos faktycznie spiewa czy nie. Niestety, nie koniecznie przeszlo to w przypadku Mandaryny, ktora, jak wiemy, uniosla sie kiedys honorem aby spiewac na zywo a nie z playbacku no i cos jej nie wyszlo ;)

    Strach pomyslec, kto najwiecej zarabia na tych biednych porozbieranych tylkach, bo na pewno nie ich wlascicielki.

    Sposob na kariere ? Wij sie, bejbe, wij, a komputer sam obrobi ci glos.

    Zielen, autostrady, duze obiekty, duze miasta, metro, pociag, przestrzen na ktorej chce sie oddychac. Oto Majorka.

    Serce mnie troche boli ze jestem tak daleko od Palmy, ale tak samo bylo w przypadku Fuerteventury – 65 km od stolicy wyspy. I o ile z Calas de Mallorca jestem w stanie wyrwac sie rano, o tyle powrot poznym wieczorem moze byc problemem. Nie wiem rowniez jak to do konca jest z komunikacja w niedziele, a cos czuje ze w tym dniu bedziemy miec wolne. Wszystko wyjdzie w praniu. Jeszcze mi sie praca nie zaczela a ja juz mysle o ucieczce na druga strone, hehe.

    Hotel mam przyjazny, mini club przesadzony, wczoraj zaczelam od podlaczenia techniki w sali animacji (no bo jakze inaczej) i prawie wszystko dziala tylko nikt nie wie ktory kabel jest kablem o glosnikow (co go w mikser wpiac).

    Przed moim lozkiem stoi zestaw mebli ktory dobitnie przypomina mi moja pierwsza lokacje w Poznaniu, kawalerke, ktora przyprawiala mnie o rozpacz zarowno finansowa jak i emocjonalna.

    Zobaczymy jak to bedzie. Do jutra w sumie jestem na obiekcie jedyna z animacji.

    Jutro o 13:20 bede odrywac sie od powierzchni pustynno-wulkanicznego zadupia zwanego Fuertaventura. Mallorca sie klania.

    Pogoda chlodniejsza, ale dobrze mi to zrobi szczegolnie ze wzgledu na moje cudownie spalone plecy.

    Coz wiecej moge dodac, trzeba zrobic cos, zeby nadbagazu nie miec. Juz dzis 53 euro poszlo na paczuszke 10kg do Polandu. Lepsze to niz 150euro za 10kg nadbagazu.


    • RSS