Grill zakupiony wreszcie został użyty na imprezie hawajskiej zrobionej na moim taraso-ogrodzie. Po raz pierwszy w życiu utknęłam na ruszcie jako kucharka, z efektami – ku memu zaskoczeniu – pozytywnymi. Niestety, mimo wielkich starań przygotowawczych ze strony mojej ekipy, kilka osób olało kompletnie swoje obowiązki, o pomocy przy sprzątaniu nie wspominając. Pierdolę, nie robię wiecej niczego na własnym podwórku. Z resztą, dziękujemy naszym wspaniałym sąsiadom, którzy uprzedzeni na 4 dni przed imprezą w jej ‚noc’ grozili nam policją i niewiadomo czym. E viva Espana.

Na widok moich zdjęć z grilla kochana Mamusia znowu stwierdziła, że nie chudnę i pewnie nie mam zamiaru, tak więc miłość rodzicielska w pełni.

Ja naprawdę szukam powodów do radości ale na horyzoncie ich nie widać.

A, i napad histerii z powowdu braku pracy w PL i upadku Euro wraca.