criminalist blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z tagiem: wokal

    Zonk.

    Brak komentarzy

    Kołobrzeg był niesamowity. 900 osób w lokalu. Fantastyczna ekipa pracująca w klubie. Live act udany, otworzył mi kolejne drzwi do kolejnego lokalu :) I nawet mój producent przyjechał ! W celach czysto alkoholowych ale udało mi się na nim zrobić wrażenie, skakał jak dzieciak w momencie gdy dorzuciłam do improwizacji wokal z „That sound” Steave’a Lawrel’a. No i oczywiście premierowo ‚Coolness’ przed publiką w klubie które…Nie powiem :) Obiecałam, że nie powiem. Ale ciesze się jak dziecko ze swojego wymarzonego prezentu świątecznego więc można się domyślać, co się kroi. 

    Konsternacja tygodnia – pojawił się człowiek, któremu w poniedziałkowy poranek miał ochotę pojechać po mnie w te nadmorskie poimprezowe okolice. I takie dziewne uczucie, bo przez niego naprawdę wracam z drugiej strony lustra i aż mnie to przeraża. Bo jak nagle pojawia się to, co tak naprawdę było przez was wyczekiwane, ale jak już spada, to nie wiecie co z tym zrobić. Agi sugeruje, żebym nie zjebała. Tym bardziej, że to jest takie zwykłe, szczere, codzienne. Takie jak życie. 
    I Małolat w tym wszystkim stał się kotem z Chershire. Zainspirowała go do tego moja kontuzja na treningu. Tak tak, było tak pięknie, że zbyt prawdziwie. Łokieć nie wytrzymał ciężaru mojego ciała. 

    „Jak jestem przy tobie to jest dobrze, ale jak mnie nie ma, to nie potrafię…” – w sensie wykrzesać z siebie zainteresowania moją osobą. Czy to mój to myślenia jest zjebany czy na początku znajomości zwykle właśnie jest się zainteresowanym drugą osobą? A może to już jest chęć trzymania na smyczy, dostać jakiegoś smsa bądź jakąkolwiek oznakę zainteresowania, gdy czas spędzany jest osobno? I nie mówię tu o milionach wiadomości na raz, z tego już wyrosłam.

    Dowiedziałam się wczoraj, że numer który nagrałam rok temu, zostanie wydany. Ta informacja od razu zapaliła mi lampkę w głowie, że skoro znowu w życiu zawodowym się układa, w prywatnym się spierdoli.

    I się spierdolilo.

    Teraz pozostaje mi przełknąć wszystko i z podniesioną głową nadal chodzić na treningi.

    Co siąde do notki to kupa wychodzi bo muszę gdzieś lecieć i coś robić.

    Wiadomości w pigułce:

    - praca magisterska ruszyła

    - w sobotę enTrance

    - w radiu się dzieje, dzieje się i generalnie to nie wiem co jak z czym, żeby było dobrze

    - czuję że żyję, takie mam zakwasy po treningach

    - nie mam czasu nawet napisać tekstu do kolejnego numeru Sound Players (a są już 2 numery, wspominałam?)

    - moja fascynacja Małolatem nadal trwa i nie planuje się skończyć

     

    Trele morele pewnie i tak o czymś zapomniałam. 

    To, że wezmę mikrofon na imprezie urodzinowej Toxic Noiz’a i Jay Bae’go, było do przewidzenia (ustalony live z Sashą Dubrovskim). Nikt natomiast nie przewidzał, że dostanę go do rąk 40 min po wejściu do lokalu przez samego Toxic’a właśnie (no nawet pod nosem pośpiewać nie mogę, od razu dla ludzi nakazują :P). Zaowocowało to wymianą numerów z 2ma producentami (w tym z człowiekiem który wydaje Martina Sasa, dla którego z resztą tekst już jest, trza siąść i nagrać) oraz parciem ludzi w stosunku do innych bardziej wpływowych o zaproszenie mnie gdzieś tam do klubu. Ponadto osoby które szydziły ze mnie, nie wierząc w to że ja NAPRAWDĘ śpiewam a nie chodzi i pierdole głupoty, zmieniły zdanie.

    No coż.

    ;]

    Życzę ja. Jako osoba prywatna i jako osoba publiczna, bo takową mogę siebie nazywać, przywoując tutaj sukcesy mojego życia codziennego, którego rzeczwistość zlewa się w jedno z moimi marzeniami.

    Rok ten kończę muzycznie, bo i w radiu i na dj’ce bądź barze jako wokalistka.

    Wielu z was życzy mi imprezy Sunrise Festival 2010 ale z moim głosem nie z płyty cd, ale już na żywo.

    A ja życzę wam czego chcecie. O.

    Liberatus a siebie sobie nawzajem życzymy? :)

    Miqro zaczął swojego seta moim wokalem w remixie Luccio B czyli Miqro & Maiqel – Pumpin Feeling (Luccio B mix), dostępne na www.myspace.com/lucciobetega, zatem chociaż tyle majorkańskiego słońca wdarło się na ten pechowy event. Deszcze zepsuł wszystko co można było zepsuć. Humor organizatorów, ich plany a także nastawienie uczestników imprezy. Dobrze, że nie wydałam 1000zł na to, żeby się tam pojawić.

    Gdzie ja nie mogę, mój głos może ;)


    • RSS