criminalist blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z tagiem: malolat

    Świątecznie bo wyjazdowo plenerowo, w Podgrodziu, z ekipą z capo. I z Małolatem…

    Głupio mi go tak nazywać. Staram się więc używać jego imienia, ale tu nadal pozostanie Małolatem. Myślę, że tak lepiej.
    Może i jestem durna, głupia, ale serce nie sługa, zawalczyłam o swoje, a w walce pomaga mi…14latek, kolega który z nami trenuje. Robi Małolatowi pranie mózgu, mówi mu jak ma mnie traktować ! Dzisiejszy świat jest bardzo dziwny, a poziom dojrzałości KOMPLETNIE NIE ZALEŻY od wieku. Nie i basta. Koniec, kropka. 
    Moje plecy zaczynają się mieć coraz lepiej dzięki masażom na łóżku nefrytowym (tak myślę, inaczej ich na razie nie leczę), moja cudowna pani doktor nie chciała mi wypisać skierowania na RTG, ale ucisk na nerw nadal jest, więc muszę ją zmolestować, tym bardziej że jeszcze do wczoraj gdzieś tam mąciło się promieniowanie do prawego uda, więc za ciekawie nie jest. Niestety, w Podgrodziu nie trenowałam. 
    Kroi mi się gruba majówka, w sobotę śpiewam w Koszalinie, pewnie zafterujemy się w Mielnie (otwarcie sezonu w Senso). Ojoj. 
    Małolat będzię się poniewierał w Krakowie ze szkołą. No fart nieziemski, 2 świeże groby zobaczy…

    Cóż, ciężaru natury towarzyskiej się pozbyłam. Całe szczęście. Miałam dość trucia dupy.

    Za to w ramach wymiany energii między mną a Małolatem doszło do rzeczy magicznych – w ciągu 15 minut trzech.

    Pierwsza-udało mi się zwolnić z zajęć z pierwszej pomocy robionych przez WOPR w ramach kursu na pilota wycieczek – w końcu ratowniczce WOPR 2go stopnia nie przystoi dać się wrabiać w słuchanie rzeczy o których ma się pojęcie w praktyce.

    Druga-na podstawie świadectwa ukończenia podstawowej szkoły muzycznej i ocenie z przedmiotu „Nauka o muzyce” będę zwolniona z zaliczenia na uczelni o nazwie „Kultura muzyczna”.

    Trzecia-poprawka z turystyki pielgrzymkowej, planowana na niedzielne popołudnie, została odwołana. Jak domyślam się, ze względu planowanej szopki na Wawelu (z całym szacunkiem).

    Minus całego tygodnia to moje plecy – w poniedziałek dostałam w nie kopa, mniej więcej w okolicach korzonek, po prawej stronie kręgosłupa. Po specyficznie palącym i rwącym bólu, pojawiającym się w chwilach totalnie nieprzewidywalnych (w tramwaju nie mogę siedzieć) wnioskuje, iż jest to ucisk na nerwy. Tak samo stwierdziła pani doktor. Nie moja, więc mam ją w dupie i jutro ide do swojej rodzinnej, powiedzieć, że sugerowałabym wysłanie mnie do specjalisty, bo Ketonal w żelu w ilościach hurotwych plus Febrofen naprzemienny z Nimesilem to se w dupę mogę wsadzić.

    Zostałam też porwana na medytację. Niby trochę zluzowałam, przynajmniej plecy mnie nie próbowały boleć, ale nie do końca jestem pewna czy to mój świat.

    Zonk.

    Brak komentarzy

    Kołobrzeg był niesamowity. 900 osób w lokalu. Fantastyczna ekipa pracująca w klubie. Live act udany, otworzył mi kolejne drzwi do kolejnego lokalu :) I nawet mój producent przyjechał ! W celach czysto alkoholowych ale udało mi się na nim zrobić wrażenie, skakał jak dzieciak w momencie gdy dorzuciłam do improwizacji wokal z „That sound” Steave’a Lawrel’a. No i oczywiście premierowo ‚Coolness’ przed publiką w klubie które…Nie powiem :) Obiecałam, że nie powiem. Ale ciesze się jak dziecko ze swojego wymarzonego prezentu świątecznego więc można się domyślać, co się kroi. 

    Konsternacja tygodnia – pojawił się człowiek, któremu w poniedziałkowy poranek miał ochotę pojechać po mnie w te nadmorskie poimprezowe okolice. I takie dziewne uczucie, bo przez niego naprawdę wracam z drugiej strony lustra i aż mnie to przeraża. Bo jak nagle pojawia się to, co tak naprawdę było przez was wyczekiwane, ale jak już spada, to nie wiecie co z tym zrobić. Agi sugeruje, żebym nie zjebała. Tym bardziej, że to jest takie zwykłe, szczere, codzienne. Takie jak życie. 
    I Małolat w tym wszystkim stał się kotem z Chershire. Zainspirowała go do tego moja kontuzja na treningu. Tak tak, było tak pięknie, że zbyt prawdziwie. Łokieć nie wytrzymał ciężaru mojego ciała. 

    • RSS