criminalist blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z tagiem: milosc

    Rzuciłam okiem na notki i ich komentarze z okresu bycia z D. Dziwnym trafem zabolały. Nie będę czytać dalej. Za dużo rozpaczy kosztował mnie ten krótki związek. Swoją drogą, toczony po innym związku, pełnym absurdu i rozpaczy, co jest już wogóle mizernym połączeniem.

    Dużo dojrzałych komentarzy od osób które miały rację, niemniej jednak zastanawiam się po której stronie leżała wina, mówi się, że po obu, no ale na dzień dzisiejszy bardziej musi zależeć mi na mnie samej, coby błędów nie powielać (bla bla bla ha ha ha dobry żart).

    Dziwnym trafem, wszyscy oni są szczęśliwi (albo mi się tak wydaje) a ja niekoniecznie.

    Zajrzałam do września 2003. I dotarło do mnie to jak bardzo się zmieniam. Z dziecka w kobietę. Jak bardzo zmienia się mój tok myślenia, jak bardzo zmienia się świat, który mnie otacza. Klasa maturalna, blog założony tuż po skasowaniu starego, co spowodowane było narobieniem mi syfu w życiu prywatnym przez moich ‚kolegów’ z liceum. Następnie studia w Szczecinie. Początek studiów w Poznaniu. Szkoła muzyczna, studium wokalne, capoeira, kung fu. Mężczyźni życia mego. Walka pomiędzy egzaminami na studia a totalnym debilem który wreszcie stwierdził (poznałam kogoś kto należy do jego rodziny, przypadki chodzą po ludziach), że w tamtych czasach zachowywał się jak idiota. Potem pan D., wielka i ostatnia moja miłość (nigdy nie było tak i nie wiem czy kiedykolwiek będzie znowu) zakończona szybko i boleśnie, aczkolwiek przechodziło mi długo (wyleczył mnie Sunrise Festival 2006 i ogólnie MDT, które wciągnęło mnie właśnie przez D.). No i MDT. I ja, śpiewająca. Branża klubowa. Kopanie po dupie. Rozpacz i walka o swoje, przez 3 lata. Aż do momentu pierwszych live actów, pierwszych nagrań, bootlegu, zaproszeń…Aż do wyjazdu z kraju, pobytu w Hiszpanii.

    Aż do dziś.

    Masakra. A mówią, że ludzie się nie zmieniają.

    Szczerze, to myślałam że film jest jedną wielką gnidą o niczym, z totalnie mega pustymi tekstami ale okazuje się…że nie. Jest babski. Babski z jajem, ironią, cynizmem, tragedią i prawdą, jaką ukrywa się mimo wszystko. Jest wzorem dla Lejdis. Prawdą o tym, jak kobiety bardzo pragną być kochane. Oczywiście mam na myśli te dojrzałe w sensie emocjonalnym i psychicznym (można mieć 40 i widzieć faceta jedynie jako kartę kredytową, bywa). Nie miałam czasu łyknąć filmu za jednym razem więc bardzo nie mogłam doczekać się czasu wolnego na dokończenie. Wierzyłam w wielki ślub, chociaż tak do końca nie było wiadomo nic. No i ta babska przyjaźń. Hmm, z mojego doświadczenia niestety wynika, że najczęściej baba babę i tak zrobi w chuja. W sumie, ja i tak zawsze z płcią męską się trzymałam, więc może się nie liczę. Chociaż na starość doceniam damskie towarzystwo.

    ***

    Tymczasowo jak zwykle rozpaczam z powodu niewłasnego faceta. Czyli wszystko w normie.

    Dziwnie tak pisać z polskimi znakami, więc za wszelkie błędy przepraszam.

    Odkopałam stary szablon, o którym ostatnio intensywnie myślałam i udało mi sie na niego wpaść na stronie, którą zawsze omijałam bo nie potrafiła mnie zainspirować projektowo. I otóż on, jakieś tam metro, jakaś fotografia z tych, co lubie, że pośpiech złapany w kadr.

    Coż, mam się dobrze, nawet aż za dobrze, bo impreza sobota zwana enTrance pod szyldem MDT upłynęła na zasadzie ‚sprzedałaś się za identyfikator’ – co niekoniecznie mnie wzrusza. W piątek natomiast poprzedzający imprezę zaczęłam w życie wprowadzać pomysły ludzi ktorzy przez 3 lata byli jakoś nadto zdystansowani do wszystkiego, co sobą reprezentuję. A jednak mikrofon w studiu mnie polubił. Niemniej jednak mówić do niego a śpiewać to dwie różne rzeczy, z czego ta pierwsza jest o niebo cięższa od drugiej.

    Byłam świadkiem produkcji rzeczy, które zwykły śmiertelnik tylko może usłyszeć, ew. zobaczyć wizualnie patrząc na dj’a na imprezie. To robi wrażenie. Każdy ruch i kliknięcie myszą, przesunięcie punktu a do punktu b i te rzeczy, których ja nie słysze a słyszy ten, kto składa. Przeraża mnie to, ile dźwięków istnieje a ja nawet o nich nie wiem albo mam tak bardzo przytępiony umysł. Wspaniałe doświadczenie.

    I dyskusje o rzeczach tak oczywistych a tak odległych dla mnie przez moją nieobecność, odkrywanie pasji na nowo, informacje, fakty, cała ja zatapiająca się w tym. Boże, dzięki Ci za tych ludzi, jakkolwiek bardzo nie kopaliby mnie znowu w dupe. Oni są we mnie, ja jestem w nich (nawet bardziej niż się tego mogłam spodziewać), chociaż oni się nigdy do tego nie przyznają. Może to tylko moje ideologie ale pierdoli mnie to, to moje życie, to ja wybieram sobie reguły swojego zachowania, czasem dając się zmanipulowac regułom innych ludzi, czasem tak trzeba a teraz szczególnie, po byciu maltertowaną przez ludzi tak naprawde mi obcych, pragnę być maltretowana przez ludzi których tak samo kocham jak nie cierpię, tak samo jak przez których jednego dnia płaczę innego się smieje.

     
    I hate you, I love you, I need you, I cry…are you fine, are you fine, are you fine, are you fine…?

    A nawet jeśli dobre chwile znikną, to i tak tam byłam, dostałam rzeczy o których kiedyś marzyłam, czyli bez względu na to w jakie gówno się nie wpakuję marzenia i tak się spełniają.

    • RSS