criminalist blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z tagiem: mdt

    Życzę ja. Jako osoba prywatna i jako osoba publiczna, bo takową mogę siebie nazywać, przywoując tutaj sukcesy mojego życia codziennego, którego rzeczwistość zlewa się w jedno z moimi marzeniami.

    Rok ten kończę muzycznie, bo i w radiu i na dj’ce bądź barze jako wokalistka.

    Wielu z was życzy mi imprezy Sunrise Festival 2010 ale z moim głosem nie z płyty cd, ale już na żywo.

    A ja życzę wam czego chcecie. O.

    Liberatus a siebie sobie nawzajem życzymy? :)

    enHouse 2009 upłynął pod znakiem zdjęć, wywiadów i przećpania się zarówno informacjami jak i muzyką. Na samą myśl ile czeka mnie tłumaczenia robi mi się nie dobrze. No i jeszcze się nie wyspałam.

    Czy ktoś mnie jeszcze wogóle czyta?

    Dziwnie tak pisać z polskimi znakami, więc za wszelkie błędy przepraszam.

    Odkopałam stary szablon, o którym ostatnio intensywnie myślałam i udało mi sie na niego wpaść na stronie, którą zawsze omijałam bo nie potrafiła mnie zainspirować projektowo. I otóż on, jakieś tam metro, jakaś fotografia z tych, co lubie, że pośpiech złapany w kadr.

    Coż, mam się dobrze, nawet aż za dobrze, bo impreza sobota zwana enTrance pod szyldem MDT upłynęła na zasadzie ‚sprzedałaś się za identyfikator’ – co niekoniecznie mnie wzrusza. W piątek natomiast poprzedzający imprezę zaczęłam w życie wprowadzać pomysły ludzi ktorzy przez 3 lata byli jakoś nadto zdystansowani do wszystkiego, co sobą reprezentuję. A jednak mikrofon w studiu mnie polubił. Niemniej jednak mówić do niego a śpiewać to dwie różne rzeczy, z czego ta pierwsza jest o niebo cięższa od drugiej.

    Byłam świadkiem produkcji rzeczy, które zwykły śmiertelnik tylko może usłyszeć, ew. zobaczyć wizualnie patrząc na dj’a na imprezie. To robi wrażenie. Każdy ruch i kliknięcie myszą, przesunięcie punktu a do punktu b i te rzeczy, których ja nie słysze a słyszy ten, kto składa. Przeraża mnie to, ile dźwięków istnieje a ja nawet o nich nie wiem albo mam tak bardzo przytępiony umysł. Wspaniałe doświadczenie.

    I dyskusje o rzeczach tak oczywistych a tak odległych dla mnie przez moją nieobecność, odkrywanie pasji na nowo, informacje, fakty, cała ja zatapiająca się w tym. Boże, dzięki Ci za tych ludzi, jakkolwiek bardzo nie kopaliby mnie znowu w dupe. Oni są we mnie, ja jestem w nich (nawet bardziej niż się tego mogłam spodziewać), chociaż oni się nigdy do tego nie przyznają. Może to tylko moje ideologie ale pierdoli mnie to, to moje życie, to ja wybieram sobie reguły swojego zachowania, czasem dając się zmanipulowac regułom innych ludzi, czasem tak trzeba a teraz szczególnie, po byciu maltertowaną przez ludzi tak naprawde mi obcych, pragnę być maltretowana przez ludzi których tak samo kocham jak nie cierpię, tak samo jak przez których jednego dnia płaczę innego się smieje.

     
    I hate you, I love you, I need you, I cry…are you fine, are you fine, are you fine, are you fine…?

    A nawet jeśli dobre chwile znikną, to i tak tam byłam, dostałam rzeczy o których kiedyś marzyłam, czyli bez względu na to w jakie gówno się nie wpakuję marzenia i tak się spełniają.

    • RSS