criminalist blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z tagiem: urlop

    Dziwnie tak pisać z polskimi znakami, więc za wszelkie błędy przepraszam.

    Odkopałam stary szablon, o którym ostatnio intensywnie myślałam i udało mi sie na niego wpaść na stronie, którą zawsze omijałam bo nie potrafiła mnie zainspirować projektowo. I otóż on, jakieś tam metro, jakaś fotografia z tych, co lubie, że pośpiech złapany w kadr.

    Coż, mam się dobrze, nawet aż za dobrze, bo impreza sobota zwana enTrance pod szyldem MDT upłynęła na zasadzie ‚sprzedałaś się za identyfikator’ – co niekoniecznie mnie wzrusza. W piątek natomiast poprzedzający imprezę zaczęłam w życie wprowadzać pomysły ludzi ktorzy przez 3 lata byli jakoś nadto zdystansowani do wszystkiego, co sobą reprezentuję. A jednak mikrofon w studiu mnie polubił. Niemniej jednak mówić do niego a śpiewać to dwie różne rzeczy, z czego ta pierwsza jest o niebo cięższa od drugiej.

    Byłam świadkiem produkcji rzeczy, które zwykły śmiertelnik tylko może usłyszeć, ew. zobaczyć wizualnie patrząc na dj’a na imprezie. To robi wrażenie. Każdy ruch i kliknięcie myszą, przesunięcie punktu a do punktu b i te rzeczy, których ja nie słysze a słyszy ten, kto składa. Przeraża mnie to, ile dźwięków istnieje a ja nawet o nich nie wiem albo mam tak bardzo przytępiony umysł. Wspaniałe doświadczenie.

    I dyskusje o rzeczach tak oczywistych a tak odległych dla mnie przez moją nieobecność, odkrywanie pasji na nowo, informacje, fakty, cała ja zatapiająca się w tym. Boże, dzięki Ci za tych ludzi, jakkolwiek bardzo nie kopaliby mnie znowu w dupe. Oni są we mnie, ja jestem w nich (nawet bardziej niż się tego mogłam spodziewać), chociaż oni się nigdy do tego nie przyznają. Może to tylko moje ideologie ale pierdoli mnie to, to moje życie, to ja wybieram sobie reguły swojego zachowania, czasem dając się zmanipulowac regułom innych ludzi, czasem tak trzeba a teraz szczególnie, po byciu maltertowaną przez ludzi tak naprawde mi obcych, pragnę być maltretowana przez ludzi których tak samo kocham jak nie cierpię, tak samo jak przez których jednego dnia płaczę innego się smieje.

     
    I hate you, I love you, I need you, I cry…are you fine, are you fine, are you fine, are you fine…?

    A nawet jeśli dobre chwile znikną, to i tak tam byłam, dostałam rzeczy o których kiedyś marzyłam, czyli bez względu na to w jakie gówno się nie wpakuję marzenia i tak się spełniają.

    Juz w niedziele, o ile ktos jakims cudem dostarczy mnie na lotnisko (autobusy wyspowe jezdza jedynie o 9:30 i 16:30, mam na mysli bezposrenie na lotnisko a nie te ktore jada gdzies tam hen – w zwiazku z tym lipa bo mam czekin o 17:00 a tym drugim wyladowalabym na lotnisku o 18, jak dobrze pojdzie; autobusy z turystami tez mi jakos nie podchodza bo wszystkie sa poranne, auta za 25 czy 35 euro wynajmowac nie bede na godzine czasu tak naprawde, bo grzyba tyle sosu placic ?? – jedyna wiec nadzieja w moich koordynatorach EWENTUALNIE w Kamili, ktora auto ma, ale jej smok gdzies z 20euro na beznyne potrzebuje, LOL) – wylece z tego raju emerytow niemieckich, aby noc z 1go na 2go spedzic na lotnisku w Madrycie. Wiadomosc dobra to taka, ze maja tam WiFi, a mi wiecej do szczescia wtedy nie potrzeba (chociaz zastanawiam sie jak szybko znudze sie internetem hehe, skoro czekin bede miec 9:30 czyli po praktycznie 10h czekania…).

    A potem zycie bedzie piekniejsze…przez 26 dni, jakos tak.

    Mozecie spieprzyc na drugi koniec swiata do jungli amazonskiej albo na pustynie Gobi. Dorwa was te same problemy. Czy bedziecie sami, czy tez w grupie, przy czym druga opcja jest jeszcze bardziej skomplikowana. Kto oglada Lostow, ten wie, jak zycie potrafi dokopac, szczegolnie z dala od domu. To taka konkluzja na poczatek pieknego dnia, jakim jest 20.02, piatek.

    Smiech, postanowilam zerwac sie wczesniej, coby spokojnie zmyc z glowy lakier pielegnowany na wlosach do 3ch dni w zwiazku z przedstawieniem, poczytalam gazetke, polozylam na pyska maseczke, po czym wybieglam radosnie w strone miejsca, gdzie na pewno istnieje sygnal netowy. Coz, 9 rano zaledwie byla, a jaki spokoj na wyspie i tak lekkie powietrze, ze ledwo udawalo mi sie normalnie oddychac. Dziwne, ale takie rzeczy zauwaza sie w momencie kiedy na chwile ma sie spokoj od natloku turystow (ktorych fakt, nie ma az tylu co w lecie). No ale, zeby powietrze inne ? Ano inne…

    W miejscu, w ktorym jak wyzej pisalam, zawsze jest lacze, spotkalam hehe, mojego ex, jesli mozemy tak okreslac ludzi z ktorymi jest sie daleko daleko od domu, i niekoniecznie dlugo. Pan Timo popijal kawe, wygladal na przemielonego przez psa (efekt imprezy karnawalowej) i naprawde uradowany byl moim widokiem (w pelni go rozumiem, w koncu od dawna niczego nie mietosil, LOL). Spotkanie bylo nieplanowane, zeby nie bylo (to samo powiedzialam do jego aparatu ktory wczoraj udalo mi sie pozyczyc na czas krecenia przedstawienia, a o poranku chlopakowi zachcialo sie chyba robic muwi na pamiatke albo cos w tym stylu). Padla propozycja spotkania w poniedzialek po poludniu (rano ide na 6 godzin na kurs dla odpowiedzialnych za mini klub, o LOL, po 8 miesiacach, i tyle bylo z mojego wolnego poniedzialku), on sobie posiedzi na necie, ja sobie pogram w Tomb Raidera – w sumie dobra wymiana. Coby sentymentow nie bylo za dosc, Pan Timo odwiezie mnie na lotnisko 1go marca (pomysl byl moj, ale pierdole, w koncu cos mi sie nalezy od zycia, nawet jak bedzie to za moje pieniadze :D ), wiec generalnie zaczyna sie atmosfera zageszczac.

    No to, ja spierdalam do pracy. Nawet nie moje powiedziec ze ide, bo po 8 miesiacach w takich warunkach czlowiek juz nie okresla siebie tak lagodnie.


    • RSS