criminalist blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z tagiem: organizacja

    Tak, jestem zwolenniczką sprawnej organizacji czasu ponad wszystko. Ale nie drastycznej organizacji bez szczypty spontana. Rutyna zabija nie tylko związki między ludźmi, ale i pracę. A już na pewno pracę, jaką jest animacja.

    W niedzielę pracowałam wyjątkowo poza mini clubem i niestety nie powtórzy się to raczej nigdy, jeśli o ten sezon chodzi. W niedziele wyjeżdżał też Mistrz Niemiec w hip hopie (Polak z pochodzenia), z którym tańczyliśmy przedstawienie w zeszły czwartek i z którym bujałam hotelem (co muzyka to nowe ruchy). Tak więc niedziela upłynęła pod znakiem dobrej muzyki i dobrej zabawy połączonej z pracą. Padł pomysł z mojej strony – afterparty o 17 dnia każdego. Nie, o 17 Neckermann ora grę. Więc dziś o 13. Też nie, bo wszyscy to mają w dupie, poza tym każdy panicznie boi się, że jak poleci jeden numer spoza repertuaru animacji (tańce klubowe nad basenem o 13), dyrektor przyleci z ryjem. Wszystko wg kartki sumiennie rozdawanej nam przez szefa co tydzień, wszystko wiecznie zaplanowane, każdy spierdalający do domu jak najszybciej. To rozumiem akurat. Nie rozumiem jednak nadal, czemu wszędzie gdzie się znajdę, jako jedyna posiadam jakąś tam idealistyczną wizję świata, pracy z ludźmi i ogólnej egzystencji.

    Definitywnie czas wracać do domu. Jeszcze 3 miesiące.

    Ciekawe spostrzeżenie
    – człowiek zdrowieje wraz z lepszym humorem i chęcią życia. Pamiętacie
    umierającą przy porodzie Padme, w trzecim epizodzie Gwiezdnych Wojen ? Z
    medycznego punktu widzenia jej organizm był całkowicie zdrowy, niestety
    rozgoryczenie, rozpacz, bezsilność i inne negatywne emocje odebrały jej wolę
    życia. Myślę, że tak samo dzieje się gdy chorujemy. Nasza odporność gwałtownie
    spada, gdy nie dopisuje nam humor. Nie dopisuje, gdy jesteśmy pod wpływem
    stresu i nie mamy czasu dla siebie. Może Ameryki nie odkryłam, bo przecież
    świat od dawna wie o skutkach obecności stresu w naszym życiu, ale tak naprawdę
    na własnej skórze przekonałam się dziś rano, a może raczej doznałam objawienia,
    uśmiechając się na widok słońca i słysząc śpiew ptaków. Poetyckie i tandetne,
    ale jednak dobrze wpływające na psychikę. Jeśli zatem idzie się do roboty w
    stanie kompletnie zrujnowanym emocjonalnie, nie ma szans na obronienie się
    przed choróbskami. Mnie niestety rozłożyło 3 tyg temu, po wypadku w morzu, jak
    tylko zaczęły mnie boleć plecy. Frustracja, potem narastający stres związany z
    pracą rozwaliły mnie doszczętnie. Od 2ch dni zaczyna mi przechodzić, mogę w
    miarę normalnie mówić, chociaż z nosa leci mi namiętnie.

     

    ***

    Z rzeczy bardziej
    przyziemnych, po raz pierwszy w życiu wystawiałam Królewnę Śnieżkę z
    dzieciakami w roli krasnali (sama byłam jednym aby maluchy pokierować) i
    zwierzaków. Pomijając oranie dekoracji i strojów do samego wieczora (w tym
    jedyne pół godziny spędzone w domu), całe przedstawienie, obsługa techniki i
    bieganie z dziećmi na scenę w sumie nie było tak źle, w końcu montaż imprezy to
    montaż imprezy, może i to nie Sunrise jest ale dajemy radę. Energia padła mi
    jak usiadłam na posiłku u kumpelek z Neckermanna. Cały dzień pełne obroty a tu
    takie coś.

    Pierwszy raz od
    dawna nie czułam rozgoryczenia po kilkunastu wpadkach ekipy i siedzeniu od rana
    do nocy nad organizacją. Czyżbym przechodziła na kolejny etap  rozwoju emocjonalno-psychologicznego?

     

    **

     

    Z ciekawostek przyrodniczych
    – w baseniku z piłkami dla dzieci znalazłam pinezki. Czemu ?? Bo nasz kochany
    Ivan, animator lat 20, wskoczył sobie do niego podczas sprzątania naszego
    pobojowiska. Dziś rano jedna z mam dokonała przykrego odkrycia – biednego Ivana
    czeka wyciąganie wszystkich piłek i sprawdzanie baseniku. No cóż, lajf.


    • RSS